Zachowało się wprawdzie wiele portretów Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, ale autor biografii najgłośniejszego i w Warszawie najbogatszego pisarza lat 30. XX wieku, Józef Rurawski, w swojej wydanej w 1987 roku książce zamieścił na wklejce karty tytułowej reprodukcje rysunkowego portretu Dołęgi-Mostowicza autorstwa właśnie Marii Płonowskiej. Kim była rysowniczka i malarka, o której dziś prawie nikt nic nie wie albo nie pamięta, a której skromny portrecik pisarz, a za nim autor biografii, uznał za najbardziej trafny? Co robiła w latach trzydziestych XX w. w Warszawie, kiedy akurat nie pracowała nad portretami? A portretowała znanych pisarzy, aktorki teatralne i filmowe, urzędniczki ministerstw, nauczycielki. Przecież większość część życia spędziła w Olkuszu i pamięć o niej – obok Bronisława Grzywacza, ucznia Stanisława Wyspiańskiego – do dziś się dokłada na chwałę miasta. Obrazy Płonowskiej oglądałem po raz pierwszy z początkiem lat 60. XX w. podczas krótkotrwałej wystawy w secesyjnej willi doktorostwa Kalistów w Olkuszu, zapewne w piątą rocznicę przypadkowej, tragicznej śmierci artystki. Oglądanie z bliska dzieł sztuki postaci owianej romantyczną legendą bezwzględnie miało wpływ na moją późniejszą drogę. Olkusz to był dla niej wybór. Miejsce urodzenia – Piotrków Trybunalski. Maria Płonowska (1878–1955), po mieczu i kądzieli wnuczka powstańców listopadowych i styczniowych, córka architekta, którego młodo ścięła nieuleczalna choroba i matki, z Rabcewiczów, pochodzącej z ziemiańskiej rodziny osiadłej na Ukrainie, poliglotka z wykształceniem domowym oraz na warszawskiej pensji, była słabego zdrowia, dlatego w letnich miesiącach podróżując wraz z matką zamieniła wakacje w Teresławiu na Ukrainie na dwuletni pobyt w uzdrowiskach w Italii.
Portret Marii Płonowskiej, 1911 rok, źródło: Polona
Wrażliwa na kolor, przetwarzany przez światło dnia i nieźle już rysująca, od roku 1904 studiowała u znakomitego malarza Konrada Krzyżanowskiego, zarówno w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, jak i w prywatnej pracowni mistrza. To było dla niej za mało. Zwyczajem artystów, których było na to stać, ruszyła w towarzystwie matki w podróż po Europie z dłuższym postojem w Paryżu, gdzie podjęła studia w École des beaux-arts. Potem znów Włochy, gdzie malowała pejzaże, Monachium, o które należało się otrzeć, wreszcie Wiedeń. W roku 1908 ze względu na zdiagnozowaną gruźlicę przeniosła się do Zakopanego. Brała udział w życiu artystycznej bohemy, namalowała na tle Giewontu artystę Jana Rembowskiego, brata w niewoli prątków Kocha. Następnie uzdrowiska w Druskiennikach na Litwie, w Truskawcu i Niemirowie na Ukrainie, wreszcie po rewolucji rosyjskiej 1917 panie Płonowskie, wdowa i panna, przeprowadziły się do Olkusza. Olkusz znały, ponieważ tam w roku 1912 została przeniesiona z Kijowa pierwsza wystawa malarstwa Marii, zatytułowana „Krajobraz ukraiński”. Artystyczny rezultat kilkakrotnych wakacji w pejzażu, który urzekł malarkę, jak wcześniej tęgich młodopolskich artystów, wywołał zainteresowanie i przyniósł dobre recenzje. Dla wielu ich świat się skończył z chwilą wybuchu I wojny światowej. Zminimalizowały się procenty od kapitału z hipoteki ich kamienicy w Warszawie, a stanowiły już jedyne środki do życia pań Płonowskich. Matka i córka były w latach 1914–1917 rezydentkami w dworze państwa Boguckich w Krzykawce koło Olkusza. Artystka projektowała patriotyczne plakaty, Salon Malarzy Polskich w Krakowie drukował jej pocztówki na 85. rocznicę powstania listopadowego, malowała z natury pejzaże z okna wychodzącego na ogród miłych gospodarzy. Trzeba było z czegoś żyć: wszechstronnie wykształcona, także pianistka, w 1917 roku podjęła pracę jako urzędniczka w kopalni galmanu w pobliskim Bolesławiu. Po wojnie nauczała rysunków w gimnazjum żeńskim w Olkuszu.
