Jan Matejko prowadził mistrzowską klasę kompozycyjną na wydziale malarstwa Szkoły Sztuk Pięknych, uczelni, której był dyrektorem. Trzeba podkreślić, że gmach – do którego budowy mistrz się przyczynił – stał przy Placu Matejki, tak właśnie nazwanym za życia artysty, od roku 1882. Można sobie wyobrazić, z jaką czcią i respektem musiał być wtedy traktowany Matejko. Czy mógł mieć wpływ na uczniów? Jak miałby nie mieć? Przecież Maurycy Gottlieb, który przerwał studia w Krakowskiej SPP, żeby kształcić się na uczelniach zachodnich, nie wahał się i wrócił do Krakowa na specjalne zaproszenie Matejki. Matejko chciał zeń uczynić swojego następcę – malarza polskich dziejów. Sprawy jednak potoczyły się inaczej, śmierć bowiem kończy wszystkie ziemskie zamiary. Można gdybać, lecz tutaj nie o to chodzi. Jedno jest pewne: Matejko ze swej klasy kompozycyjnej, nazywanej potocznie majsterszulą, wypuszczał malarzy akademickich reprezentujących wysoki poziom warsztatowy, ludzi z ukształtowaną świadomością twórczą. Jednym z nich był Józef Unierzyski, późniejszy zięć dyrektora Matejki, o nim już tu kiedyś pisałem. Dziś o dwóch mniej więcej równolatkach Unierzyskiego, a więc o ludziach kształconych przez mistrza w tym samym czasie. Są nimi Władysław Rossowski i Józef Męcina Krzesz. Obaj świetni malarze, obaj właściwie dziś zapomniani. A szli odważnie przed życie, obfitujące we wzloty, i pozostawili ogromny dorobek twórczy. Zdaje się, że jako malarze nie zmarnowali ani jednego dnia.

Władysław Rossowski (1857-1923) "Spalenie na stosie Katarzyny Weiglowej w 1539 roku w Krakowie", 1883 rok, źródło:  Desa Unicum

Władysław Rossowski (1857-1923) „Spalenie na stosie Katarzyny Weiglowej w 1539 roku w Krakowie”, 1883 rok, źródło: Desa Unicum

Józef Męcina-Krzesz (1860 - 1934) "Portret damy", ok. 1880 - 1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Józef Męcina-Krzesz (1860 – 1934) „Portret damy”, ok. 1880 – 1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Władysław Rossowski już podczas studiów u Matejki odniósł wielki sukces jako twórca kompozycji figuralnej pt. „Skazana”, którą już w 1880 zadebiutował w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Płótno miało doskonałe recenzje; na fali rozgłosu dwudziestotrzyletni artysta posłał „Skazaną” na wystawę do Wiednia, gdzie w roku 1881 wysoko ją ocenili krytycy. Obraz podobał się tak bardzo, że został w dwa lata później spopularyzowany w formie barwnej litografii – premii dla członków krakowskiego TPSP. „Skazana” to skazana za czary. Późne średniowiecze. Przy murze krakowskiego kościoła św. Barbary młoda kobieta o subtelnych rysach czeka na wykonanie na niej wyroku śmierci. Kat w czerwieniach na pierwszym planie spełni niebawem swoją powinność. Nim to nastąpi, plwa na skazaną ten i ów spośród gawiedzi. Bogate mieszczki spozierają z dystansu. Z tłumu wyróżniają się to karzeł, to dziecko; wszystkie postacie malownicze, atmosfera zagęszczona, fabuła, rzec by można, wartka. Obraz trafia nie tylko do znawców, lecz i do szerszej publiczności. Kolorystycznie raczej nieciekawy i prawdę powiedziawszy tylko ten mankament różni malarstwo Rossowskiego od malarstwa Matejki, który jako pedagog czuwał podczas powstawania pracy. Czy adept był aż tak zapatrzony w mistrza, czy może mistrz narzucał adeptowi swą wizję? To drugie raczej mało prawdopodobne – Matejko nie był małostkowy i ani nie gasił temperamentu uczniów, ani – jak w przypadku Rossowskiego – nie widział możliwości rozpalenia ich temperamentu. Jak wyglądał za młodu Władysław Rossowski – wiemy. Jego wizerunek widnieje na pomysłowej palecie, którą pięciu studentów ofiarowało mistrzowi Matejce w dniu jego imienin 24 czerwca 1881 roku. Szymon Buchbinder, Emanuel Herncisz, Aleksander Mroczkowski, Franciszek Żmurko i właśnie Rossowski uwiecznili na niej autoportrety. Rossowski – stypendysta rządowy – miał wtedy dwadzieścia cztery lata, był od siedmiu lat uczniem SSP, a od trzech – samego Matejki. Jakie były początki?

