Leopold Gottlieb, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Leopold Gottlieb, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Urodził się czterdzieści cztery dni przed śmiercią swego przyrodniego brata Maurycego. Leopold Gottlieb (1879–1934) najmłodsze dziecko potentata naftowego z Drohobycza, obrał sobie zawód artystyczny, podobnie jak Maurycy Gottlieb, którego sława była wciąż obecna nie tylko w diasporze. Ta sława brata była dla Leopolda niewątpliwie i ciężarem, i jednocześnie przepustką do świata twórców oraz wpływowych krytyków. Co nie oznacza, że wchodząc na drogę sztuki podejmował ryzyko. Jeszcze trzech braci spośród licznego rodzeństwa – Filip, Marceli i Marcin – zajmowało się malarstwem i nie biedowało. Ach, talent artystyczny w rodzinie! Leopold jednak nie był wyłącznie artystą plastykiem, okaże się, że miał duszę poety i robił wszystko, żeby malarskimi środkami stworzyć nie tylko obraz ludzi i rzeczy, ale aurę, jaka się wytwarza poprzez nałożenie, można by rzec, lirycznego filtra na obserwowaną, doznawaną i przeżywaną rzeczywistość. Oczywiście nie wszystko od razu, trzeba opowiedzieć od początku.

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Mężczyzna siedzący na krześle. Portret Mieczysława Jakimowicza", 1907 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Mężczyzna siedzący na krześle. Portret Mieczysława Jakimowicza”, 1907 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Od siedemnastego roku życia dzień w dzień przez sześć lat przekraczał bramę Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. W tych samych murach studiował dwadzieścia trzy lata wcześniej ten najsławniejszy z jego braci, którego nie zdążył poznać, piętnaście lat wcześniej Marcin, później, dość krótko, Filip, przed studiami w Paryżu. Matejko, mistrz braci, już nie żył, Leopold studiował malarstwo u Jacka Malczewskiego, a następnie u Teodora Axentowicza. Zmiana pracowni została wymuszona odejściem Malczewskiego z Akademii w roku 1900 (jak się okaże, na całe dziesięć lat) wskutek konfliktu z rektorem Fałatem. Rok wcześniej, w semestrze 1898/99, Leopold, wyróżniany przez Malczewskiego, otrzymał I nagrodę za rysunek Miłosierny samarytanin. Tę pierwszą poważną, rozbudowaną kompozycję opracowywał malarsko jeszcze przez kilka lat, wystawił ją ostatecznie rok po ukończeniu studiów krakowskich, w 1903, w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Dzięki stypendium uzupełniał wówczas studia w sławnej szkole Antona Ažbego w Monachium. W Starej Pinakotece kopiował obrazy holenderskich mistrzów. Tuż przed wyjazdem do Paryża udokumentował swoją dojrzałość artystyczną, wystawiając osiem kompozycji w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Gdy więc się znalazł nad Sekwaną, wśród swoich nie był nieznany; wzmianki o jego malarstwie dotarły tam zarówno z prasy galicyjskiej, jak i z Kongresówki.

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Wieczerza Pańska", 1910 rok, źródło: Polswiss Art

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Wieczerza Pańska”, 1910 rok, źródło: Polswiss Art

Dwudziestopięcioletni, wybrał sobie Paryż jako miejsce do życia. Tworzył i wystawiał w Paryżu zarówno u Niezależnych, jak i na oficjalnych Salonach Jesiennych, a także na ekspozycjach firmowanych przez Societe Nationale des Beaux-Arts. Opuszczał Francję, żeby odwiedzić w kraju rodzinę i przyjaciół, zatrzymywał się na dłużej w Wiedniu, był wszak członkiem Hagebundu, niezależnej austriackiej organizacji artystów, odcinających się od założeń Secesji i ekspresjonizmu, poszukujących innych, autentycznych i indywidualnych środków wyrazu. Wystawiał wiele portretów, a portretował głównie mężczyzn, bez dbałości o szczegóły, za to z pietyzmem dla psychologii postaci. Z 1907 pochodzi Portret doktora Bernarda Kupczyka. Model, znany i ceniony krakowski neurolog i psychoanalityk, znawca poezji i przyjaciel artystów, filantrop, człowiek, który ocalił kilkadziesiąt listów Stanisława Wyspiańskiego do Stanisława Lacka, wszystkie przepisując in extenso, został przedstawiony w chwili zadumy – a fakt, że to chwila, no, dosłownie mgnienie, podkreśla kompozycja obrazu, zatopionego w błękitnawych szarościach: postać portretowanego, przycięta w prawej części płótna, każe widzowi skierować wzrok na widoczną dłoń z papierosem między palcami, stamtąd przejść w lewo, gdzie w rozległej przestrzeni (może to okno z widokiem na szron, z którego wyłaniają się nieokreślone, tajemnicze wizje) trzymają się jeszcze w wazonie fioletowawe kwiaty. Kwiaty nawiązują formalnie i poniekąd kolorystycznie do krawatu doktora, szczupłego mężczyzny w pełni sił, o subtelnej twarzy okolonej czarnymi włosami. Włosy łączą się po prawej górnej stronie kompozycji z tłem, które z szarobłękitnego przeistacza się z woli malarza w ciemną umbrę, otwierając intrygującą głębię przestrzeni.

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Portret doktora Bera Kupczyka", 1907 rok, źródło: Zbiory ŻIH

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Portret doktora Bera Kupczyka”, 1907 rok, źródło: Zbiory ŻIH

Gdy malował ten poetycki, mistrzowski portret, był od dwóch lat członkiem założycielem Grupy Pięciu. Wspólnie z Wlastimilem Hofmanem, Mieczysławem Jakimowiczem, Janem Rembowskim i Witoldem Wojtkiewiczem związali się w proteście przeciw ignorowaniu młodych utalentowanych twórców przez wiodące Towarzystwo Artystów Polskich „Sztuka”. Odsuwani od wystaw „Sztuki” i pomijani przez krytykę powiązaną ze „Sztuką”, wzięli sprawy w swoje ręce i w latach 1905–1907 urządzili siedem wystaw: w Krakowie, we Lwowie, w Wiedniu, w Berlinie i w Warszawie. Do Grupy Pięciu dołączali następni: Bronisława Rychter-Janowska, Xawery Dunikowski (Leopold Gottlieb namalował jego kapitalny portret w bielach i z miniaturową czarną muszką), Henryk Hochman oraz Henryk Glicenstein, Tymon Niesiołowski. Młodzi malarze zyskali sojuszników w osobach artystów nawet ze stowarzyszenia „Sztuka” oraz towarzyszących im krytyków. Sam Leopold Gottlieb nie ustawał w pracy twórczej; o tym, że ceniono jego oryginalność i maestrie świadczy reprodukowanie właśnie portretów pędzla polskiego malarza w takich czasopismach jak „Europa Artiste” i „La Revue Libre”.

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Portret kobiety (Portret Pani Edwardowej Woronieckiej)", 1928 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Portret kobiety (Portret Pani Edwardowej Woronieckiej)”, 1928 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Portret pani Błeszyńskiej", 1934 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Portret pani Błeszyńskiej”, 1934 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku namalował wiele jeszcze obrazów, w których wyrafinowana forma łączyła się zarówno z doskonałym uchwyceniem psychologii modela, jak i z tajemniczością nastroju. Portret mężczyzny, długowłosego melancholika z głową podpartą dłonią, utrzymany w brązach i czerniach, z chłodną karnacją oświetlonej części twarzy i ręki portretowanego, burzy porządek myślenia o realistycznym malarstwie, ponadto widz, nawykły do oglądania portretów formatu prostokąta o dłuższych bokach w pionie, otrzymuje odwrotność i zaaferowany dostrzega, że to druga ręka, z dłonią opartą na udzie, domagała się wyłącznie takiego, a nie „klasycznego” formatu. Ten obraz powstał w Paryżu, podobnie jak portret profesora Georges’a Bohna, francuskiego biologa, badacza psychologii zwierząt, męża Rozalii Rubinowicz. Portret ten, utrzymany w tonacji wręcz rozbielonych ugrów, beżu i fioletu ocieplonego szarożółtawymi tonami, z wykorzystaniem podmalówki, podobnie jak portret doktora Kupczyka skonstruowany na zasadzie przesunięcia modela w prawą stronę płótna, przyciąga wzrok twarzą Bohna, bladawą, z przymkniętymi oczyma – uchwyconymi jak gdyby w chwili mrugnięcia – okoloną czarnym, miękkim konturem jasnej brody i włosów na skroniach łysiejącego. Wrażenie ruchu potęgują esy-floresy, umieszczone przez artystę po lewej stroni płótna, złotawe, wypełnione delikatnie akcentami błękitu i rozbielonego cynobru.

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Portret Wacława Borowskiego", ok. 1910 roku, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Portret Wacława Borowskiego”, ok. 1910 roku, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Portret mężczyzny w szarym swetrze", ok. 1930 roku, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Portret mężczyzny w szarym swetrze”, ok. 1930 roku, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Często zmieniał miejsca pobytu. W 1909 zatrzymał się na dłużej w Jerozolimie, gdzie prowadził pracownię malarstwa w nowo utworzonej Szkole Sztuk Pięknych i Rzemiosł Besaleela Twórca malowanego w roku 1908 podczas odwiedzin rodziny we Lwowie Portretu brodatego mężczyzny na trudnym formacie kwadratu, w tym wypadku nie karkołomnym, stanie się niebawem – vis maior – na całe pięciolecie wyłącznie portrecistą. W roku 1913 był jeszcze w Hiszpanii, gdzie w Toledo namalował Portret Diego de Rivery, sławnego malarza, komunisty, późniejszego męża Fridy Kahlo, ale z chwilą wybuchu I wojny światowej nie tylko jemu rozsypały się plany. Wezwany do kwatery prasowej armii austriackiej, zboczył z drogi i wstąpił do Legionów, gdzie od 1914 do 1918 służył w Pierwszej Brygadzie. Został portrecistą Legionów. Wykonał w latach służby co najmniej tysiąc rysunków. Wrócił więc do techniki, która, o czym wspomniałem, przyniosła mu nagrodę już w czasie studiów: czerń, biel i gradacje walorowe – czyli rysunek i grafika. Litografią zajmował się już wcześniej: w 1904 w wydanej w Paryżu wspólnie z Ludwikiem Cylkowem tece pt. Album litografii pomieścił pięć kompozycji pejzażowych z symboliczną nutą. W Legionach, oprócz tego, że był żołnierzem, stał się także niejako korespondentem wojennym, a ściślej: dokumentalistą; oprócz portretów kolegów-legionistów rysował kredką i podmalowywał akwarelą figuralne sceny rodzajowe z koszar i pobojowisk. Teka Legiony, złożona z dwudziestu czterech litografii Leopolda Gottlieba, odbita w 1916 w Zurychu, cieszyła się taką popularnością, że wydano ją także w Warszawie… osiemnaście lat po wojnie. Rysunek Sztab Pierwszej Brygady Legionów Polskich stał się na całe lata wizytówką artysty.

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Przy armatce", 1916 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Przy armatce”, 1916 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leopold Gottlieb (1879-1934) "Grający legioniści", 1915/1916 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leopold Gottlieb (1879-1934) „Grający legioniści”, 1915/1916 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

W niepodległej Polsce w 1919 Leopold Gottlieb wykładał w prowadzonej przez formistów Wolnej Szkole Sztuk Pięknych w Zakopanem. Na ten rok datuje się jego obraz Chrystus w łodzi. Niepokojąca kompozycja, której siłą napędową są – zda się – karkołomne kierunki wyznaczane przez ugięte w łokciach z dłońmi zwróconymi ku górze ręce klęczącego w łodzi Chrystusa, zgoła przeciwnie biegnące kierunki brzegów łodzi, zakończone sygnałem dziobu u góry obrazu, kierunek wiosła w dulce, wreszcie zamknięcie u dołu skosem postaci leżącego apostoła, nosi cechy malarstwa formistycznego. Twórca porzucił łagodnie rozbielone tony barwne, widoczne w dotychczasowych płótnach, na rzecz nasyconego kolorytu, ze śmiałymi różnicami walorowymi, nie burzącymi harmonii, co należy uznać za mistrzostwo, ponadto kontrastami różu, żółcieni i bieli w dominującej postaci Chrystusa. W latach 1920–1926 przebywał głównie w Wiedniu, kontynuował nową stylistykę i w rożnych interpretacjach wracał do tematyki nowotestamentowej, równocześnie z poszukiwaniami zarówno motywów związanych z ludzką pracą (Piekarze, Barka, Mycie ryb), jak i pejzażach z południa Francji, w którym mocne światło słoneczne rzutuje na formę. Po powrocie do Paryża, gdzie z drugą żoną, historyczką sztuki i eseistką Aurelią (Rellą) Polturak, zamieszkał już na stałe, działał w Towarzystwie Opieki nad Sztuką Polską i oczywiście malował. W 1927 wystawił nowe obrazy; słowo wstępne do katalogu napisał sam André Salmon, głośny krytyk sztuki (Gottlieb namalował jego portret w fioletach i ocieplonych szarościach), tworzył kompozycje związane z życiem osobistym, intymistyczne sceny codziennej toalety i zjawiska narodzin dziecka (doczekał się dwóch córek, Miriam i Ewy). Znacznie rozjaśnił paletę barw po roku 1930, mogłoby się wydawać, że wrócił do pierwszego, młodopolskiego kresu swojej twórczości, lecz nie: kompozycje Leopolda Gottlieba stawały się coraz bardziej monumentalne. Zbierał swoje dotychczasowa doświadczenia z jednej strony konstruktywisty, z drugiej malarza nastroju, tworząc niemal rzeźbiarskie, subtelne kolorystycznie, ale nie monochromatyczne Trzy kobiety w wielu wersjach, Trzy kobiety na drabinie, Mleczarnię, Modlących się Żydów i wreszcie, w 1934 – Ubieranie do ślubu. Trzy dziewczyny obsługujące półnagą oblubienicę to hieratyczna, monumentalna kompozycja utrzymana w kolorystyce najdelikatniejszych żółcieni neapolitańskich i cynkowych oraz jasnych fioletów i bieli, przywodzi na myśl także rezultat letnich wakacji rodziny Gottliebów w Jaśle, a mianowicie tam rysowane świetne półakty młodych kobiet. Taniec miał wyznaczyć nowy, najdojrzalszy okres twórczości artysty. Dwie półnagie kobiety, objęte, uchwycone w rytualnym być może, a w każdym razie tajemniczym tańcu, oświetlone złotawym refleksem, wyłaniają się z ciemnoszmaragdowego tła. Ta z lewej, na której ramionach i piersi zatrzymuje się najwięcej światła, świeci karnacją skóry, jej rude włosy kontrastują z mrocznym tłem. Ta z lewej natomiast zaznacza swą odrębność gorącą czerwienią kwiatu we włosach. Obie krążą wokół osi obrazu. Oś pozostaje tajemnicą. To jeden z ostatnich, a może ostatni obraz artysty. Wstrząs w środowisku: Leopold Gottlieb zmarł nagle w wieku pięćdziesięciu czterech lat, 24 kwietnia 1934 roku. Stało się to w Paryżu, niebawem po sukcesie jego wystawy w Galerie Zak.

Leopold Gottlieb "Wieczerza rybaków", 1926  rok, źródło: Dom Aukcyjny Desa Unicum

Leopold Gottlieb „Wieczerza rybaków”, 1926 rok, źródło: Dom Aukcyjny Desa Unicum

Leopold Gottlieb "Kobiety i tulipan", ok. 1933  rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leopold Gottlieb „Kobiety i tulipan”, ok. 1933 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Źródła:

  • École de Paris. Artysci żydowscy z Polski z kolekcji Wojciecha Fibaka. Katalog pod redakcją Józefa Grabskiego, Kraków 1998

  • Hanna Bartnicka-Górska, hasło „Leopold Gottlieb” w Słowniku Artystów Polskich…, tom II, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1975

  • Andrzej Ryszkiewicz, hasło „Maurycy Gottlieb” w Słowniku Artystów Polskich…, tom II, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1975

  • Mateusz Antoniak, Uniwersytet Jagielloński, „Co żywe, ma ożyć…”. Repozytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego. https://ruj.uj.edu.pl/server/api/core/bitstreams/92adc21d-4dd1-49d2-a50a-76c62dd8b83c/content [dostęp 12 czerwca 2025]

  • Emmanuel Swieykowski, Pamiętnik Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, wydanie drugie, Kraków 1905

  • Artur Tanikowski, Wizerunki człowieczeństwa, rytuały powszedniości. Leopold Gottlieb i jego dzieło, Kraków 2011

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>