Maria Płonowska (1878 -1955) „Pejzaż II”, ok. 1913 rok, źródło: Desa Unicum
Maria Płonowska (1878 -1955) „Widok na dworek”, źródło: Desa Unicum
Lata trzydzieste, po śmierci matki, były dla niej czasem aktywnym i obfitującym w prace plastyczne; z tego owocobrania wyróżniają się wykonane pastelem portrety Barbary Orwid, gwiazdy filmu polskiego, żony reżysera Leonarda Buczkowskiego, świetne szkice rysunkowe twarzy autora Kariery Nikodema Dyzmy, wizerunki górala z Istebnej, góralki z Koniakowa. Na polskim wybrzeżu w Gdyni malowała akwarelą statek wojenny, podróżowała, ale teraz w granicach Niepodległej, malowała olejno Wisłę pod Sandomierzem, pejzaże z Istebnej, oczywiście także to, co miała najbliżej: rzekę Przemszę, Pustynię Błędowską, Dolinę Będkowską. Intersująca kompozycja wielofiguralna Kuźnia Jarnego, przedstawiająca mężczyzn przy pracy, powstała w roku 1930, kiedy jeszcze nie było mowy o realizmie socjalistycznym, ale kiedy istniała jakaś potrzeba reakcji artystów na ciężki ludzki trud; wszak Rafał Malczewski podróżował w tym samym czasie po Śląsku i, zaproszony przez wojewodę Grażyńskiego, utrwalał w swych na wskroś oryginalnych kompozycjach pracę górników i hutników, industrialne tereny, światło bijące od martenowskiego pieca. Maria Płonowska aż tak radykalna nie była; realistka, chwytała niuanse świateł, ludzkie gesty, specyficzną aurę, do której dokładała taką ilość osobistego spojrzenia, która ocieplała wizję przeniesiona na papier, na płótno. A kuźnia Jarnego, kowala-artysty, istniała w Olkuszu, pamiętam, jeszcze w połowie lat pięćdziesiątych XX w. Ciekawostka dla miłośników sztuki: pan Jarno był ożeniony z jedną z córek nauczyciela Matejki, Wojciecha Kornelego Stattlera (dygresja: z panią Ludmiłą Jarnową, wnuczką Stattlera, wiekową już, przeglądałem będąc uczniem szkoły podstawowej, książki i albumy o sztuce, które mi pożyczała z prowadzonej przez siebie Biblioteki Pedagogicznej). Przede wszystkim jednak portrety i pejzaże to podstawa plastycznego repertuaru artystki. Pisał trafnie założyciel elitarnego Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie, znakomity pedagog artystyczny i niestrudzony propagator sztuk pięknych, prof. Włodzimierz Hodys: „Istota sztuki Marii Płonowskiej przekracza ramy subiektywno-emocjonalnego działania i sugeruje dialog na temat jej poetyckie a plastycznej interpretacji świata, gdyż stwarza ona obraz jako świat sam w sobie, podaje nowe argumenty dla umiłowania życia, uznania jego sensu wraz z nieprzewidzialnymi radościami”. Pasowała do swojej sztuki. Była radosna, ale zdystansowana. Przyciągała pewnym nieuchwytnym czarem ciepłej wytworności. Pasowała także do lat trzydziestych XX w. Potem już była reliktem w niewyobrażalnie innych warunkach. Nie wracając już do Olkusza, zaanektowanego przez Niemców, przeżyła II wojnę światową w majątku państwa Kamińskich w Sędziszowie koło Jędrzejowa, gdzie jeszcze 1 września spędzała wakacje. Jesienią 1944 roku znalazła się w Czaplach Wielkich