Jak to się stało, że umyka powszechnej pamięci polski artysta, którego dzieła malarskie znajdują się w zbiorach paryskiego Musée d’Orsay, Musée Condé w Chantilly, wiedeńskiej Albertiny, moskiewskiej Galerii Trietiakowskiej, Lwowskiej Galerii Obrazów oraz najważniejszych muzeów w Turcji? Spróbuję odpowiedzieć na to natarczywie się narzucające pytanie.
Choć Stanisław Chlebowski herbu Poraj (1835–1884) dwanaście lat życia spędził w Turcji jako malarz nadworny sułtana i przeto kilkaset jego dużych obrazów, wykonywanych na zamówienie, pozostaje w niedostępnych powszechnie skarbcach, to przecież wiele jego kompozycji, w tym niedokończona scena batalistyczna formatu 5 na 11 metrów, znajduje się w polskich Muzeach Narodowych. Obrazów zaś, malowanych po zakończeniu służby, już w Paryżu, specjalnie na zamówienie amerykańskiego marszanda, znalazło się za oceanem kilkaset. Z czekających na właściwe opracowanie zachowanych rękopisów listów Chlebowskiego do matki i sióstr wyłania się artysta jako człowiek nieustającej pracy. Dwadzieścia lat intensywnego uprawiania twórczości dało taki imponujący rezultat. Gdy dodamy do tego dziesięć lat artystycznych studiów, obfitujących w nagrody i wyróżnienia, a odejmiemy ostatnie trzy lata życia twórcy, które były już tylko wegetacją, przekonamy się, że Chlebowski całe dorosłe życie poświęcił całkowicie sztuce. Nie przynależał do żadnej grupy, nie reprezentował żadnej organizacji, u schyłku krótkiego żywota nie dawał o sobie znać, nie można się więc dziwić, że w kraju nad Wisłą, gdzie tak ważne było i jest obracanie się w środowisku, świetny rysownik i wybitny kolorysta tak łatwo popadł w zapomnienie.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Śmierć Władysława Jagiellończyka pod Warną”, 1865-1876 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Urodzony w Pokutyńcach na Podolu, od małego przebywał u wuja, Edwarda Podlewskiego, w Odessie, tam ukończył gimnazjum i pobierał lekcje rysunku u wszechstronnie uzdolnionego artystycznie adwokata Aleksandra Wicherskiego i świetnego malarza, unieruchomionego paraliżem nóg, Romualda Romana Chojnackiego. W wieku osiemnastu lat rozpoczął studia w prestiżowej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. Tam studiował przez sześć lat, odnosząc sukcesy. Otrzymywał kolejno srebrny i dwa złote medale. Wielki złoty medal za kompozycję Poselstwo Kozaków u Katarzyny II zapewnił mu ponadto – bagatelka! –stypendium rządowe na sześć lat dalszych studiów artystycznych za granicą. Dwudziestotrzyletni Chlebowski krótko zabawił w Monachium, a zorientowawszy się, że w tamtejszej Akademii nie musi uzupełniać warsztatu, udał się do Paryża. Zafascynowany malarstwem Jeana-Léona Gérôme’a, jeszcze zanim mistrz utworzył pracownię w École des Beaux-Arts, studiował u niego prywatnie. Zadzierzgnął przyjacielskie stosunki ze swym nauczycielem, klasycystą, autorem monumentalnych obrazów historycznych i płócien o egzotycznej tematyce. Pod jego okiem pracował nad Joanną d’Arc w więzieniu w Amiens (wystawioną w 1864 w Paryżu, nabytą przez Napoleona III) i Witem Stwoszem przebaczającym krzywdę obywatelom Norymbergi. Już wtedy zwracano uwagę na niezwykłe wartości kolorystyczne płócien młodego polskiego malarza.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Jeanne d’Arc prisonnière des Anglais”, 1864 rok, źródło: Musée barrois (Bar-le-Duc)
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Wit Stwosz przebaczającym krzywdę obywatelom Norymbergi”, 1862 rok, źródło: Rempex
