Marcin Samlicki (1878–1945) kilkakrotnie zrywał i znów nawiązywał kontakty z Akademią Sztuk Pięknych w Krakowie. Czuł się w obowiązku nie zamartwiać matki, wdowy po zubożałym rzemieślniku, która ostatnie grosze łożyła na jego utrzymanie, początkowo więc zrezygnował z marzeń o malarstwie i wybrał studia filologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, które po ukończeniu miały mu dać stabilizację na posadzie nauczyciela. Tak też się stało i po kilku latach studiów Samlicki został profesorem w gimnazjach w Krakowie, unieszczęśliwiał się jednak takim życiem w kieracie obowiązków, wreszcie jego natura, przywykła do swobody, wzięła górę. Po śmierci matki sprzedał bocheński dom rodzinny i kawałek pola, wrócił do sztuki, postanowił wznowić studia w Akademii. „Przyklasnął mej myśli Jacek Malczewski – pisze Samlicki w Pamiętniku. – Był on jedyną osobą na ścieżce mojego żywota, który wiarę w mój talent umiała uzbroić przeciw zwątpieniu”.

Czytamy z podziwem i w zdumieniu:
„Jednego dnia przychodzę do Akademii, a on [Malczewski] czeka na mnie na schodach i mówi:
– Słuchaj, mam ci coś bardzo ważnego zakomunikować, ale z góry mi przyrzeknij, że zrobisz tak, jak ja sobie życzę.
– Dobrze – odpowiedziałem, wierząc, że mój boski majster dobrze mi życzy.
– Otóż wiedz, że wczoraj otrzymałem nagrodę Barczewskiego. Wiesz, że to już po raz czwarty czy piąty. To już jest świństwo, nie powinienem z tego korzystać i postanowiłem się tego pozbyć. Pomyślałem sobie zaraz o tobie. Chcę się przyczynić do twojego szczęścia. Będziesz miał za co wyjechać do Paryża. Dam ci połowę, a połowę przeznaczę dla mej siostry.
Nie pomogły z mej strony protesty, tłumaczenia, że będę miał pieniądze za sprzedany dom i pole, musiałem ustąpić.
– To nie koniec jeszcze. […] Otóż namaluję twój portret, byś go miał kiedyś na czarną godzinę.
Ostatnia stawka, z nią podążyłem do Paryża”.

Zanim to nastąpiło, Malczewski, (do którego – jak pisze w Pamiętniku – miał kult na miarę „dewocji bab pobożnych”), zgodnie z obietnicą, zaprosił obdarowanego do domowej pracowni i tam w tym samym roku 1912 namalował jego portret (do dziś w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie).

 Jacek  Malczewski (1854-1929) "Portret Marcina Samlickiego", 1912 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

 Jacek Malczewski (1854-1929) „Portret Marcina Samlickiego”, 1912 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Początki – bo do nich trzeba wrócić – były w jego rodzinnej Bochni. Tam od dziecka oglądał płótna i podglądał pracę malarza Aleksandra Miklasińskiego, twórcy kościelnych obrazów i feretronów. Duże znaczenie dla początkującego artysty, kończącego gimnazjum, były wizyty Stanisława Wyspiańskiego u jego stryja Bronisława, właściciela bocheńskiego zakładu fotograficznego. W artystycznym pojmowaniu piękna utwierdzał go przede wszystkim Bogusław Serwin, młodszy odeń o cztery lata późniejszych malarz i filolog klasyczny. Wprawdzie pierwszą dostrzeżoną przez znawców pracą rysunkową Samlickiego był ołówkowy Kościół w Niepołomicach (1898), ale jako akwarelista dał się poznać właśnie jako autor realistycznego portretu Serwina, wykonanego sześć lat później, gdy od 1900 roku był już w Krakowie, próbując jeszcze dzielić czas między studiami plastycznym u profesorów krakowskiej Akademii, Unierzyskiego, Mehoffera i Malczewskiego, a wykładami i zajęciami z historii sztuki na UJ. Jakoś jeszcze godził fascynacje z obowiązkami. W latach 1904–1909 otrzymał pięć nagród, głównie pieniężnych, oraz dwa brązowe medale za pejzaże, studium aktu i kompozycje figuralne wykonywane w ramach studiów akademickich. Epizod z malowaniem w plenerze zaważył na dalszych losach malarskich Samlickiego. Piszę: epizod, ponieważ młody artysta – między skryptami a pędzlem – zdążył zaliczyć tylko parę semestrów intensywnej nauki u Jana Stanisławskiego w ostatnich miesiącach krótkiego życia mistrza nastroju stepów ukraińskich, cerkwi i podkrakowskiego Tyńca. Po latach sam – choć nie na długo – zdobędzie markę jednego z najwybitniejszych pejzażystów epoki. Krajobraz jednak nie był dla Samlickiego tematem samym w sobie. Już od 1897 roku, kiedy jeszcze jako gimnazjalista wędrował w czasie wakacji. wędrując od Bukowiny do Tatr, odkrył dla siebie urodę Jurgowa, wsi na Spiszu. Zrobił wiele, by tę urodę rozpropagować. A także specyficzną kulturę tamtejszego ludu. W następnych latach powracał na Spisz już w towarzystwie zaprzyjaźnionych młodych twórców: z braćmi Stokłosami, z poetą Arturem Ćwikowskim, Leonem Szkockim i – uwaga – z późniejszym głośnym drzeworytnikiem Władysławem Skoczylasem. Młody malarz z zacięciem etnografa spisywał pieśni ludowe i przypowiastki, publikował je w „Kurierze Lwowskim”, mało tego, chadzał po Krakowie i Bochni w stroju góralskim, nic sobie nie robiąc z wrażenia wywoływanego nie tylko na mieszczuchach, ale i na kolegach z cyganerii. Z dużą grupą jurgowian, których – zdezorientowanych szmatem lat zaborów – uświadamiał, że nie są, jak sądzili, Węgrami, lecz Polakami, przyjechał na wycieczkę do Krakowa, miasta zabytków. Wybitny krajoznawca Piotr Galas w latach trzydziestych XX wieku nazwie Samlickiego „budzicielem ducha polskiego na Spiszu”.