w powiecie miechowskim, pod opieką hr. Popielów herbu Sulima; malowała portrety i pejzaże. Nauczała rysunku, była poza środowiskiem, ale nie dosłownie na partykularzu; miała z kim rozmawiać o sztuce, o podróżach, o twórczości. Skoczyło się jednak dobre, „byli ziemianie”, jak ich pogardliwie nazywała wierchuszka, decydenci i służbiści wykonawcy ich rozkazów, zostali pozbawieni dóbr i rozproszeni. Płonowska z końcem roku 1946 powróciła do Olkusza. Jedna z najskromniejszych malarek, którą interesowało światło dnia, drzewa, trawy, kwiaty i przedmioty, na które wpływa słońce i wiatr przynoszący przejrzystość powietrza, dla której sposób oddania świetlistości świata był zawsze wspaniałą przygoda, nagle znalazła się bez środków do życia, bez dachu nad głową, bezradna. Los jej sprzyjał i dobrzy ludzie. Państwo Kalistowie, z olkuskiej inteligencji, zapewnili Płonowskiej, przed wojną świetnej nauczycielki rysunków ich córki, mieszkanie na mansardzie własnej secesyjnej willi. (To właśnie w tej willi zobaczę po latach wspomnianą na początku pośmiertną wystawę twórczości artystki).
Maria Płonowska (1878 -1955) „Portret kobiety”, 1932 rok, źródło: Rempex
Maria Płonowska (1878 -1955) „Dziewczyna na tle malw. Portret Marii Łęgowiak”, 1920 rok, źródło: Desa Katowice
W roku 1949 wróciła do malarstwa olejnego; z wycieczek do Ogrodzieńca przywiozła szereg obrazów z motywem bajecznych a surowych ostańców, w tymże roku podczas wakacji nad polskim Bałtykiem malowała nie tylko olejem, lecz często akwarelą, porty rybackie o różnych porach dnia i z różnym stanem morza, jesienią odbywała wypady sentymentalne do Zakopanego, rysowała górali, w Olkuszu, gdzie na krótko podjęła niewdzięczną pracę nauczycielki rysunku w szkole podstawowej – portrety dzieci, nauczycielek, znajomych robotnic i dam. Potem już żyła ze skromnej emerytury, od czasu do czasu eksponowano jej nowe prace w warszawskiej „Zachęcie”; była na dobrym, wyrównanym poziomie, a nawet w czasach socrealizmu funkcjonariusze reżymu w kulturze nie mogli się przyczepić do tematyki. Malarka więc się spełniała, nie obrastając ani w rzeczy, ani w zaszczyty. Siedemdziesięciosiedmioletnia, zginęła, potrącona przez pociąg, gdy wracała z pleneru, z okolic Bukowna, do Olkusza. Stało się to słonecznego 15 października 1955 roku. Miała przy sobie niedokończony obraz.
Maria Płonowska (1878 -1955) „Portret kobiety w toczku”, źródło: Rempex
Źródła:
-
Kinga i Ignacy Kościńscy [właściciele kolekcji 160 prac Marii Płonowskiej, które ocalili, oraz inicjatorzy m.in. dwóch retrospektywnych wystaw twórczości artystki: w 1978 w Sandomierzu i w 1979 w Pałacu Sztuki TPSP w Krakowie] Maria Płonowska (1878-1955) / malarstwo. Olkusz, 2005. [Album, prócz 146. reprodukcji barwnych, zawiera teksty Magdaleny Pilawskiej, Władysława Jastrzębskiego, prof. Karola Estreichera jr, dr. Włodzimierza Hodysa.
Autor: Marek Sołtysik
Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.
zobacz inne teksty tego autora >>