Na ziemiach polskich tymczasem dogorywało Powstanie Styczniowe, drugi bohaterski zryw wolnościowy Polaków. Dlaczego nagle piszę o tym? Bliski krewny Chlebowskiego, Zygmunt Padlewski, generał powstania, naczelnik wojenny województwa płockiego, został rozstrzelany przez Rosjan, podobnie jak jego ojciec, czynnie wspierający powstańców. Matce Stanisława Chlebowskiego, pozbawionej przez zaborcę potężnego majątku, groził Sybir, los dwóch jego sióstr miał być podobnie srogi. Jeszcze chwila i młody malarz, już podziwiany w Paryżu, będzie poprzez sułtana interweniował w sprawie matki i sióstr. Ale dajmy mu czas na decyzję i na podróż do Turcji. Oto z rekomendacji Gérôme’a Chlebowski został zaproszony przez padyszacha Abdülasisa do Stambułu jako kandydat na nadwornego malarza. W Stambule padyszach nie mógł się nazachwycać fantastycznie barwnymi, tętniącymi życiem szkicami i mistrzowsko wykańczanymi obrazami Polaka, oczywiście, sam uzdolniony plastycznie, wtrącał mu się, ingerował pędzlem na płótnie artysty, wprowadzał korekty merytoryczne – wszak obrazy dotyczyły dziejów jego kraju – ale szanował go, niebawem zapewniając mu mieszkanie, pracownię i godziwe apanaże. Stanisław Chlebowski dokonał niemal cudu, korzystając z bliskości monarchy, doprowadził do uruchomienia kontaktów dyplomatycznych, których rezultatem było sprowadzenie do Stambułu matki i sióstr. Ocalone, mieszkały obok syna i brata od początku roku 1866 do maja 1870. Sowicie wyprawione, zamieszkają w Krakowie przy ul. św. Anny.
O dalszych losach i przebiegu pracy twórczej Chlebowskiego dowiemy się z jego listów do matki i sióstr, wysyłanych regularnie nie tylko z Bagdadu, lecz także z Kairu (gdzie od 1873 spędzał zimy z powodu poważnych komplikacji zdrowotnych), także z Damaszku. Odwiedzał urządzonych w Turcji, ustosunkowanych Polaków, m.in. Władysława Kościelskiego (Sefera Paszę), byłego powstańca 1848, po zasługach w wojnie krymskiej generała inspektora jazdy tureckiej, oraz Michała Czajkowskiego (Sadyka Paszę), emigranta po powstaniu listopadowym, organizatora formacji kozaków sułtańskich. Namalował m.in. cztery duże kompozycje do sali tronowej w stambulskim pałacu Beglerbeg, reprezentacyjny portret padyszacha. W 1874 rozpoczął prace nad kompozycją wielofiguralną Wjazd Mehmeda II do Konstantynopola, ukazującą moment ostatecznego upadku cesarstwa bizantyjskiego. Sporo kłopotu sprawiają badaczom okoliczności powstawania tego kolosalnego, wspomnianego tu dzieła.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Wjazd sułtana Mahometa II do Konstantynopola”, 1874-1884 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Poliglota, celny aforysta, nawet w cierpieniu fizycznym nie tracący poczucia humoru, Stanisław Chlebowski w listach do rodziny i do Józefa Ignacego Kraszewskiego oddawał piórem aurę ówczesnej Turcji i swą sytuację nadwornego malarza, z jednej strony poważanego, z drugiej narażonego na chimery despotycznego władcy i na dworskie intrygi. Zimą, w łagodnym klimacie: „zagłębiam się w ciasne uliczki starego Kairu, gdzie jeszcze cywilizacja nie zniszczyła cudowności starych arabskich i tam maluję studia aż do południa… łażę po mieście, gawronię się na Arabów i co krok notuję sobie w pamięci prześliczne sceny, które tu w naturze tak się same składają, jak gdyby umyślnie były ułożone dla malarza. Tylko siadaj na ulicy i maluj – a już będzie obraz… To nie przeszkadza, że chciałbym całe życie na zimę do Kairu przyjeżdżać, ale to pewna, że nie dla tej gawiedzi, co to w eleganckich surdutach chodzi, ale dla cudownych Arabów, Arabek i bachurów, ulic, meczetów i słońca, które tu cudownie świeci – zupełnie to jest zakątek świata dla artystów stworzony i zachowany jeszcze od europejskiej cywilizacji, która wszystko paskudzi i niszczy, co tylko było pięknego…”. A u boku sułtana: „Jestem tu sam w Stambule. Artystów prawie nie ma, a znawców zupełnie… żyjąca tu na wpół europejska publiczność jest tak antyartystyczna, jak dzisiejszy Grek w porównaniu z Grekiem z czasów Fidiasza”.