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Pejzaż z obłokami", ok. 1900 rok, źródło: Desa Unicum

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Pejzaż z obłokami”, ok. 1900 rok, źródło: Desa Unicum

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Prowansalski pejzaż", 1908 rok, źródło: Connaisseur

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Prowansalski pejzaż”, 1908 rok, źródło: Connaisseur

Na razie jednak Paryż – z daru Malczewskiego i ze schedy po matce. Pobyt we Francji, zamierzony jako studyjny, przeciągnie się do dwudziestu lat. Mieszkał w pracowni zwolnionej przez Jana Rubczaka, rozglądał się i oczywiście malował, stał się bywalcem kawiarni artystycznej „Parnas”. Jesienią 1912 w korespondencji przesyłanej do pism w Polsce, m.in. do miesięcznika literacko-artystycznego „Rydwan” pod redakcją Cezarego Jellenty, pisał o nowych prądach malarskich, zachwycony malarstwem Cézanne’a, wskazywał na jego wartości malarskie pierwszej świeżości, odkrywał także przed polskim czytelnikiem i widzem uroki sztuki naiwnej Rousseau. W roku 1913 zaczął studiować w Académie de la Grande Chaumière. Nie był już wtedy ani prowincjuszem, ani pięknoduchem zagubionym w wielkim świecie. W poprzednich bowiem latach wiele podróżował: w 1908 oglądał zabytki i muzea Wiednia oraz Rzymu, Wenecji i Florencji, co zaowocowało serią rysunków i studiów olejnych, a w roku 1910 w towarzystwie Alfonsa Karpińskiego zwiedził Londyn, uprzednio wędrując trasą: Monachium, Drezno, Paryż, Bruksela, Antwerpia. I jeszcze raz Włochy: Florencja przyciąga. Znów – już z Paryża – Belgia i Holandia. Namalował sobie dom Rubensa. „Wszędziem był i widziałem wszystko – notował w Pamiętniku z młodopolskim patosem – wchłaniałem w siebie jak spragniona dżdżu ziemia, przejęty czcią religijną dla wszystkiego, co tutaj wykołysało wielkie malarstwo flandryjskie, a wraz z Włochami całą Europę”. Juz jednak patrzył na pokrywające się muzealnym tonem obrazy starych mistrzów przez pryzmat obserwowanych w galeriach zachodniej Europy rewolucyjnych dokonań van Gogha, kubistów, postimpresjonistów. Wciąż łaknąć artystycznych doznań wzrokowych wybrał się w towarzystwie Zofii Ostoi Roguskiej, którą uczył malarstwa, i bocheńskiego malarza Ludwika Nemetza w podróż po Hiszpanii. Madryt, Barcelona i wreszcie Toledo, porównane przez Samlickiego do „starej inkrustowanej drzeworytami księgi”. Kilkanaście tygodni przed wybuchem I wojny światowej spędził niemalże w raju, bo na Lazurowym Wybrzeżu w Martignes, dokąd podążał od czerwca 1914 z Marsylii przez Korsykę.

