Świetne notowania mają ostatnio na aukcjach zharmonizowane kolorystycznie pejzaże Romana Kochanowskiego, drapieżnym duktem pędzla wydobywające światło. Jego twórczość odkryto na nowo po roku 2007 – w ślad za wielką wystawą w 150. rocznicę urodzin artysty, urządzoną w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Składały się na nią w większości prace z monachijskiej kolekcji Barbary Lewkowicz i głośnego pisarza Włodzimierza Odojewskiego.

Roman Kochanowski (1857–1945), ten najbardziej krakowski krakowianin, całe swoje świadomie twórcze życie spędził w Monachium. Nad Izarą wszedł w skład polskiej kolonii artystycznej. Niemcy uwielbiali obrazy treści rodzajowej. Najwięcej i najchętniej kupowali – via kunsthandlerzy – właśnie od polskich malarzy.

Roman Kochanowski (1857-1945) "Jesienny pejzaż", źródło: Polswiss Art

Roman Kochanowski (1857 – 1945) „Jesienny pejzaż”, źródło: Polswiss Art

Roman Kochanowski (1857 - 1945) "Krajobraz o zachodzie słońca", 1891 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Roman Kochanowski (1857 – 1945) „Krajobraz o zachodzie słońca”, 1891 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Kochanowski, który przyszedł na świat w krakowskiej kamienicy rodzinnej naprzeciw kościoła Karmelitów (narożny dom przy Garbarskiej stoi do dzisiaj), po studiach w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych i w Akademii wiedeńskiej dokonał wyboru rodzaju ekspresji. Miał już tak skrystalizowaną wizję kształtu obrazu, że dał się natychmiast zauważyć w tłumie malarzy. W Monachium, gdzie się znalazł – nie od razu z myślą o stałym pobycie – stanął mocno i pewnie od razu na wysokiej pozycji.

Może nie na samym szczycie, jak twórcy rozbudowanych, wielkoformatowych kompozycji, Józef Brandt, Alfred Wierusz Kowalski i Stanisław Grocholski, honorowi członkowie Akademii, a przy tym ludzie koleżeńscy, dodający młodszym zdolnym otuchy, ale w pobliżu. Nie w cieniu. Na swoim miejscu – zarezerwowanym dla jego niepowtarzalnej techniki. Proszę bardzo – trwał nieustający popyt obrazy olejne Kochanowskiego. Wkrótce malarz zarzuci płótna dużych formatów (zresztą znakomite) i, jak dobry rzemieślnik, idąc za koniunkturą, pozostanie przy dziełkach rzadko przekraczających format bloku rysunkowego – i będą to pejzaże ze sztafażem malowane na deseczkach lub na tekturze.

Roman Kochanowski (1857-1945) "Poranek", źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Roman Kochanowski (1857 – 1945) „Poranek”, źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

To ciekawe, że aż tak pokupne – bo przecież te jego pejzaże niewiele miały wspólnego z ulubionymi przez mieszczan Stimmungami. To nie były malowane gładko widoki groźnych przełęczy i nie nastrojowe pogrzeby chłopskie z Galicji lub z Kielecczyzny. To, przeciwnie, dzieła, których nie wspomagała fabuła. Narracją był dukt pędzla, a zmysłowość tworzyły środki malarskie. Artysta wyrzekł się miękkich pędzli w włosia sobola i kuny. Używał wyłącznie pędzli twardych, szczecinowych, pomagał sobie palcem, paznokciem, tylcem pędzla. Malując – rysował. Pędzlem wyznaczał formę. Pędzlem ważył się obrysowywać obłoki! Kontur na chmurach w środku upalnego dnia – no, tego jeszcze nie było. Żadne tam jednak zapamiętanie. Kochanowski – pod pozorami biegu na żywioł – konsekwentnie konstruował obraz.

Roman Kochanowski (1857 - 1945) "Pejzaż z makami", 1890 rok, źródło: Agra-Art

Roman Kochanowski (1857 – 1945) „Pejzaż z makami”, 1890 rok, źródło: Agra-Art

Pisał nie kto inny, jak Józef Czapski:

„Na wystawie jednej z paryskich galerii widzę obraz Daubigny [jednego z wielkich malarzy grupy Barbizon] o mocnych walorowych kontrastach światła i cieni i szarpanych blaskach na niebie. Jakże to bliskie Kochanowskiego – pomyślałem odruchowo. Stosunek do natury barbizończyków, tych pierwszych francuskich twórców pejzażu XIX–wiecznego, grupy, do której należał i Théodore Rousseau i Daubigny, Millet i do pewnego stopnia Corot, mieli jakże podobne do Kochanowskiego podejście do natury, ten sam wobec niej modlitewny zachwyt, to samo nasiąknięcie natura i upór przekazania jej najwierniej. Co z tego, że Kochanowski kilka dziesiątków lat później malował! Jakże ciekawe byłoby obrazy tych malarzy porównać, stawiając je obok siebie”.

Tak porównywał znakomity eseista i ceniony malarz. Nie wiadomo, z jaką szkołą kojarzono Kochanowskiego w Monachium, wiadomo natomiast, że ojcu artysty, zamożnemu garbarzowi, marzył się powrót syna do Krakowa.

„Tak wyszedłeś z mody – pisał w liście – przez co pan [Jan] Stanisławski niepodzielnie panuje”.

Roman Kochanowski odpisał: „Tak zwana sława to dym dobry, ale do wędzenia kiełbas, grubo krajanych”.

Roman Kochanowski (1857 - 1945) "Pejzaż podkrakowski", 1886 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Roman Kochanowski (1857 – 1945) „Pejzaż podkrakowski”, 1886 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Źródła:

  • Roman Kochanowski (18571945), w 150. rocznicę urodzin (praca zbiorowa: Zofia Katarzyna Posiadała; Barbara Lewkowicz; Marek Sołtysik; Włodzimierz Odojewski, Monachium – Radom, 2007 r.

 

[Część II artykułu „Roman Kochanowski. Krakowianin w Monachium” -> przeczytaj]

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>