Kazimierz Dolny jest impresjonistyczny, a nawet ekspresjonistyczny – tak powiedział mi spotkany w tym miasteczku poeta i malarz. Takie światło jak tam można spotkać jedynie w Paryżu i Jerozolimie, zauważył już dawno temu pewien pisarz. Przybywali i przybywają do dnia dzisiejszego tutaj malarze z wielu stron Polski i czasami ze świata.

Pierwszą podróż do tego miasteczka Józef Pankiewicz odbył zaraz po prawie rocznym pobycie w Petersburgu, gdzie próbował studiować w Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych. Napisałem „próbował”, gdyż ukształtowane wcześniej w warszawskiej Klasie Rysunkowej Wojciecha Gersona, choć akademika, ale otwartego na naturę, poglądy na sztukę, czytane artykuły o istocie współczesnego malarstwa, różniły się znacząco od tego, co próbowano wpajać tamtejszym studentom. Był tam razem w Władysławem Podkowińskim i obydwaj, „po bratersku”, zajmują dwie ostatnie lokaty i zostają uznani za najgorszych rysowników. Te noty otrzymali nie z uwagi na to, że byli słabi w tej dziedzinie, tylko dlatego, że tworzyli według własnych poglądów, co tamtejszym skostniałym profesorom niezbyt się podobało.

Wróćmy jednak do tego pierwszego pobytu w Kazimierzu. Nie znamy efektów artystycznych tej podróży. Natomiast przyniosła ona inną zdobycz. Tam Pankiewicz poznaje Aleksandra Gierymskiego. Tak pisze o tym spotkaniu jego późniejszy uczeń, przyszły pisarz, malarz etc., Józef Czapski: „To pierwsze zetknięcie Pankiewicza z Gierymskim, którego od kilku lat podziwiał, było początkiem przyjaźni i paroletniego prawie codziennego obcowania obu artystów podczas najbliższych lat warszawskich”. Gierymski staje się dla Pankiewicza w tych czasach guru w zakresie rysunku i malarstwa realistycznego. Dużo rozmawiają o Paryżu, gdzie od lat już „maluje się inaczej”, jednak młodego malarza nie stać na wyjazd do miasta nad Sekwaną. Dopiero na wiosnę 1889 roku może ruszyć w podróż do upragnionego miejsca. Oczywiście towarzyszy mu jego przyjaciel Władysław Podkowiński. Ten niemalże roczny pobyt w światowej stolicy sztuki przynosi ostry zwrot w ich zapatrywaniu się na współczesne malarstwo. Oddajmy ponownie głos Józefowi Czapskiemu: „W ciągu lata zwiedzają Pankiewicz i Podkowiński wielką wystawę Moneta. Powoduje ona przewrót ich pojęć malarskich – obaj przechodzą do obozu impresjonistów”. Po powrocie do Warszawy pokazują wykonane tam obrazy. Najpierw skrytykowano prace Podkowińskiego. Znany krytyk, Cezary Jellenta napisał, że „rażą one wprost śmieszną manierą, nienaturalnością, a jeśli podobają się jakiemu z malarzów, to mu zazdroszczę… oczów”. Recenzent ów poszedł jeszcze dalej i to dwa lata po powyższej wypowiedzi twierdząc, że ten nowy nurt to „pokusa zdumienia świata jednym zamachem”. Znaleźli się i tacy, co radzili im iść do okulisty, skoro tak widzą rzeczywistość. Pankiewicz pokazał obraz „Targ na kwiaty przed kościołem Sainte-Madeleine w Paryżu”, obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Poznaniu, arcydzieło wręcz. Choć malowidło założeń impresjonizmu jeszcze w pełni nie realizowało, miało charakter raczej kompromisowy, to jednak u publiczności zachwytów nie wzbudziło, a wręcz przeciwnie, tylko słowa ostrej krytyki. Pisał recenzent tamtych czasów Adam Breza: „Obraz jest niczym innym, jak zbiorem plam, które z daleka nikną wprawdzie trochę, nie sprawiają jednak zupełnej ułudy rzeczywistości. Jest to rodzaj fatamorgany, która z daleka wydaje się czymś, a z bliska jest niczym”. No cóż, tak wtedy było. Nie tylko w Polsce wykazywano niezrozumienie, że można malować inaczej, niż od wieków nauczali akademicy. Przekonali się o tym na własnej skórze francuscy impresjoniści, którzy przez lata byli odrzucani z oficjalnego Salonu. Obecnie nie ma chyba poważnej galerii sztuki, która nie pragnie posiadać ich obrazów, a ceny tych dzieł liczone są w milionach dolarów.