Paleta z autoportretami uczniów Jana Matejki: Szymona Buchbindera, Emanuela Herncisza, Aleksandra Mroczkowskiego, Władysława Rossowskiego, Franciszka Żmurki, druga połowa XIX wieku, źródło:  Muzeum Narodowe w Krakowie

Paleta z autoportretami uczniów Jana Matejki: Szymona Buchbindera, Emanuela Herncisza, Aleksandra Mroczkowskiego, Władysława Rossowskiego, Franciszka Żmurki, druga połowa XIX wieku, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Urodzony w 1857 roku w Monasterzyskach koło Buczacza, dzieciństwo spędził na południu w granicach monarchii austrowęgierskiej, po czym w Krakowie uczęszczał do szkoły realnej, we Lwowie natomiast zdał maturę, znalazł się na powrót w Krakowie i tam rozpoczął studia malarskie. Otrzymywał już wtedy nagrody, po stypendium rządowym przyznano mu stypendium krajowe im. Franciszka Józefa, skorzystał z tych funduszy, żeby przez kilka lat studiować w Monachium, w Dreźnie i w Paryżu. Ostatecznie z początkiem 1884 Rossowski osiedlił się w Krakowie, a w rok później rozpoczął prace wykładowcy malarstwa na Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego. W 1892 roku artysta zrezygnował z posady profesora artystycznego. otrzymał bowiem bardzo poważne zamówienie, którego wykonywanie zajęło mu cztery lata. Otóż namalował dwadzieścia dziewięć obrazów olejnych do ikonostasu w greckokatolickiej Cerkwi Podwyższenia Krzyża Świętego przy ul. Wiślnej w Krakowie. Malowane na blasze, dwa na desce, zostały przez Rossowskiego wykonane na podstawie dokładnych szkiców Jana Matejki, stworzonych w 1888 roku. Ważne dzieło, które zaistniało dzięki inicjatywie nowego księdza Jana Borsuka, zresztą rzecznika dobrych stosunków polsko-ukraińskich w Krakowie, aczkolwiek malowane poprawnie i bez śladu genialnego temperamentu Matejki, wkomponowane w ikonostas projektu Tadeusza Stryjeńskiego, przysporzyło Rossowskiemu popularności także w sferach duchowieństwa. Nic dziwnego, że wygrał konkurs ogłoszony w 1896 roku przez Franciszkanów i w rezultacie w ciągu pięciu lat namalował – z przeznaczeniem dla kościoła Franciszkanów w Krakowie – cykl kolosalnych kompozycji dotyczących historii braci mniejszych w Polsce. Dwa obrazy, umieszczone w prezbiterium na wysokości kilku metrów nie ułatwiają ich oglądania. Wyjątkowo rzadko reprodukowane, popadają w zapomnienie, przytłoczone sławą witraży Stanisława Wyspiańskiego. W trakcie pięcioletnich prac nad cyklem franciszkańskim Rossowski odniósł sukces: jego obraz „Chrystus” został nagrodzony w roku 1894 srebrnym medalem na Wystawie Sztuki Współczesnej we Lwowie. Potem popularność artysty malała, do głosu dochodzili artyści młodopolscy, w Krakowie wyszydzano malarzy akademickich. Artysta w roku 1910 przeniósł się wraz z żoną, malarką amatorką, Teklą Pobóg Rossowską z Kulskich, do Lwowa, miasta jeszcze nie opanowanego przez modernizm. Nawiązał znajomości z przyszłymi mecenasami dzięki stosunkom osiadłego we Lwowie brata, pisarza i dziennikarza, Stanisława Rossowskiego. Malował dla rozlicznych kościołów – aż do roku 1918. Nieuleczalna choroba sprawiła, że przez następne lata pozostawał bezczynny. Zmarł w roku 1923 i rychło popadł w niepamięć. Obrazy pozostały w miejscach kultu i mało kogo interesuje kwestia ich autorstwa.

Władysław Rossowski (1857-1923) "Na grobie powstańca", 1877 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Władysław Rossowski (1857-1923) „Na grobie powstańca”, 1877 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Władysław Rossowski (1857-1923) "Kapliczka przydrożna", ok. 1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Władysław Rossowski (1857-1923) „Kapliczka przydrożna”, ok. 1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Gdyby oglądał się na niewybredne uwagi młodszych kolegów Józef Męcina Krzesz – którego nazwisko złośliwie przekręcali bywalcy Jamy Michalika – musiałby niechybnie odrzucić pędzel. Tak się na szczęście nie stało, ponieważ oprócz Krakowa – gdzie w Szkole Sztuk Pięknych artysta studiował przez siedem lat – były jeszcze inne miasta w zachodniej Europie, między innymi Paryż. Józef Męcina Krzesz, krakowianin (1860–1934), otrzymał za obraz mistrzowski „Bitwa pod Orszą”, namalowany – wybitnie w stylistyce Matejki – na ukończenie studiów, stypendium im. Franciszka Józefa. Dzięki temu finansowemu zabezpieczeniu w 1885 roku znalazł sobie miejsce do życia w Paryżu, tam się niebawem ożenił z Ludwiką Marią Barat, francuską malarką i ceramiczką. Doskonalił warsztat i budował świadomość twórczą w szkole Jeana Paula Laurensa, malarza i rzeźbiarza akademickiego, bywał w pracowniach takich sław jak Tony Robert-Fleury, polonofil, piewca polskich zrywów niepodległościowych, autor m.in. dzieła „Varsovie le 8 avril 1861” i Jean Léon Gérôme. Z powodzeniem wystawiał swoje obrazy na oficjalnych salonach, jako sprawny ilustrator stał się cenionym autorem w czasopismach i wydawnictwach, m.in. Illustration, Figaro Illustré, Hachette, Firmin Didot. Z Paryża posyłał niekiedy na wystawy w kraju nowe płótna. Namalowany na podstawie szkiców z natury, zamówionych dla Illustration, realistyczny, mistrzowsko świetlisty obraz „Alkoholicy w szpitalu św. Anny w Paryżu” zostanie po latach, w 1899, wystawiony w warszawskim Salonie Krywulta. Męcina Krzesz wiele podróżował: bywał w Monachium, Dreźnie, w Londynie, zatrzymywał się na dłużej we włoskich miastach. Z wakacji w kraju przywiózł i wystawił na paryskim Salonie w roku 1890 obraz, którego egzotyka zapewniła mu powodzenie; były to „Zaloty przy studni”. Wcześniej, w 1889, na Salonie paryskim uzyskał wyróżnienie za „Portret Edmunda Chojeckiego”, polskiego pisarza, myśliciela i podróżnika, od roku 1844 zamieszkałego we Francji, piszącego pod pseudonimem Charles Edmond. Był znakomitym portrecistą; wielu kolegów – to smutna prawda – nie mogło mu darować zamówień od wybitnych uczonych oraz osób z arystokracji. Jego portrety miały wzięcie od czasów studiów aż po ostatnie dni. Pogłębiona charakterystyka portretowanych, odwaga kolorystyczna i malarski rozmach przy nienagannym rysunku, a także nienachalne idealizowanie wizerunków kobiecych – wszystko to przyciągało klientelę. Przy okazji wzmianek o słynnej kolekcji autoportretów artystów polskich zamawianych przez Ignacego hrabiego Korwin-Milewskiego mało kto wymienia nazwisko Józefa Męciny-Krzesza. A to przecież jego „Autoportret” z tego oryginalnego zestawu, przedstawiający malarza z niesamowicie kolorową paletą, wychodzącą na pierwszy plan, na samym początku XX wieku został nagrodzony małym złotym medalem w Künstlerhaus w Wiedniu.

