Józef Szermentowski – pierwotnie Szermętowski (1833–1876), jeden z prekursorów realistycznego pejzażu a malarstwie polskim, urodził się w Bodzentynie, miasteczku w Górach Świętokrzyskich, zmarł w Paryżu. Zaledwie ćwierć wieku jego twórczej aktywności wydało plon w postaci co najmniej stu obrazów olejnych i rozlicznych akwarel, zdobiących kolekcje zarówno w Polsce, jak i we Francji, Anglii, Hiszpanii i w USA. Możliwe, że za granicą jest dziś więcej niż w Polsce płócien tego artysty, który malarstwo „krajowidoków” podniósł w kraju do rangi dzieła sztuki. Zaczęło się to wszystko dosyć dramatycznie, mianowicie od awantury. W Świętej Katarzynie, w pobliżu Bodzentyna, rozpaczliwe biadolenia Sióstr Bernardynek, którym piętnastoletni wyrostek, zresztą siostrzeniec przeoryszy, wysmarował węglem drzewnym dopiero do wybielone ściany klasztoru, wzbudziły ciekawość przejeżdżającego przez tę wioskę naczelnika powiatu kieleckiego Tomasza Zielińskiego. Naczelnik, były policmajster, był także miłośnikiem i mecenasem sztuki. To, co poszkodowane mniszki nazwały bohomazami, przyciągnęło uwagę Zielińskiego do tego stopnia, ze nie dość że nie szczędził pochwał młodemu rysownikowi, to jeszcze postanowił się nim zająć. I tak to Józef, syn Stanisława Szermętowskiego – mieszczanina, który bywał malarzem pokojowym i wykonawcą kościelnych feretronów, a ponadto uprawiał spłacheć ziemi – niebawem opuścił Bodzentyn, zamieszkał w Kielcach w pałacu dzierżawionym przez naczelnika Zielińskiego, żeby ucząc się w kieleckim gimnazjum, pobierać lekcje rysunku i malarstwa u Franciszka Kostrzewskiego, zaproszonego przez naczelnika do kopiowania obrazów, jednego z pierwszych polskich realistów pejzażu, wtedy zaraz po studiach, później sławnego jako karykaturzysta. Działo się to w otoczeniu zgromadzonej przez Zielińskiego wspaniałej galerii starego malarstwa niemieckiego, holenderskiego i flamandzkiego i przebogatej, wciąż tworzonej galerii malarstwa polskiego.
Józef Szermentowski (1833-1876) „Dunajec w Pieninach”, 1868 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Józef Szermentowski (1833-1876) „Las Dębowy”, 1861 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
„Naczelnik Zieliński był postacią niezmiernie rzadką, dość szorstki w obejściu ze zwykłymi śmiertelnikami, wyjątkowo artystów poważał i kochał. Trzeba było widzieć go przed obrazem, który zdobył świeżo, a miał dar wyszukiwania dobrych rzeczy, jak zamknięty na klucz w pokoju, po kilka godzin przesiadywał i wpatrywał się w obrazek, mrucząc słowa zachwytu i uwielbienia; oczy mu łzami zachodziły i twarz pałała ogniem. Takich lubowników sztuki nie spotkałem” – napisał w Pamiętniku Kostrzewski. Józef Szermentowski pozostał pod opieką mecenasa przez cztery lata. Od roku 1853 coraz bardziej chory i nękany procesami Zieliński nie przestał łożyć na studia protegowanego w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Młody malarz studiował przez cztery lata, m.in. pejzaż u Christiana Breslauera, artysty, który, sam twórca krajobrazów fantastycznych, doskonale uczył warsztatu. W uczelni pozostał wśród studentów kult Jana Feliksa Piwarskiego, malarza i grafika, w tym czasie już na emeryturze, który był mistrzem rysunku rodzajowego, a uczniów wyprowadzał w podwarszawskie plenery. Poznał starszego o jedenaście lat Juliusza Kossaka, z którym wspólnie studiował naturę; panowie dla zarobku, kolorowali fotografie portretowe dla pierwszego warszawskiego Zakładu Dagerotypowego Józefa Giwartowskiego. Mieszkając wspólnie z kolegami ze Szkoły Sztuk Pięknych, lub bardzo blisko, współtworzył wraz z Kossakiem, Ignacym Gierdziejewskim, Kostrzewskim, Marcinem Olszyńskim, Henrykiem tzw. Warszawską Cyganerię Artystyczną. W 1856 lato spędzał na Wołyniu, malując w plenerze głównie akwarele, rok później, w czasie studiów w Warszawie, namalował wraz z kolegami z cyganerii, inaczej „z grupy Olszyńskiego, obrazy i tableau dekoracyjne dla statków pasażerskich żeglugi parowej po Wiśle, a już rok później należał do organizatorów i uczestników I Krajowej Wystawy Sztuk Pięknych w Warszawie, która stanowiła fundament późniejszej „Zachęty”. Zwieńczeniem niedługiej, ale owocnej w sukcesy, recenzje i zakupy, kariery krajowej dwudziestosiedmioletniego artysty stało się stypendium rządowe, przyznane ma na pięć lat!
