W Krakowie, roku pańskiego 1900, dnia 18 września, w kościele św. Floriana ma miejsce cichy, choć przecież nieukrywany, z bardzo małą liczbą osób towarzyszących, ślub krakowskiego panicza z wiejską dziewczyną. Co prawda, za kilka dni małżeństwo to ze względów wcześniejszego naruszenia prawa kanonicznego w innej sprawie unieważnia się, czego tutaj rozwijać nie będziemy, jednak dzięki biskupiej dyspensie ponowna ceremonia, już legalna, ma miejsce dwa miesiące później, 17 listopada. Świadkami są wuj pana młodego oraz artysta Włodzimierz Tetmajer. Od początku wiadomo było dla otoczenia, że małżeństwo tych dwojga jest nadzwyczaj niedobrane i to nie ze względu na mezalians, gdyż śluby inteligentów z chłopkami były wówczas w modzie, ale z uwagi na całkowitą odmienność charakterów – on delikatny intelektualista, ona gburowata prostaczka. W jednaj z wielu biografii tego pana młodego pióra Moniki Śliwińskiej, bo oczywiście rzecz dotyczy Stanisława Wyspiańskiego, autorka przytacza fragment listu. Nie ważne kto pisał i do kogo, bo i tak zdecydowana większość z nas nie rozpozna tych osób, ale ważne tu są zapisane w nim słowa, które opisują pannę młodą: „Była dziewczyną zupełnie ordynarną, bosą, brudną, rozczochraną, brzydką, niezgrabną. Typ – dla malarza zupełnie ciekawy!” Ot co! Artysta, dodajmy, wybitny artysta, widział inaczej, a opinie otoczenia w ogóle go nie interesowały. Wystarczy popatrzeć na jej portrety, szczególnie te, gdzie przedstawiana jest przez Wyspiańskiego razem z dziećmi. Ze wszystkich owych przedstawień możemy odczytać wielką czułość i miłość, jaką darzył on swoich najbliższych. Widzimy całkiem ładną dziewczynę. Później trzeba popatrzeć na fotografie i wtedy sami wyrobimy sobie zdanie na temat wyglądu żony Stanisława Wyspiańskiego. Mamy poza tym poniżej na portrecie przedstawionych ich razem. Wyspiański ukazuje siebie w serdaku, a żonę w ludowym krakowskim stroju z nieodłącznymi czerwonymi koralami. Bardzo lubił jak się w takie stroje ubierała, mniej, gdy zakładała „normalne” suknie.

Stanisław Wyspiański (1869-1907) "Autoportret z żoną", 1904 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Stanisław Wyspiański (1869-1907) “Autoportret z żoną”, 1904 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Ale przecież nie chodzi o sam fizyczny wygląd wybranki artysty. To, że bliscy i otoczenie Stanisława jej nie lubili, bo Teodora Teofila Pytko, analfabetka z podtarnowskiej wsi Konary, służąca, która była tylko od posługiwania w najgorszych pracach, a niegodna nawet odebrania płaszcza od swoich państwa, gburowata w obejściu, to wcale Wyspiańskiemu nie przeszkadzało. Nawet wówczas gdy ta baba, jak mówiono, zabiera mu wszystkie zarobione pieniądze. Chronił ją i bronił. Urodziła mu troje dzieci, którymi zajmowała się tak jak to robią kochające matki. Teosia, jak mówił do niej artysta, ogarniała całe ich biedne od początku domowe gospodarstwo. Wspomniana wyżej M. Śliwińska dostrzega coś, czego nie dostrzegali lub dostrzec nie chcieli w tym związku zarówno im współcześni jak i część biografów. Autorka pisze o Teosi tak: „Przyjmuje od losu kolejne przeciwności, niechciane macierzyństwo, odtrącenie, wreszcie jego chorobę (kiłę – przy. L.L.), która stygmatyzuje go w społeczeństwie. Może właśnie w tym kryje się źródło szacunku, którego domagał się dla niej od otoczenia”. Te słowa, jak je rozumiem, dobrze oddaje „Autoportret z żoną”, który artysta tworzy na trzy lata przed swoją śmiercią. Przeżyli już ze sobą ciężkich lat kilka, a teraz, gdy artysta jest sławny, pastel ten pokazuje właśnie tę ochronę, jaką artysta otacza nadal żonę. Marta Romanowska: „Umieszczając siebie pomiędzy sobą a widzem, niejako osłaniając ją od spodziewanych ciosów z zewnątrz (choć Teofila jest mocniejsza fizycznie, pewniejsza siebie), Wyspiański wyraźnie postawił granicę prywatności. Deklaratywna „ludowość” obojga (…) to znak świadomego wyboru artystycznej drogi i środków wyrazu, ale też gest lekceważenia własnej sfery”. Otóż to. Napisze wcześniej w liście do Rydla: „Ludzie, z którymi mam stosunki, to jest hołota najwstrętniejsza i to mnie zabija – i wyjścia w Krakowie nie ma z tej sytuacji”.

