Stanisława Bergmana (1862–1930) należy przypisać do tego wąskiego grona malarzy, których tryumf przypadł w czasie egzaminu arcymistrzowskiego w tzw. majsterszuli Jana Matejki, najwyższej klasie kompozycyjnej Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. Potem – podobnie było w przypadku Józefa Unierzyskiego – ich talent zdawał się drzemać. Przyczyny były rozmaite, choć przecież ci artyści malowali, nawet eksperymentując, do końca swoich dni. Bergman, który sporo podróżował po świecie – w młodości dla studiów, w wieku dojrzałym, żeby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo – osiadł w rodzinnym Krośnie, przedkładał piękno małego, malowniczo położonego miasta nad Kraków, Lwów lub Monachium, metropolie, w których można było zrobić karierę. Z Monachium wprawdzie pochodzili jego przodkowie, ale malarz nie czuł takiej więzi z Bawarią, jaka łączyła go z Krosnem, z ojcem, który miał tam znakomicie prosperujący zakład kowalstwa artystycznego. No i krośnieńskie zabytkowe pamiątki, od których się zaczęło…

Stanisław  Bergman (1862-1930) "Autoportret w stroju hiszpańskim", źródło: Muzeum Podkarpackie w Krośnie

Stanisław Bergman (1862-1930) „Autoportret w stroju hiszpańskim”, źródło: Muzeum Podkarpackie w Krośnie

Stanisław  Bergman (1862-1930) "Portret żony", źródło: Muzeum Zamojskie w Zamościu

Stanisław Bergman (1862-1930) „Portret żony”, źródło: Muzeum Zamojskie w Zamościu

Wczesnobarokowa kaplica grobowa Oświęcimów w kościele Franciszkanów w Krośnie jest miejscem spoczynku Anny i Stanisława, przyrodniego rodzeństwa, i innych członków rodu. Miejsce to, owiane legendą, spisaną przez etnografa i historyka Żegotę Paulego, zdawało się być świątynią zakazanej miłości – do momentu, kiedy późniejsi uczeni, z Karolem Szajnochą jako autorytetem, nie zdyskredytowali opowieści Paulego. Atoli Władysław Leon Antoniewicz zauważył przytomnie: „Chociaż K. Szajnocha i ks. in. Nycz występowali przeciw podaniu, pomimo że ‘sam Oświęcim o swoim romansie nie pisze’ w ułamkowym diariuszu, podanie i wiara w miłość niezwykłą siostry tkwi i trwać będzie pośród mieszkańców Krosna, jak długo istnieć będzie śliczna kaplica i w niej portrety Oświęcimów”. 

Stanisław Oświęcim przy zwłokach Anny Oświęcimówny – płótno dużego formatu – to niewątpliwie najlepszy obraz Bergmana. Zanim go ukończył i postawił pod ostateczny osąd Matejce, (mistrzowi, który sam, wędrując w młodości po kraju, żeby po upadku Powstania Styczniowego ukoić smutek oglądaniem pamiątek potężnej niegdyś Rzeczypospolitej, trafił do Krosna, gdzie właśnie u Franciszkanów szkicował nagrobek Oświęcimów), zanim więc to się stało, Bergman wystawił obraz „w trakcie malowania” na dorocznej wystawie uczniów krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych i od razu zyskał pewne uznanie, aplauz widzów i przychylne wzmianki w prasie. Obraz, powstały pod okiem Matejki, jest przede wszystkim sugestywny! Gdy jeszcze w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku niespodziewanie zobaczyłem go w Muzeum Podkarpackim w Krośnie zaraz po zwiedzaniu kościoła Franciszkanów (dziś płótno jest eksponowane w Galerii Sztuki XIX wieku MNK w Sukiennicach, wówczas, jako depozyt, wisiało w Krośnie), poczułem się tak, jakbym się znalazł w centrum funeralnego zdarzenia. Sprawia to m.in. umiejętnie zastosowana perspektywa linearna, o której wiedzę posiadł sam twórca, ale o czym nie musi mieć pojęcia zauroczony widz. Centrum kompozycji zajmuje otwarta trumna ze zwłokami Anna Oświęcimówny, całej w srebrzystej bieli. Ku trumnie wiedzie czerwony dywan. Msza żałobna. Modląc się, klęczy po lewej stronie Stanisław, oszołomiony nieszczęściem, tym straszniejszym, że właśnie wrócił z dalekiej, spełnionej podróży: wyjednał u papieża dyspensę, zgodę na ślub z Anną, przyrodnią siostrą, którą w Krośnie zostawił w zdrowiu… Inne postacie, fabularnie mniej ważne, ale niemniej scharakteryzowane i poważnie potraktowane pod względem formy, to ojciec tragicznej pary, jego druga żona, a matka Anny i brat. Po prawej księża, zakonnicy. Tworzą ciekawą malarską grupę. Kompozycję rozświetla blask bijący z niewielkiego okna za duchownymi, a światła sztuczne, wprowadzające element magii, to świece przy trumnie, dymy. Jest jeszcze inne światło. Światło wykreowane efektami fakturalnymi, gdzieniegdzie – tuż obok partii płótna z ledwie wtartą farbą – tłusty, rozlewisty impast, połączenie cech charakterystycznych szkoły monachijskiej i genialnej szorstkości podpatrzonej u Matejki.