W 1875 odwiedził go w Turcji mistrz Gérôme. Sławny malarz stanął jak wryty przed nowymi płótnami dawnego ucznia. Obrazy przenosiły widza w inny świat. Cokolwiek mówić o stosunku padyszacha do nadwornego malarza, o nakazie pełnej dyspozycyjności, on, który zadawał tematy, nie dość że nie ganił nieokiełznanej fantazji twórcy, ale cały w zachwycie w kompozycji historycznej kontemplował konia… maści błękitnej, który ruszył z kopyta spod pędzla Chlebowskiego.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Turczynka”, po 1864 rok, źródło: Muzeum Śląskie
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Panorama Stambułu”, 1864-1876 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Stanisław Chlebowski – malarz obłędny jako kolorysta! Korzystał ze zdobyczy malarzy flamandzkich, oglądanych niegdyś w Luwrze, ale z taką lekkością i swobodą nikt przed nim nie malował nieba, swobodnie przepływających obłoków. Nie odstręczały go nasycone błękity, nie lękał się ostrych kontrastów w przedstawianej rzeczywistości. Wstrzykiwał w nią elementy baśniowe – niepowtarzalne. Kontrasty barwne, szmaragdowe zielenie i turkusy zestawiał z gorącymi czerwieniami, a jednocześnie – jak w teatrze – mniej ważne grupy ludzkie zatapiał w cieniu. Dużo powietrza! O wspomnianym tu największym pod względem formatu dziele malarskim Chlebowskiego pisał najdłużej urzędujący dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie Feliks Kopera: „kompozycja jest groźna i wspaniała. Mahomet na białym koniu arabskim, pyszny w typie i pozie poważnej wyniosłej, posągi bizantyńskie i sobór św. Zofii w głębi, wiernie i bardzo dobrze oddane, słowem obraz w całej pełni o wyższych zaletach i który wykończony mógł stać się niemałą chwałą artysty i sztuki polskiej nawet”.
Jesteśmy przy tym niedokończonym obrazie, który okazał się świadkiem katastrofy. Jego twórca, znany z tego, że potrafił malować dzień w dzień po szesnaście godzin na dobę, spadł z rusztowania, z wysokości dwóch kondygnacji. W którym to roku się stało? Tu źródła, zbyt często sprzeczne, wprawiają w zakłopotanie. Jedno jest pewne: to nie upadek poskutkował ciężką chorobą, lecz ciężka choroba, atak paraliżu postępowego, spowodował upadek. I zapoczątkował nieodwołalną degradację organizmu.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Warta u wrót Seraju”, 1870 – 1877 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Strażnik meczetu”, 1865-1876 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Tymczasem w obliczu rozruchów w Turcji, niebawem zakończonej przewrotem i samobójstwem osaczonego padyszacha Abdülasisa, Chlebowski opuścił Stambuł, ale to nie była ucieczka, zdążył bowiem przetransportować do Francji kilkanaście skrzyń własnej, starannie gromadzonej kolekcji starożytności. Wcześniej dzięki kontaktom z pewnym polskim handlarzem bronią (był pośrednikiem między nim a padyszachem, okazał się także przy innych okazjach świetnym tłumaczem), nieźle się urządził finansowo, toteż w Paryżu, gdzie się znalazł w połowie 1876, żył wprawdzie, niby z dnia na dzień, dzięki swoim obrazom o tematyce orientalnej, na które zamówienia zdawały się nie mieć końca, spore zaś oszczędności ulokował w banku i część z nich przeznaczył w końcu roku 1879 na zakup mieszkania i obszernej pracowni w nowo budowanej kamienicy przy Rue Prony 63, a jakby tego było nie dosyć, jesienią 1880 roku, już po ślubie z młodziutką krakowianką, Marią (Marynieczką) z Mikułowskich, utalentowaną plastycznie, kupił obszerny, piętrowy, z ogromną pracownią, dom w Choisy-au-Bac, gdzie powietrze było o niebo czystsze niż w odległym o osiemdziesiąt kilometrów Paryżu. Jako malarz był, rzec by można, rekordzistą pracowitości. W ciągu dwóch, trzech lat namalował i sprzedał do Ameryki za pośrednictwem słynnego marszanda Adolfa Goupila kilkaset niewielkich, precyzyjnie wykończonych obrazów z chwytliwymi motywami orientalnymi.