Józef Męcina-Krzesz (1860 - 1934) "Autoportret z paletą", 1900 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Józef Męcina-Krzesz (1860 – 1934) „Autoportret z paletą”, 1900 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Józef Męcina-Krzesz (1860 - 1934) "Czerkies", 1886 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Józef Męcina-Krzesz (1860 – 1934) „Czerkies”, 1886 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

W 1894 roku, po prawie dziesięciu latach w Paryżu, Męcina Krzesz powrócił z żoną do Krakowa. Po kilku latach zamieszkali na Dębnikach we własnej willi. W 1903 przeżyli tam powódź, która zniszczyła pracownię i część dzieł artystycznego małżeństwa. Boy-Żeleński, trzymający stronę krakowskich modernistów, ironizował na temat cieszącego się popularnością, wielokrotnie reprodukowanego „Ojcze nasz” – cyklu siedmiu obrazów Męciny Krzesza, co nie stanęło na przeszkodzie, aby jedno z płócien tego cyklu, z czytelnym symbolem późniejszego męczeństwa, zatytułowane „Sen Dzieciny Jezus”, otrzymało wielki złoty medal im. Karola Ludwika w wiedeńskim Künstlerhaus w 1905 roku. W czasie pierwszej wojny światowej opuścił Festung Krakau, mieszkał w Pradze, następnie w Wiedniu, wraz z żoną działając charytatywnie w Komitecie Pomocy dla Uchodźców Wojennych, po wojnie długo nie zagrzał miejsca w Krakowie i w roku 1921 przeniósł się do Poznania. Malował portrety dostojników państwowych i kościelnych. Od 1913 roku członek Union Internationale des Beaux Arts et des Letters w Paryżu, otrzymał w 1931 roku francuską Legię Honorową, a rok później od rządu Rzeczypospolitej Złoty Krzyż Zasługi. Zmarłego w chwale w roku 1934 wspominano jako artystę idącego własną drogą. I taka jest prawda.

Józef Męcina-Krzesz (1860 - 1934) "Portret kobiety", źródło: Desa Unicum

Józef Męcina-Krzesz (1860 – 1934) „Portret kobiety”, źródło: Desa Unicum

Józef Męcina-Krzesz (1860 - 1934) "Portret Pani J.", 1912 rok,  źródło: Desa Unicum

Józef Męcina-Krzesz (1860 – 1934) „Portret Pani J.”, 1912 rok, źródło: Desa Unicum

 

Źródła:

  • Joanna Białynicka-Birula i Jolanta Polanowska, hasło „Stanisław Rossowski” w tomie IX Słownika artystów polskich…”, Warszawa 2013

  • „Nowości Illustrowane”, 1909, nr 11, Kraków

  • Józef Mehoffer, Dziennik, opracowała Jadwiga Puciata-Pawłowska, Kraków 1975

  • Urszula Leszczyńska, hasło „Józef Krzesz Męcina” w tomie IV Słownika artystów polskich…, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź, 1986

  • Urszula Leszczyńska, hasło „Ludwika Maria Krzeszowa” w tomie IV Słownika artystów polskich…, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź, 1986

  • Andrzej Ryszkiewicz, Kolekcjonerzy i miłośnicy, Warszawa 1981

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>