Józef Szermentowski (1833-1876) „Z chrustem do domu”, 1858 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Józef Szermentowski (1833-1876) „Po pracy”, 1858 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Odbył podróż studyjną do Francji. Doskonale wiedział, czego mu potrzeba: bliskiego, wręcz namacalnego kontaktu z naturą. Pod gołym niebem; rozstawiać sztalugi niemal wyłącznie w plenerze! A wcześniej, w kraju? W plenerze dużo rysował z natury, akwarelą zaznaczał walor i kolor, a całą resztę, korzystając z wyrobionej latami pamięci artystycznej, w pracowni przenosił na płótno. Jego Rynek w Szydłowcu, Dziedziniec zamku szydłowieckiego to bardzo dobrze namalowane obrazy, jeszcze jednak konwencjonalne. Niebawem w pejzażach młodziutkiego artysty znajdzie się bogaty sztafaż, na przykład w panoramicznym ujęciu Chęcin pojawia się, doskonale wtopiona w kompozycję, grupa ludzi. Wokół konduktu pogrzebowego, a może procesji, dzieje się wiele: kościelny niosący krzyż, na przedzie, próbuje się uporać z ujadającym kundlem; po przeciwnej stronie kompozycji, na pierwszym planie, ale w cieniu, starozakonni śledzą przebieg uroczystości. Z chrustem do domu to także scena rodzajowa w pejzażu, przedstawiona z dużą dozą obiektywizmu, już realistyczna, bez zdobień. Pomalutku wyzbywał się w swych studiach elementów idealizacji, wpajanej nad Wisłą przez poczciwych Breslauera i Marcina Zaleskiego.
Józef Szermentowski (1833-1876) „Odpoczynek oracza”, 1861 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Józef Szermentowski (1833-1876) „Pogrzeb chłopski”, 1862 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Z Paryża do Barbizon pięćdziesiąt kilometrów, do lasów Fontainebleau jeszcze dziesięć. I kilkanaście kilometrów dalej na południe Bourron-Marlotte, gdzie wczesną jesienią 1860 roku Józef (zmieniwszy pisownię nazwiska z Szermętowski na łatwiejsze przez Francuzów do wymówienia Szermentowski) znalazł się wśród barbizończyków, którzy w tamtych okolicach stanowili kolonię artystyczną, utworzoną ćwierć wieku temu i uprawiali malarstwo prawie wyłącznie w plenerze. W aurze takich osobowości jak Daubigny, Diaz de la Peña, Dupré, Troyon, poczuł się wreszcie na właściwym miejscu. Bardzo ciekawe; z jednej strony korzystał z możliwości, jakie dawały bezpośredni kontakt z naturą i moralne poparcie barbizończyków, toteż rozjaśnił paletę barwną, malował posługując się najdelikatniejszymi dotknięciami pędzla, wywołując w płótnach efekt migotliwości; z drugiej – powracał do tematów związanych z pejzażem polskim. Powstawały takie kompozycje jak Odpoczynek oracza, Pogrzeb chłopski, Przed kościołem. Obrazy wystawiał w Paryżu, Krakowie i w Warszawie. Po upadku powstania styczniowego, którego przebieg obserwował znad Sekwany, pragnąc wyrazić smutek i gorycz, namalował kilka obrazów nawiązujących do tragicznego losu ojczyzny. Jego brat, Kazimierz, dogorywał na zesłaniu w guberni jenisejskiej za udział w powstaniu styczniowym; symbolicznym ujęciem nastrojów targających artystą stały się kompozycje Stracone gniazda i Wspomnienie.