"Autoportret z żoną" oraz "Macierzyństwo" w Muzeum Narodowym w Krakowie, źródło: archiwum autora

“Autoportret z żoną” oraz “Macierzyństwo” w Muzeum Narodowym w Krakowie, źródło: archiwum autora

W przestrzeni funkcjonuje kilka hipotez mówiących w jakich okolicznościach Stasinek i Teosia się poznali. Zapewne najbardziej prawdopodobna jest ta, że stało to się wówczas, gdy ona była służącą u ciotki artysty. Władysław Bodnicki w biograficznej powieści o Stanisławie Wyspiańskim opisuje ciekawszy, być może i fantastyczny przypadek, ale kto to wie? Mnie on jednak najbardziej się podoba, bo historia to romantyczna, a inne… takie zwyczajne. Otóż Wyspiański wracając pewnego razu z „nocnej rodaków rozmowy” spotkał na moście wiślanym dziewczynę, która niechybnie chciała się utopić. Była wtedy w ciąży. Odwiódł ją od tego czynu, zaopiekował się nią, a kilka lat później usynowił owo noszone wówczas w łonie tej kobiety dziecko i mimo sprzeciwu otoczenia, pojął za żonę.

Od roku 2017 do 2019 roku Muzeum Narodowe w Krakowie prezentowało w Gmachu Głównym wielką wystawę prac artysty, które znajdują się w zbiorach tej szacownej instytucji. Mogliśmy wówczas obejrzeć nie tylko obrazy, rysunki czy witraże, ale także np. meble projektowane przez naszego „Czwartego wieszcza”. Natomiast osoba odpowiedzialna za umieszczenie obrazów na ekspozycji wykonała świetną robotę. Obok siebie powieszono „Autoportret z żoną” i „Macierzyństwo”, na którym widzimy Teosię i dwoje, z trojga ich wspólnych dzieci, tego, jak mówiono, „niedobranego małżeństwa”. Patrząc na te dzieła razem, możemy zrozumieć więcej, niż czytając setki zapisanych stron o tym związku.

Źródła:

  • W. Bodnicki: „Z rodu tytanów”, Łódź 1985.
  • M. Romanowska: „Stanisław Wyspiański”, Olszanica 2009.
  • M. Śliwińska: „Wyspiański. Dopóki starczy życia”. Warszawa 2017.
  • „Wyspiański. Katalog wystawy dzieł ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie”, Kraków

Autor: Leszek Lubicki

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (Profilaktyka społeczna i resocjalizacja). Nie jest zawodowo związany ze sztuką, tylko osobą zainteresowaną polskim malarstwem przełomu XIX/XX wieku, okresem, który Maria Poprzęcka nazwała “Szczęśliwą godziną”, czyli najbujniejszym i najbogatszym w polskiej sztuce. Swoje teksty publikuje na własnym blogu, w kwartalniku “Krytyka Literacka”, miesięczniku “Historia do Rzeczy” oraz na portalach “Niezła Sztuka” oraz “Super historia”. Wcześniej publikował w magazynach podróżniczych “Polska Wita” i “W podróży”.
Ulubiony artysta: Władysław Podkowiński

zobacz inne teksty tego autora >>

 

Podziel się z innymi: