Miał wszystko. W Warszawie własne atelier z salonem wystawowym, kolejne żony – sławne aktorki Marię Modzelewską i Lenę Żelichowską, cały majątek włożony w budowę prywatnej wytwórni filmowej. Był przyjmowany z otwartymi ramionami w najlepszych towarzystwach, każdy bank marzył o takim kliencie. Dziś już nie pamiętamy, że w dwudziestoleciu międzywojennym był w Polsce najsławniejszym, wziętym portrecistą. On, Stefan Norblin, nie Konrad Krzyżanowski, nie Stanisław Lentz, nawet nie Roman Kramsztyk i bracia Stykowie. Tamci, którzy zapisali się w historii sztuki polskiej, byli, owszem, uznawani, cenieni, świetnie recenzowani… ale świat artystyczny i polityczny, potentaci przemysłowi, gwiazdy i gwiazdorzy filmu, teatru i kabaretu zamawiali sobie reprezentacyjne portrety właśnie u niego.

 Stefan Norblin w swojej pracowni w Warszawie, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 Stefan Norblin w swojej pracowni w Warszawie, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 Stefan Norblin w swojej pracowni w Warszawie, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 Stefan Norblin w swojej pracowni w Warszawie, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stefan Norblin (dalszej części nazwiska, de la Gourdaine, nie używał) żył w latach 1892–1952 i był praprawnukiem wielkiego Jana Piotra Norblina, francuskiego malarza, rysownika i grafika, przez trzydzieści lat działającego w Polsce nadwornego artysty Czartoryskich, nauczyciela wielu polskich malarzy. Praprawnuk, którego łatwość rysowania zapowiadająca wyjątkowy talent objawiła się już w wieku dziesięciu lat, kiedy narysował portret stryja, uważał siebie za samouka, istnieją jednak przesłanki, że uczył się malarstwa w Dreźnie. Kilkunastoletni dał się poznać jako celny karykaturzysta. W 1910 opublikował na łamach „Tygodnika Świątecznego” wielofiguralne rysunkowe kompozycje z karykaturami pod pseudonimem hr. Luxemburg. Ojciec – przemysłowiec – nie podzielał zamiłowań syna. Wysłał go na studia w akademii handlowej w Antwerpii. Zdawał się przeoczyć fakt istnienia w tym mieście muzeów z obrazami wielkich flamandzkich mistrzów…

Syn nie byłby sobą, gdyby w latach studiów nie zajmował się malarstwem. Otóż kopiował portrety pędzla Rembrandta i Rubensa; to była jego Akademia. W najwyższym skupieniu poznawał tajniki warsztatu mistrzów. Już jako dyplomowany handlowiec pracował w Antwerpii w truście papierowym. Najprawdopodobniej w Rijksmuseum w Amsterdamie angielski malarz, którego nazwisko umknęło świadkom wydarzeń, uderzony doskonałością kopii płótna Rembrandta, malowanej przez Norblina, skłonił go do profesjonalnego zajęcia się malarstwem. Odtąd artysta, tworzący na razie niejako na marginesie biurowych obowiązków, dał sobie spokój z posadą, pracował z paletą i pędzlami w ręku wytrwale i z werwą, aż tak, że w 1913 w amsterdamskiej Galerii Memling otworzył swoją pierwszą wystawę – pokazał karykatury znanych tamtejszych osobistości i zrobił to tak, ze żadna z person się nie obruszyła! Wyjechał do Paryża, stolicy sztuki, ale zatrzyma się na dłużej w Londynie, gdzie będzie ilustracjami zarabiał na życie.

Stefan Norblin (1892-1952) "Polska. Zakopane", ok. 1925 rok, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Polska. Zakopane”, ok. 1925 rok, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) "Polska. Nabożeństwo w Łowickiem", 1925 rok, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Polska. Nabożeństwo w Łowickiem”, 1925 rok, źródło: Desa Unicum

Nienawykły do artystycznej pracy zarobkowej w tempie zagłuszającym radość egzystencji, poddał się woli ojca i w 1915 wrócił do Warszawy. Już bez lęku o jutro zajął się twórczością. Na razie quasi użytkową: wykonywał ilustracje reprodukowane w „Świecie” i na kartach pocztowych, krytycy, podziwiając znakomitą technikę rysunkową i lekkość kreski, zarzucali mu na wszelki wypadek brak oryginalności, a zwłaszcza podatność na wpływy… a wpływy były dobre: Ropsa mianowicie, Moreau, Legranda, Beardsley’a. Cóż, sama elegancja formy, wysoki poziom artystyczny. Tyle zalet – nad Wisłą nie za bardzo na miejscu. Ilustrował rozliczne książki dla dzieci i młodzieży, robota paliła mu się w rękach, rysował kompozycje ze scenami z Krzyżaków Sienkiewicza. Na wieść o wybuchu wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku zgłosił się ochotniczo do wojska. Poliglota – pełnił funkcję tłumacza adiutantury i w takim charakterze został oddelegowany na konferencję pokojową w Rydze. Po powrocie do Warszawy uzyskał wysoką pozycję towarzyską, a i jego uznanie w świecie artystycznym rosło. Rychło stał się postacią pożądaną na salonach, a przede wszystkim stał się najbardziej wziętym grafikiem użytkowym. W dwudziestoleciu międzywojennym zapraszany do współpracy z głównymi oficynami, m.in. z wydawnictwem Gebethner i Wolff, Wendego, z towarzystwem wydawniczym „Bluszcz”, z Księgarnią Świętego Wojciecha, wydawnictwem Arcta, z „Rojem” Mortkowicza i Wańkowicza, z Polską Spółką Pedagogiczną, zilustrował i zaprojektował okładki blisko stu książek, w tym dzieł najwybitniejszych pisarzy polskich i europejskich, a także popularne, rok w rok wydawane podręczniki do matematyki Rusieckiego i Zarzeckiego. Ale to był ułamek jego działalności. Zasilał pisma krajowe w karykatury odnoszące się do bieżących wydarzeń, projektował winiety.

Stefan Norblin (1892-1952) "Poznań", 1930 rok, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Poznań”, 1930 rok, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) "Toruń", 1930 rok, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Toruń”, 1930 rok, źródło: Desa Unicum

Takich plakatów, jakie projektował w Polsce Stefan Norblin, nie robił ani przed nim, ani po nim nikt. Utrzymane wprawdzie w konwencji art déco, noszą znamiona oryginalnego stylu artysty. Plakaty krajoznawcze, turystyczne, propagandowe, reklamujące towary bogatych firm, choćby Guerlaina, Wedla, ogłaszające nowe filmy, zachęcające to do składek na cele charytatywne, to znów do składek ubezpieczeniowych na życie – setki znakomitych, efektownych, kolorowych, choć nie „kolorowiastych” grafik, zawsze trafiających w punkt. W nocie o malarzu w Słowniku Artystów Polskich znalazłem informację, że „głęboki koloryt jego plakatów był zasługą wysokiej jakości druku offsetowego warszawskich Zakładów Graficznych Koziańskich”. Tutaj zgody nie będzie: otóż głęboki koloryt zawdzięczamy przede wszystkim mistrzostwu zestawień barwnych i walorowych, czyniących wręcz cuda na plakatowych kompozycjach Stefana Norblina. Żadne drukarnie nie byłyby w stanie „same z siebie” wydobyć efektów zmuszających widza do przystanięcia, zainteresowania się treścią zawartą w owym papierowym kolorowym motylu. Zresztą sam Norblin – absolutny perfekcjonista – doglądał procesu druku. Kiedy miał czas na to wszystko? Od 1925 współpracował jako scenograf, a przede wszystkim projektant kostiumów, z teatrem Nowości, z Teatrem Polskim, a także z rewiowym teatrem Karuzela. Zarówno scenografia, jak i kostiumy Norblina do sztuki Brodway Dunninga i Abota, granej w Teatrze Polskim, zostały w 1931 wystawione w Paryżu na Polskiej Wystawie Teatralnej oraz na Salon d’Automne. Artysta współpracował także z Teatrem Regionalnym, Teatrem 8.30, wreszcie z kabaretem Banda i z Wielką Operetką. Był również projektantem mody, projektantem ekskluzywnych kiosków wykwintnych firm Antiba i Spiess. Zasiadał w jury konkursu fotograficznego Kodaka, robił exlibrisy. Ale – jak się rzekło – był przede wszystkim portrecistą.

Stefan Norblin (1892-1952) "Mgła", lata 20. XX w., źródło: Polswiss Art

Stefan Norblin (1892-1952) „Mgła”, lata 20. XX w., źródło: Polswiss Art

Nie przejmował się opiniami krytyków sztuki, którzy stawiali wyżej jego ilustracje, portretom natomiast zarzucali pewną powierzchowność i nazbyt rzucające się w oczy popisy wirtuozerii, która miała wychodzić przed orkiestrę, niwecząc wysiłki artysty w celu wydobycia psychologii modeli. Krytycy krytykami – kolejka do pozowania Stefanowi Norblinowi nie miała końca. Malował osoby z rządu, dyplomatów, wojskowych, m.in. Ignacego Daszyńskiego, Bolesława Wieniawę Długoszowskiego, Arnolda Szyfmana, Stefana Starzyńskiego, Ignacego Mościckiego, Józefa Becka, cały cykl wizerunków Józefa Piłsudskiego, ponadto Walerego Sławka, Jana Wedla. Portrety te, sowicie honorowane, zdobywały nagrody w kraju, wzbudziły podziw w Londynie.

Jak wiemy, w portretach kobiecych królował wówczas Tadeusz Styka. Oprócz tego, co najlepsze, wydobywał ze swoich modelek sex-appeal. I o to Norblin przebił Stykę swoim Portretem Zuli Pogorzelskiej, sławnej piosenkarki, tancerki i aktorki. Konrad Winkler zobaczył w linii placów i zgięciu nóg portretowanej „reminiscencje z Szału Podkowińskiego”. Związany zawodowo i rodzinnie z teatrem, kabaretem i przemysłem filmowym Norblin namalował portrety słynnych aktorek: Jadwigi Smosarskiej, Hanki Ordonówny, Haliny Szmalcówny – primabaleriny Opery Warszawskiej, Poli Negri, Jadwigi Romanówny. I Studium Grety Garbo. Zdaniem historyka sztuki Marty Leśniakowskiej artystę zaliczono do przedstawicieli euro-amerykańskiego nurtu malarstwa nowego klasycyzmu. Stefan Norblin, malarz z prawem wystawiania poza konkursem w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych, był w latach trzydziestych XX wieku jednym z filarów tej instytucji. Proszę zauważyć, że ten twórca portretów najważniejszych polskich notabli obracał się jako artysta w stowarzyszeniu konserwatywnym i coraz mniej popularnym i był zaledwie tolerowany przez bliski kołom rządowym, wpływowy Instytut Propagandy Sztuki, nadający ton polskiej twórczości i reprezentujący ją za granicą. W tym sensie Norblin dzielił los realistów, Wojciecha Kossaka, Bolesława Czedekowskiego, Tadeusza i Adama Styków, wreszcie teraz dopiero odgrzebywanego z niepamięci Zdzisława Jasińskiego.

Stefan Norblin (1892-1952) "Portret kobiety w wieczorowej sukni", źródło: Polswiss Art

Stefan Norblin (1892-1952) „Portret kobiety w wieczorowej sukni”, źródło: Polswiss Art

Stefan Norblin (1892-1952) "Dama w salonie", źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Dama w salonie”, źródło: Desa Unicum

Dla wszystkich skończył się tamten świat z chwilą wybuchu II wojny światowej. Wraz z Leną Żelichowską artysta opuścił Polskę jako pasażer w samochodzie zaprzyjaźnionego Mariana Hemara, dotarł do Iraku, uciekając przez Rumunię i Turcje. W Bagdadzie, niejako z rozpędu, namalował kilka reprezentacyjnych portretów króla Iraku. Portretował także rodzinę władcy. Od 1940 małżeństwo artystyczne dotarło do Indii, zamieszkali w Bombaju. Tam Norblin wykonywał rozliczne zamówienia: portrety maharadżów, obrazy olejne i freski z motywami z Ramajany w nowo budowanym pałacu maharadży Jodhpuru zaprojektował liczne wnętrz w stylu art déco: od sypialń, gabinetów, salonów i jadalni począwszy, skończywszy na wytwornych basenach, salach balowych i bufetach. Setki obrazów dużych formatów, malowanych olejno na bawełnie. Robota zdawała się nie mieć końca. Artysta, bardzo ceniony, był znany trzem indyjskim rodom książęcym. Z początkiem szczęśliwego 1944 roku, kiedy Norblinom urodził się syn Andrew (dziś mieszkający w Los Angeles wirtuoz gitary klasycznej), artysta stał się gwiazdą indywidualnej wystawy malarstwa w najbardziej prestiżowym salonie Bombaju – Sir Cowasji Jehangir. Przystąpił do nowego zamówienia. Malowidła i cały wystrój przebogatych wnętrz w monumentalnym pałacu w Marvi, jakie pozostawił, budzą podziw zarówno dla siły inwencji, jak i dla bezprzykładnej pracowitości artysty. (Zarówno obrazy olejne, jak i freski Norblina zostały odrestaurowane staraniem władz Rzeczypospolitej z inicjatywy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w latach, gdy resortem kierował minister Bogdan Zdrojewski). Działalność polskiego artysty w Indiach to osobny temat, którym powinni zająć się specjaliści. Tamten czas to także harmonia małżeńska i uratowanie życia malutkiego Andrewa dzięki niemal niedostępnym lekom sprowadzonym błyskawicznie z Europy na rozkaz maharadży.

Stefan Norblin (1892-1952) "Lord Shiva" - projekt malowidła ściennego do Pałacu Umaid Bhawan w Dźodhpur, lata 1944-47, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Lord Shiva” – projekt malowidła ściennego do Pałacu Umaid Bhawan w Dźodhpur, lata 1944-47, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) "Pochód ze słoniem" - projekt malowidła ściennego do pałacu Umaid Bhawan w Dźodhpur, lata 1944-47, źródło: Desa Unicum

Stefan Norblin (1892-1952) „Pochód ze słoniem” – projekt malowidła ściennego do pałacu Umaid Bhawan w Dźodhpur, lata 1944-47, źródło: Desa Unicum

Do kraju nie wrócili. Powojenne realia, mało powiedzieć, nie zachwycały. Z kolei latem w Indiach temperatura dochodziła do 50 stopni Celsjusza, wilgotność trudna do zniesienia dla Europejczyka. Pod koniec 1946 ruszyli do Ameryki. Planowali osiąść w Nowym Jorku, jakieś perturbacje sprawiły, ze wylądowali w Los Angeles. Po latach sławy, uznania i dobrobytu musieli się przestawić na skromne życie. Norblin tylko przez dwa lata pracował na etacie jako szeregowy plastyk w firmie dekoratorskiej, w końcu przyszło mu żyć z malowania portretów, na które było mało i coraz mniej zamówień. Cóż, artysta nie widział potrzeby werbalnego ogłaszania, że jest świetny. Chory na nieuleczalną wówczas jaskrę w dwa tygodnie po ukończenia sześćdziesiątego roku życia wyjechał za miasto, zaparkował samochód nad jeziorem, zażył nieodwołalnie skutkującą dawkę barbituranów. Odszedł pozbawiony nadziei. Lena Żelichowska, gwiazda przedwojennego kina, znalazła pracę po kursie manicure. I tak nie starczało na kupno gitary dla syna; trzeba było przyjąć pomoc lepiej sytuowanych. Czterdziestoośmioletnia aktorka zmarła w sześć lat po mężu. 12 października 2012 roku prochy Stefana Norblina i Leny Żelichowskiej spoczęły w rodzinnym grobowcu Norblinów na Starych Powązkach w Warszawie.

 

Źródła:

  • Film pt. Stefan Norblin, scenariusz i reżyseria Robert Ćwikliński, Telewizja Polska – TV Polonia, 2007 r.

  • Marta Leśniakowska, hasło „Stefan Norblin” w VI tomie Słownika Artystów Polskich…, Warszawa 1998 r.

  • Film pt. Chitraanjali – Stefan Norblin w Indiach, reżyseria Małgorzata Skiba, Narodowy Instytut Audiowizualny, 2011 r.

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>