Józef Szermentowski (1833-1876) „Stracone gniazda”, 1865 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Poznaniu
Józef Szermentowski (1833-1876) „Gwiazda zaranna”, 1874 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
W 1866 roku, po wyczerpaniu zasobów stypendialnych. odwiedził Kielce, wrócił do Paryża, gdzie zaprzyjaźnił się z Cyprianem Kamilem Norwidem, który po tułaczce w Ameryce i Londynie, już na stałe osiadł w Paryżu. Podczas następnego pobytu w kraju ożenił się z Wandą Szawłowską. Pojechał w plener w Pieniny, a po pobycie z żoną w Tatrach ruszył do Krakowa, gdzie dawano mu złudną nadzieje objęcia katedry malarstwa pejzażowego w Szkole Sztuk Pięknych. Zawiedziony i z symptomami nieuleczalnej choroby, z goryczą niedoceniania go przez rodaków, wrócił do Francji. W Paryżu urodziło się Szrmentowskim pierwsze dziecko, syn, który żył tylko kilka dni. Małżonkowie goili psychiczne rany w Pirenejach, po powrocie do dolegliwości artysty dołączyła gruźlica, rodzina z roku na rok powiększyła się jeszcze o trojkę dzieci, malarz – wyczerpany już po dwóch godzinach pracy – wykonywał dla zarobku liczne ilustracje do gazet francuskich i polskich, z wiadomych względów mniej malował. Na obczyźnie jednak nie czuł się niedoceniony. Jeszcze w roku 1871 otrzymał w Lodynie srebrny medal za Kościół wiejski w niedzielę po nabożeństwie (oczywiście kościół na ziemiach polskich), a w 1872 w Paryżu złoty medal za Widok Kępy Puławskiej. W czasie, gdy te obrazy wędrowały po zagranicznych wystawach, Szermentowski poza rodzajowym płótnem Poddaństwo, ukazującym epizod z życia chłopskiej rodziny, zapewne pogorzelców, stojącej na mrozie przed zatrzaśniętymi drzwiami urzędu gminnego (znakomitym pod względem kolorystycznym: rewelacyjnie zestawiona z zimnym tonem pejzażu czerwień chusty dziewczynki), stworzył niezwykły w jego twórczości obraz pt. Gwiazda zaranna, pejzaż o charakterze mistycznym. Polska wieś, nad nią księżyc w nowiu. Na linii horyzontu jasny pasek przedświtu, bliżej środka kompozycji ożywiony nieco cieplejszym tonem, wydobywa kontury sygnaturki. Na niebie Matka Boska z Dzieciątkiem. Ten obraz malował czterdziestojednoletni artysta na rok przed śmiercią. Wskutek paraliżu postępowego rzadko podnosił się z łóżka. Miewał okresy, kiedy w ogóle nie mógł się ruszyć. A jednak w roku śmierci stworzył duży olejny obraz, o którym się mówi, że jest zdecydowanie najlepszy w jego twórczości. To pyszna kompozycja – oczywiście zainspirowana twórczością barbizończyków, może nawet bardziej wcześniejszego Constable’a, ale w charakterze tak bardzo polska. To Bydło schodzące do wodopoju. Świetlistość nieba aż do niskiego horyzontu, jego niemal niebiańskość, migotliwość w każdym skrawku malowanej ziemi, niemal zmysłowość w kępce trawy, w odblaskach światła dnia w zetknięciu spokojnej wody ze śliskością mokrawej glinki. Wymiary płótna: 81 × 140 cm. Kiedy i jakim cudem tak to namalował?!
Józef Szermentowski (1833-1876) „Widok Kępy Puławskiej”, 1872 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Kielcach
Józef Szermentowski (1833-1876) „Poddaństwo”, 1873 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Józef Szermentowski został pochowany na cmentarzu Montmorency. W tym panteonie polskiej emigracji na nagrobku artysty zostały wyryte także nazwiska jego żony i dzieci. Jakie ciekawe bywają losy: pani Szermentowska z córkami i synem wróciła wprawdzie do kraju, ale po jakimś czasie znów się znalazła w Paryżu. Czy miała, tak jak mąż, lepsze warunki i bliższych ludzi na obczyźnie niż w kraju?
Józef Szermentowski (1833-1876) „Bydło na pastwisku”, 1876 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Józef Szermentowski (1833-1876) „Krajobraz z krowami u wodopoju”, ok. 1880 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Źródła:
-
Irena Jakimowicz, Józef Szermentowski, Warszawa 1950
-
Ewa Doleżyńska-Sewerniak, Rysunek wstępny w malarstwie Józefa Szermentowskiego (…) na podstawie badań prac artysty w bliskiej podczerwieni, „Wiadomości Konserwatorskie, nr 33 / 2013
-
Eugeniusz Szermentowski, Młodość, talent, animusz, Warszawa 1958
-
Maciej Masłowski, Wstęp do Pamiętnika malarza Mariana Trzebińskiego, Wrocław 1958
-
Franciszek Kostrzewski, Pamiętnik, Warszawa 1891
-
Stefan Kozakiewicz, Andrzej Ryszkiewicz, Warszawska „cyganeria” artystyczna, Wrocław, 1955
-
Jerzy Mazurek, Z Bodzentyna do Paryża, Oddział MHPRL w Warszawie poświęcony Wychodźstwu Polskiemu im. Ignacego Jana Paderewskiego, https://muzeumpolonii.edu.pl/jozef-szermentowski-z-bodzentyna-do-paryza/ (dostęp 8 sierpnia 2024).
Autor: Marek Sołtysik
Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.
zobacz inne teksty tego autora >>