Stanisław  Bergman (1862-1930) "Stanisław Oświęcim przy zwłokach Anny Oświęcimówny", 1888 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Stanisław Bergman (1862-1930) „Stanisław Oświęcim przy zwłokach Anny Oświęcimówny”, 1888 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Pięć lat w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, dwa i pół roku w Akademii Monachijskiej i powrót do Krakowa, do tej słynnej klasy kompozycyjnej Jana Matejki, zwanej majsterszulą. Tam znowu dwa i pół roku. W sumie dziesięć lat intensywnej nauki malarstwa. Nikomu się jeszcze nie śniło o szybkich doktoratach robionych przez artystów; to nie ta ścieżka. Stanisław Bergman otrzymał za swój obraz złoty medal matejkowskiej uczelni. Sukces Bergmana, artysty zaledwie ze świeżym dyplomem, stawał się legendarny. Można go porównać tylko z wcześniejszym o rok sukcesem dyplomowego Zdjęcia z krzyża niemal rówieśnika malarza, Józefa Unierzyskiego (który podobnie nigdy i w żadnej pracynie dorównał dziełu nagrodzonemu za młodu). Otrzymał dyplomy pochwalne z Drezna i Berlina. Reprodukcje obrazu pojawiały się w prasie, również zakordonowej. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie uczciło młodego artystę, przeznaczając na jego obraz osobną salę! Pod koniec lata 1890 roku ucieszył się ze stypendium rządowego w niebagatelnej kwocie 315 złotych reńskich.

„Szkoda pańskiego talentu” – powiedział, żegnając go, Jan Matejko. Nie po raz pierwszy wymykał mu się wymarzony kontynuator jego historiozoficznej twórczości malarskiej. Na co szkoda talentu? Na obrazy rodzajowe, które wówczas Bergman wystawiał chętnie w Krakowie i Warszawie. Nie tylko Matejko był im niechętny. Krytyka (m.in. Czesław Jankowski) widziała w tych obrazach – choćby w Rybaku i rybaczce – nie sztukę, lecz nieudane stosowanie sztuczek.

Stanisław Bergman (1862-1930) "Błaganie o zgodę na mariaż", 1887 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Stanisław Bergman (1862-1930) „Błaganie o zgodę na mariaż”, 1887 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Z końcem 1890 roku Stanisław Bergman wrócił do Krosna. Ożenił się ze Stanisławą Zapalanką, nauczycielką (która nie porzuci zawodu); owocem tego związku był syn, jedynak, Staś, późniejszy architekt. Pan domu malował portrety, kwiaty, klientela była nie tylko na miejscu, wystawiał w metropoliach, żeby nie wypaść z obiegu; na międzynarodowej wystawie w Berlinie w 1891 jego prace chwalono na równi z obrazami Boznańskiej, Chełmońskiego, Fałata, Wyczółkowskiego. Przede wszystkim jednak był szanowanym, porządnym obywatelem. Willa własna, którą wybudował w roku 1902 w stylu historyzującym z elementami secesji, według projektu Jana Sas Zubrzyckiego, przyjaciela, jest do dziś jedną z najpiękniejszych budowli z tamtego czasu w i tak malowniczym Krośnie. Mieszkał więc wygodnie i pięknie. (Żonę, synka, krewnych i znajomych, wszystkich wytwornych, dostatnich a skromnych, pozostawił dla potomnych na dużej, olejnej kompozycji Obłóczyny zakonne, z fabułą w duchu uroczystym, ale z dramatem w tle). Działał w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”, był założycielem Towarzystwa „Sztuka” (wśród członków malarz Seweryn Bieszczad, rzeźbiarz Andrzej Lenik i pisarz Franciszek Mirandola). Malował wiele – ale bez ambicji mierzenia się z problemami koloru i formy. Nie próbował przełamać kolorytu lokalnego, nie brał się za bary z formą. Pozostał malarzem akademickim i takim był w Wiedniu, dokąd wyjechał z rodziną i mieszkał tam w latach 1909–1918. Wcześniej, w roku 1903 ustalił swoją pozycję, ofiarując Muzeum Narodowemu w Krakowie Stanisława Oświęcima przy zwłokach Anny Oświęcimówny, żeby zawisł obok Siemiradzkiego i Matejki. Ten jego obraz jeszcze w 1893 roku zainspirował siedemnastoletniego Mieczysława Karłowicza do skomponowania dzieła muzycznego. Muzyk w 1907 roku pisał w liście do malarza: „Utkwił mi on w pamięci jako jeden z najpiękniejszych obrazów, noszących podpis polskiego malarza. Słów powyższych raczy Pan nie brać jako komplement, lecz jako wyraz szczerego przekonania. Legenda o miłości Stanisława i Anny Oświęcimów pobudziła mię do napisania poematu orkiestrowego pod tym właśnie tytułem, a stało się to w znacznym stopniu za sprawą wspomnień, jakie zachowałem o dziele Pańskim”. Karłowicz – który, podobnie jak Stanisław Oświęcim, przeżywał dramatyczną i trudną miłość do najbliższej kuzynki, przechowywał sfatygowaną od nieustannego oglądania reprodukcję wyciętą z „Tygodnika Ilustrowanego” sprzed dwunastu lat, prosił więc Bergmana o przesłanie dobrej fotografii obrazu („ewentualny koszt sporządzenia fotografii gotów jestem ponieść najchętniej”), fotografię otrzymał, poemat symfoniczny Karłowicza powstał w roku 1906.