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Studium strzemion i kulbaki”, 1879 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Studium handżaru”, około 1874 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Pracował mimo narastających bólów pleców i krzyża, nękających go od dziesięciu lat. Pomagał sobie wcieraniem specjalnych mikstur. Inne środki na uśmierzanie bólu zdobywał za pośrednictwem zaufanego lekarza z Frankfurtu, który leczył go właściwie korespondencyjnie. Organizm nie wytrzymał. Wskutek pierwszego ataku paraliżu postępowego Chlebowski nie miał wyjścia: zlikwidował wszystkie sprawy paryskie i z początkiem roku 1881 wyjechał z żoną do Krakowa. Nie udzielał się, najprawdopodobniej, coraz bardziej niedołężny, utknął w murach rodzinnego mieszkania przy św. Anny. Jedni świadkowie epoki piszą, że jeszcze coś malował, że próbował dokończyć zabrany ze Stambułu, via Paryż, tamten kolosalny obraz. Wydaje się to jednak prawie niemożliwe, zważywszy zarówno na przewagę zgoła odmiennych głosów jego współczesnych, jak i na wspomnienie o Chlebowskim, najpewniej dyktowane przez rodzinę, drukowane w „Czasie” nazajutrz po pogrzebie artysty, pochowanego na cmentarzu Rakowickim. Ciało sprowadzono koleją z Wielkiego Księstwa Poznańskiego niecały tydzień po jego śmierci malarza, która nastąpiła 14 czerwca 1884 roku w zakładzie „Miłowody” w Kowanówku, gdzie leczono nerwowo chorych i alkoholików. Tak więc w Krakowie Stanisław Chlebowski właściwie nie był widywany, ponieważ wskutek błyskawicznych postępów choroby, atakującej cały organizm i nie oszczędzającej mózgu, został dyskretnie wyłączony z otoczenia i w Kowanówku przebywał już od drugiego kwartału 1881 roku. Trzy lata takiej separacji wyłączyły z obiegu postać i dokonania wybitnego artysty.
Stanisław Chlebowski (1835-1884) „Sobieski pod Wiedniem”, 1865-1876 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Źródła:
-
Stanisław Chlebowski, wspomnienie nazajutrz po pogrzebie artysty, ”Czas”, Kraków, 21 czerwca 1884
-
Mieczysław Treter, Nowsze malarstwo polskie w Galerii Miejskiej we Lwowie, „Lamus”, 1911
-
Feliks Kopera, Dzieje malarstwa w Polsce, t. III, Kraków 1929
-
Eligiusz Niewiadomski, Malarstwo polskie XIX i XX w., Warszawa 1926
-
Jan Rosen, Wspomnienia, Warszawa 1933
-
Kazimierz Chłędowski, Pamiętnik, tom I, Kraków, 1957
-
Elżbieta Szczawińska, hasło Chlebowski Stanisław w I tomie Słownika artystów polskich…”, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1971
-
Marek Sołtysik, Stanisław Chlebowski, wiersz w tomie Korytarz, Warszawa 1982
-
Marceli Olma, Obraz Orientu w listach prywatnych Stanisława Chlebowskiego [dostęp 1 marca 2025
-
Beata Studziżba-Kubalska, Kompozycje historyczne i rodzajowe Stanisława Chlebowskiego…, „Roczniki Humanistyczne”, tom LVI-LVII, zeszyt 4, 2008-2009
-
Joachim Śliwa, Znad Bosforu do Krakowa… „Repozytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego [dostęp 2 marca 2025]
-
Fotokopie oryginalnych rękopisów listów Stanisława Chlebowskiego ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej
Autor: Marek Sołtysik
Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.
zobacz inne teksty tego autora >>