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Pejzaż francuski", 1908 rok, źródło:  Connaisseur

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Pejzaż francuski”, 1908 rok, źródło: Connaisseur

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Uliczka w Sevres", źródło:  Rempex

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Uliczka w Sevres”, źródło: Rempex

Wyrokiem biegu historii 13 sierpnia 1914 roku Samlickiego, formalnie obywatela austriackiego, nadto pochopnie posądzonego o szpiegostwo (szkicownik plenerowy!) osadzono na miesiąc w marsylskim więzieniu, po czym internowano na prowincji, w obozie Le Vigan w regionie Oksytania. Po opuszczeniu obozu początkowo pracował tam przez rok jako ogrodnik, później projektował na zamówienie przedmioty użytkowe, wreszcie – z pomocą Władysława Mickiewicza, syna wieszcza, córki Władysława, Marii oraz Łucji Dettloff – mógł egzystować i znów malować. Motywy z La Vigan i pobliskiego Alais stanowiły niespodziankę artystyczną: Samlicki, w dużej mierze pod wpływem malarza z Alais, Alberta Brabo, wyzwolił kolor, uświadamiając sobie, że przeżycie artystyczne wywołane wrażeniem po obejrzeniu obrazów kolegi, nie może przejść bez echa. „Porównanie jego obrazów z moimi – pisał w Pamiętniku – otworzyło mi oczy, że siedzę nie w naturze pełnej siły barw i tonów, ale w piwnicy, gdzie szarość panuje grobowo-więzienna”. A więc nawet nie Cezanne, lecz współczesny mu i bliski Brabo! Podczas ostatniego roku przymusowego, ale już nieuciążliwego pobytu Le Vignan oprócz malarstwa i intensywnego pisania Pamiętnika zajmował się przygotowywaniem biografii współczesnych polskich malarzy i – jako działacz przedwojennego krakowskiego Powszechnego Związku Artystów Polskich – projektował utworzenie systemu opieki państwa nad środowiskiem artystycznym oraz zorganizowanie kooperatywy artystycznej pomocnej w zdobywaniu materiałów malarskich bez marży, a także spółdzielni budującej domy z pracowniami dla twórców. W projekty wtajemniczał m.in. Tadeusza Makowskiego, którego odwiedził w Le Puy.

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Uliczka La Vignan", 1912 rok, źródło: Polswiss Art

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Uliczka La Vignan”, 1912 rok, źródło: Polswiss Art

Marcin Samlicki (1878 - 1945) "Mężczyzna z papierosem", po 1920 roku, źródło: Muzeum w Bochni

Marcin Samlicki (1878 – 1945) „Mężczyzna z papierosem”, po 1920 roku, źródło: Muzeum w Bochni

Dzięki staraniom Wlastimila Hofmana artysta we wrześniu 1919 roku zainstalował się w Sevres. Odtąd znów bywał i błyszczał erudycją w środowisku, odnawiając kontakty z Olgą Boznańską, Xawerym Dunikowskim, Janem Rubczakiem, Eugeniuszem Geppertem i oczywiście z Tadeuszem Makowskim, którego sportretował. Został wkrótce wiceprezesem Paryskiego Związku Polskich Artystów Plastyków. Brał udział w wystawach paryskich, m.in. w Grand Palais de Champs Elysés , w Salon des Artistes Independents, a także w wielkiej wystawie sztuki polskiej w Paryżu, gdzie pokazywał swoje prace obok płócien najwybitniejszych polskim malarzy trzech ostatnich pokoleń. W Musee Crillon uczestniczył w r. 1922 w prezentacji polskiej sztuki dekoracyjnej, a w następnym pięcioleciu wystawiał w Association France-Pologne i w Club Interational des Artistes. W tamtych latach wysyłał również swoje prace do niepodległej już Polski, miał m.in. indywidualną wystawę w krakowskim Pałacu Sztuki TPSP. Doczekał się w polskiej prasie dobrych, wyważone, ale i zjadliwych recenzji, w jego bowiem niekoniecznie łagodnej twórczości odwaga w stosowaniu środków podpatrzonych pod niebem Prowansji i utrwalonych w nadsekwańskiej pracowni graniczyła z brawurą. Nie udobruchany „owacją kwiatową” zgotowaną mu przez publiczność, Samlicki pisał: „Artysta ulega różnym wpływom czy to szkół – czy indywidualności. Talent każdy rozwija się nie na pustyni, nie w środowisku wrogim czy obojętnym dla sztuki, lecz w wielkich środowiskach europejskich. Artyści odznaczający się małą wrażliwością i wielką odpornością na obce wpływy nie mogą się rozwijać, zasklepiają się w sobie, pogłębiając tylko własne usterki”.

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Pejzaż z okolic Bochni", źródło: Desa Unicum

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Pejzaż z okolic Bochni”, źródło: Desa Unicum

Marcin Samlicki (1878 - 1945), Motyw z Bochni (Nepomuk z Brzeźnickiej) / "Kapliczka przydrożna", 1935 rok, źródło: Desa Unicum

Marcin Samlicki (1878 – 1945), Motyw z Bochni (Nepomuk z Brzeźnickiej) / „Kapliczka przydrożna”, 1935 rok, źródło: Desa Unicum

Zanim w 1928 roku opuścił Francję, Samlicki zamieszczał korespondencje z wystaw paryskich i i relacje życia artystycznego zarówno do „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, wychodzącego w Krakowie pisma ogólnopolskiego o olbrzymim nakładzie (wysokie honoraria!), jak i do „Sztuk Pięknych”, pisma dla wyrafinowanego odbiorcy. Opublikował studium o malarstwie współczesnym w monumentalnym wydawnictwie Dziesięciolecie Polski Odrodzonej 19181928. Coraz częściej bywał w ojczyźnie, wystawiał pejzaże, które malował znów z Bochni, także w Jordanowie i – już nowość – w Bygdoszczy. Przeszedł pieszo szlak pamiętny z czasów młodości – od Jurgowa do Zakopanego, określając go „kalwaryjską drogą po starych manowcach”. Osiadł wreszcie w Bochni, tworzył tam podwaliny funkcjonującego do dziś muzeum regionalnego, nie przestając działać w krakowskim okręgu związku plastyków, współzałożył z Teodorem Grottem i Wlastimilem Hofmanem grupę „Dziesięciu”. Od 1936, dojeżdżając z Bochni, wykładał historię sztuki współczesnej w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Sala była zawsze nabita. Nie miał jednak zamiaru piąć się po szczeblach akademickiej kariery; pozostając profesorem kontraktowym, z dala od zajęć pozaartystycznych, żył i pracował w Bochni, będąc tam przyjaznym mentorem grupki malarzy młodszego pokolenia. Jeden z nich, Walerian Kasprzyk, pozostawił w maszynopisie wspomnienie okoliczności śmierci artysty, który czas II wojny światowej przebył w Bochni i z Bochni już nie wyjeżdżał:

„Czerwcowego popołudnia 1945 wracał Samlicki z obiadu u swych krewnych Urbańskich. Szedł w kierunku Kolanowa z zamiarem malowania. Miał na sobie białe ubranie, takiż kapelusz, w kieszonce kamizelki zegarek na łańcuszku połyskującym w słońcu – pamiątka po ojcu. Szedł poboczem szosy, ostrożnie. Mimo to został potrącony przez sowieckie auto wojskowe. W dodatku sprawcy chcąc zatrzeć ślady swego postępku, rozkołysawszy ciało Samlickiego, wrzucili je w zboże ponad rowem przylegającym do szosy. (…) pracująca w polu kobieta widziała żołnierzy rzucających coś białego w zboże. Po ich odjeździe poszła tam i zobaczyła leżącego Samlickiego. W szpitalu, dokąd został przewieziony i otoczony troskliwą opieką lekarską pod kierunkiem dr. Toni, nie odzyskał przytomności (…) Zmarł 25 czerwca 1945 r. o godz. 18.00”. Nie tylko rodzinna Bochnia nie zapomina o artyście. W roku 2023 staraniem edytorskim Pauliny Tendery ukazały się w pokaźnych tomach 10. i 11. cennego cyklu „Wspominając Akademię” kompletne Pamiętniki Marcina Samlickiego. Te cenne księgi, opublikowane nakładem Wydawnictwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, postaram się omówić osobno.

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Pejzaż z Lipnicy Murowanej", 1931 rok, źródło: Rempex

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Pejzaż z Lipnicy Murowanej”, 1931 rok, źródło: Rempex

Marcin Samlicki (1878 - 1945), "Letni pejzaż małopolski", 1933 rok, źródło: Connaisseur

Marcin Samlicki (1878 – 1945), „Letni pejzaż małopolski”, 1933 rok, źródło: Connaisseur

 

Źródła:

  • Jan Flasza, Europejczyk z Bochni [dostęp 30 listopada 2024]

  • Jerzy Wyczesany, hasło „Samlicki Marcin Franciszek” w tomie X Słownika Artystów Polskich…, Warszawa 2016

  • Marcin Samlicki, Jak zostałem malarzem w tomie I Biblioteki Dwustulecia Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pt. Wspominając Akademię. Napisane / Wybrane / Okazane. Zebrał i opracował Jacek Dembosz. Kraków, 2018

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>