Stanisław Bergman (1862-1930) "Kwiaciarki", źródło: Muzeum Podkarpackie w Krośnie

Stanisław Bergman (1862-1930) „Kwiaciarki”, źródło: Muzeum Podkarpackie w Krośnie

Stanisław Bergman (1862-1930) "Kwiaciarki", źródło: Muzeum Narodowe w Kielcach

Stanisław Bergman (1862-1930) „Kwiaciarki”, źródło: Muzeum Narodowe w Kielcach

Bergman tymczasem rozjaśnił paletę, po swojemu rozumiał impresjonizm, malując dwie wersje Portretu żony, siedzącej w ogrodzie tej ich malowniczej, neogotyckiej willi ze strzelistą wieżą, lekko opartej o mur kościoła Kapucynów, oddzielający posiadłość Bergmanów. Malował liczne portrety, oczywiście kwiaty w wazonach (do salonów), myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że ten prowincjusz, z własnej woli przeflancowany do Wiednia, także na czas Wielkiej Wojny, malował drobiazgi na sprzedaż. Otóż okazuje się, że wcale nie musiał żyć z malarstwa; do jego rodziny bowiem należała potężna i pakowna, wybudowana w duchu secesji, czteropiętrowa kamienica dochodowa, w której zajmował mieszanie i pracownię. Tam, przy reprezentacyjnej Apostelgasse, powstawał duże kompozycje figuralne związane z dramatycznymi wydarzeniami, które miały rozwalić dawne porządki: Rok 1914; Rekrut; Opowiadanie żołnierza; List z frontu – wszystkie są pełne humanistycznej myśli, malowane szeroko… ale nie ma już w nich, mimo przejmującej tematyki, tej siły konstrukcji i stanowczości pociągnięć pędzla. Po powrocie do niepodległej już Polski Stanisław Bergman najpierw przez pięć, a może sześć lat walczył o odzyskanie swojej willi, w której zadomowił się krośnieński magistrat, a potem, gdy mógł juz spokojnie malować, rzucił się w wir pracy organizacyjnej. Nie miał warunków na oderwanie się od zgiełku małych spraw, co wprawdzie nie było gwarancją, ale na pewno warunkiem powtórzenie sukcesu.

Stanisław Bergman (1862-1930) "Dziewczyna w ogrodzie", źródło: Muzeum Podkarpackie w Krośnie

Stanisław Bergman (1862-1930) „Dziewczyna w ogrodzie”, źródło: Muzeum Podkarpackie w Krośnie

 

Źródła:

  • Janina Góral, Stanisław Bergman / Życie i twórczość. Studia i materiały Muzeum Okręgowego w Krośnie, tom I. Krosno, 1981.

  • Anna Guz, Stanisław Wojciech Bergman / Wybitny malarz krośnieński, Muzeum Podkarpackie w Krośnie, Krosno, 2011.

  • Materiały i kwerendy własne.

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>