Obraz Józefa Pankiewicza "Wóz z sianem" w Muzeum Narodowym w Krakowie, źródło: archiwum autora

Obraz Józefa Pankiewicza „Wóz z sianem” w Muzeum Narodowym w Krakowie, źródło: archiwum autora

Nie zrażony (jeszcze) niepochlebnymi opiniami publiczności i krytyki Józef Pankiewicz latem 1890 roku wyjeżdża na wakacje do Kazimierza Dolnego, małego miasteczka położonego nad Wisłą. To także niejako powrót w rodzinne strony, bowiem artysta urodził się w pobliskim Lublinie. Tworzy tam kilka obrazów. Do dzisiaj zachowały się trzy, a przynajmniej tyle jest mi znanych, które eksponowane są w polskich muzeach. Na dwóch z nich… nie ma w ogóle Kazimierza. Na jednym są dachy domów, płot i piaszczysta droga, ale wydaje się trudne do identyfikacji, w którym miejscu Kazimierza artysta rozstawił sztalugi. Może znawcy starego Kazimierza daliby radę, ja się nie podejmuję. Gdy odwiedzimy Muzeum Nadwiślańskie w miasteczku, oddział Kamienica Celejowska, to obejrzymy eksponowane tam dziesiątki malowideł, które powstawały na przestrzeni lat w tej artystycznej kolonii. Ukazują one jego cudowne, wąskie uliczki, architekturę renesansową, żydowskie jatki, liche chałupy, rzeczkę z mostkiem, ruiny zamku, czy też jego mieszkańców. Gdy oglądamy te malarskie kompozycje, to nie mamy złudzeń – to jest Kazimierz. Na obrazach Pankiewicza nic takiego nie dojrzymy. Tak na dobrą sprawę mogły one powstać gdziekolwiek. Identyfikujemy je tylko z tym miejscem dlatego, że powstały w tym samym czasie, a jednemu z nich nadał tytuł, w którym pojawia się nazwa Kazimierza. Ale przede wszystkim jest na nich to rozwibrowane światło, które można spotkać tylko tam. Przesadzam? Możliwe, ale przecież „Kazimierz jest impresjonistyczny”. Pankiewicz dobrze o tym wiedział i dlatego jego obrazy nie pokazuję Rynku, chałup, budynków, itp. Bo dla niektórych obecnych turystów Kazimierz to tylko Rynek. Nie wiedzą nic o okolicy, Mięćmierzu, Cholewiance czy zarosłych krzewami wąwozach. No, może z wyjątkiem Korzeniowego, gdzie można dojechać melexem.

Dwa kazimierskie obrazy Józefa Pankiewicza w Muzeum Śląskim w Katowicach (po prawej stronie), źródło: archiwum autora

Dwa kazimierskie obrazy Józefa Pankiewicza w Muzeum Śląskim w Katowicach (po prawej stronie), źródło: archiwum autora

Dwa obrazy Józefa Pankiewicza z Kazimierza Dolnego możemy obejrzeć na wystawie stałej w Muzeum Śląskim w Katowicach (do jesieni br. Galeria Sztuki Polskiej czasowo nieczynna). To płótna „Droga w Kazimierzu” oraz „Lato”. Chłonie artysta klimat tego miejsca i prawie dwie dekady po słynnym obrazie Claude Moneta „Impresja. Wschód słońca”, tworzy w stylu tego francuskiego impresjonisty pejzaże, osiągając punkt kulminacyjny tego nowatorskiego kierunku w malarstwie. Na obydwu malowidłach nie ma ludzi, natomiast jest impresjonistyczne pochwycenie chwili – dzieła są niezwykle rozwibrowane i świetliste. Z tych dwóch „katowickich” obrazów za arcydzieło wręcz uważane jest płótno „Lato”. Józef Czapski twierdził, że malowidło to „jest jednym z najświeższych i najlepiej zachowanych czysto impresjonistycznych polskich płócien”. Alfred Lichocki powiada, że jest to „kompozycja niemal abstrakcyjna”. Natomiast poetycko pisze o tym dziele Anna Bernat w swojej książce o artyście. „Nic się na tym płótnie, przedstawiającym spłachetek pola, albo fragment ogrodu otoczonego krzewami, nie dzieje, nie ma akcji. Tylko nieruchoma, zastygła w spiekocie letniej przyroda. Nie widać nieba, nie ma ludzi. To bardzo piękny obraz. Mamy tu wszystko, co nam ta pora roku ofiarowuje: kolor, powietrze, upał, roślinność. Pankiewicz nie mógł lepiej wybrać tematu (…). Impresjoniści kochali lato za światło i słońce”.

Józef Pankiewicz (1866-1940) "Lato" ("Pejzaż z krzewami"), 1890 rok, źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Józef Pankiewicz (1866-1940) „Lato” („Pejzaż z krzewami”), 1890 rok, źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Józef Pankiewicz (1866-1940) "Droga w Kazimierzu" ("Motyw z Kazimierza nad Wisłą") , 1890 rok, źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Józef Pankiewicz (1866-1940) „Droga w Kazimierzu” („Motyw z Kazimierza nad Wisłą”) , 1890 rok, źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Obraz trzeci „Wóz z sianem” prezentowany jest w krakowskich Sukiennicach (Muzeum Narodowe w Krakowie). To także konsekwentnie impresjonistyczne dzieło, rezultat swoistego „myślenia malarskiego”. Jerzy Pawlas zauważa, że pejzaż ten „staje się niejako pretekstem do kolorystycznej organizacji powierzchni obrazu, który coraz bardziej przestaje być odbiciem natury, stając się tworem samodzielnym, nie wymagającym uzasadnienia, rezultatem aktu twórczego, stwarzającego nową rzeczywistość”. Otóż to, teraz jasnym dla nas wszystkich jest, że impresjoniści stworzyli swoim patrzeniem na otaczający nas świat „nową rzeczywistość”. To całkowite zerwanie z zakorzenionym od lat w malarstwie realistycznym ukazywaniem natury. Urszula Kozakowska-Zaucha zauważa, że tworząc ten obraz „drobnymi, nieregularnymi  fakturowo nakładanymi plamkami zbudował niemal abstrakcyjne przedstawienie”. I dlatego, gdy będziemy oglądać te malowidła, musimy, mówiąc najprościej, w odpowiedni sposób przy nich się zatrzymać. Ewa Micke-Broniarek: „Dopiero patrząc z pewnego oddalenia dostrzegamy zarys realnych przedmiotów i subtelne zróżnicowanie planów przestrzennych na płaszczyźnie płótna”.

Józef Pankiewicz (1866-1940) "Wóz z sianem", 1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Józef Pankiewicz (1866-1940) „Wóz z sianem”, 1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Artysta powróci jeszcze do Kazimierza w roku następnym i namaluje obraz – „Krajobraz z okolic Kazimierza” (w zbiorach MNK). Jednak nie widać już tutaj poprzedniego monetowskiego w stylu zapału. Kolejny rok to całkowite zaniechanie impresjonizmu w twórczości Józefa Pankiewicza. Okres fascynacji tym kierunkiem w sztuce trwa u artysty bardzo krótko. Nazywany (wraz z Władysławem Podkowińskim) pierwszym polskim impresjonistą, porzuca tę technikę po dwóch latach. Zniechęcony chłodnym, a często niezrozumiałym przyjęciem przez publiczność i krytykę jego obrazów, ten gruntownie wykształcony intelektualista rozczytany we francuskiej literaturze, porzuca impresjonizm i zaczyna skłaniać się ku symbolizmowi, tworząc nokturnowe pejzaże. Ale to i tak dopiero początek jego trwającej kilkadziesiąt lat ewolucji twórczej, gdzie będzie wierny słowom zaczerpniętych z Goethego: „Tylko przemianie pozostaję wierny. Powinniśmy nie być, ale wszystkim stawać się… i dopóki nie ma w tobie tego umieraj i stawaj się, jesteś tylko smutnym przechodniem na mrocznej ziemi”.

Źródła:

  • A. Bernat: Józef Pankiewicz. Warszawa 2006.
  • J. Czapski: Józef Pankiewicz. Życie i dzieło. Wypowiedzi o sztuce. Warszawa 1936. Reprint, Lublin 1992.
  • U. Kozakowska-Zaucha: Wóz z sianem. https://zbiory.mnk.pl/
  • A. Lichocki: Józef Pankiewicz. Warszawa 1973.
  • E. Micke-Broniarek: Mistrzowie pejzażu XIX wieku. Wrocław 2005.
  • Teksty o malarzach 1890-1918. Wrocław 1976.

Autor: Leszek Lubicki

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (Profilaktyka społeczna i resocjalizacja). Nie jest zawodowo związany ze sztuką, tylko osobą zainteresowaną polskim malarstwem przełomu XIX/XX wieku, okresem, który Maria Poprzęcka nazwała “Szczęśliwą godziną”, czyli najbujniejszym i najbogatszym w polskiej sztuce. Swoje teksty publikuje m.in. w kwartalniku “Krytyka Literacka”, miesięczniku “Historia do Rzeczy” oraz na portalach “Niezła Sztuka” oraz “Super historia”. Wcześniej publikował w magazynach podróżniczych “Polska Wita” i “W podróży”.
Ulubiony artysta: Władysław Podkowiński

zobacz inne teksty tego autora >>