Stanisław Wyspiański "Portret Józefa Mehoffera", 1898 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Poznaniu

Stanisław Wyspiański „Portret Józefa Mehoffera”, 1898 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Poznaniu

Z prowincjonalnych rodzinnych Ropczyc w wielonarodowościowej Galicji przeniósł się pod Wawel syn prawnika z austriackimi korzeniami – i do tego stopnia wrósł w Kraków, że po kilkunastu latach nikt nie miał wątpliwości, że on, Józef Mehoffer to tak samo krakowianin i nie mniej Polak, niż jego przyjaciel Stanisław Wyspiański.

Wyspiański i Mehoffer, dwaj utalentowani twórcy, którzy wyszli spod skrzydeł Matejki – niezależnego wizjonera, twórcy i historiozofa – zostali mocno ukształtowani przez Paryż. Przebywali tam razem i osobno przez kilka lat na stypendium, a przyjechali nad Sekwanę tuż po doświadczeniach pracy nad niezwykłą, fantastyczną Matejkowską polichromią strzelistego wnętrza kościoła Mariackiego w Krakowie. Feeria nasyconych, często kontrastowych kolorów była jeszcze pod powiekami adeptów krakowskiej Szkoły sztuk Pięknych, gdy podczas paryskich peregrynacji zetknęli się z nabistami, rozważnymi szaleńcami, którzy z szarpaniny czystych barw potrafili stworzyć obrazy harmonijne, malowane z szacunkiem dla przyrody, z podziwem dla Stwórcy – a warsztatowo zainspirowane obserwacją Gauguina z bliska.

Projekt kurtyny dla Teatru Miejskiego w Krakowie Józefa Mehoffera ("Mehoffer i Wyspiański na wieczornym spacerze ulicami miasta"), 1892 rok, źródło: Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego

Projekt kurtyny dla Teatru Miejskiego w Krakowie Józefa Mehoffera („Mehoffer i Wyspiański na wieczornym spacerze ulicami miasta”), 1892 rok, źródło: Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego

Dwom polskim malarzom pozowała modelka, Jamajka, którą niedawno malował Gauguin, a i z autorem Żółtego Chrystusa mieli okazję się spotkać, gdy w 1893 opuścił nie na długo wyspy tropikalne, żeby zajrzeć do ojczyzny. Choć Gauguin bliżej był wówczas związany z Wyspiańskim, mocny wpływ wywarł także na Mehoffera, człowieka, który uczuć sam światu nie okazywał… ale wszystko wychodziło na jaw w jego obrazach.

Znakomity rysownik, biegły w swej sztuce malarz, rozważny Mehoffer (1869-1946), z pozoru zdeklarowany mieszczuch, zaskoczył wszystkich obrazem Dziwny ogród. Duże płótno, ukończone w 1903 roku, przedstawia cudnie rozświetloną światłem słońca późnego lata scenę rodzinną, w której na tle traw i drzew obfitujących w dojrzałe owoce używają swobody elegancka żona autora obrazu i ich mały, nagi syn. W tle służąca w chłopskim ubiorze, a na pierwszym planie sam Józef Mehoffer, który niczego nam nie zasłania – nie widać go, ponieważ obserwuje scenę wspólnie z widzem, toteż się z nim utożsamia i siebie wymazuje, bo sztuka jest wielka i wiele może.

Józef Mehoffer "Dziwny ogród", 1903 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Józef Mehoffer „Dziwny ogród”, 1903 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Może, jak się okazuje, jeszcze więcej: oto ważka, która znalazła się między synkiem artysty a nim samym, urosła do rozmiarów sowy. Frunie ku obserwatorowi, który to namaluje i ku widzowi, który potem stanie przed obrazem. Skąd i dlaczego taka monstrualna ważka? Choć leciuteńka, może być groźna. Nie zagraża ona jednak obrazowi, który nie dość, że mimo upływu lat do dziś trzyma się mocno, to jest ponadto świadectwem, że polski malarz należy do prekursorów surrealizmu.

Józef Mehoffer "Studium synka - Dziwny Ogród", przed 1903 rokiem, źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Józef Mehoffer „Studium synka – Dziwny Ogród”, przed 1903 rokiem, źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Józef Mehoffer "Studium żony- Dziwny Ogród", przed 1903 rokiem, źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Józef Mehoffer „Studium żony- Dziwny Ogród”, przed 1903 rokiem, źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Tajemnica w tym płótnie, czy żart? Może nawet pycha, ta szlachetniejsza, artystyczna: chęć zademonstrowania maestrii warsztatu. A może, po długim wpatrywaniu się w niby gotowy obraz, jeszcze bez śladu nawet pomysłu na ważkę, przykre wrażenie artysty, że malowidło nie jest dziełem; że to banał, sielanka, bez śladu zagadnień, z których mógłby wyniknąć problem malarski; że brak nawet formalnej dramaturgii. Gdyby z tej strony popatrzeć, byłoby to przeciwieństwo pychy – surowy autokrytycyzm… Który zrodził pomysł na siłę przyciągania widza. Jeszcze bez świadomości prekursorstwa artysty. Chociaż – owoc surrealizmu niedaleko padł od drzewa symbolizmu. Sny i marzenia istniały wszak i przed Freudem.

Józef Mehoffer "Studium do obrazu Dziwny Ogród", 1902 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Józef Mehoffer „Studium do obrazu Dziwny Ogród”, 1902 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Józef Mehoffer "Czerwona parasolka", 1917 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Józef Mehoffer „Czerwona parasolka”, 1917 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Źródła:

  • Edward Waligóra, Kalendarium życia i twórczości Józefa Mehoffera w pracy zbiorowej Józef Mehoffer / Opus Magnum, Kraków 2000.

 

[Część II artykułu „Zawsze zaskakujący Mehoffer” -> przeczytaj]

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>