[Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu -> przeczytaj część I]

 

Potomek starego arystokratycznego rodu z Lotaryngii i polskich zamożnych ziemian, nałożył własne widzenie ówczesnej stolicy sztuki na romantyczną historię swego praszczura, oficera, który wskutek zatargu w wojsku wyemigrował z Paryża do Petersburga, gdzie został zarządcą stadniny na dworze carycy Katarzyny II. Ten pradziad i imiennik przyszłego artysty, owdowiały, ożenił się z Polką i osiadł na naszych ziemiach.

Przodek zrobił dobrą partię, późny wnuk robił dobre malarstwo. Żył jednak w fatalnych warunkach, z dnia na dzień, na kredyt. Płótna niewielkich formatów, sprzedawał na pniu za śmiesznie niewielkie pieniądze. Obrazy, kupowane przez turystów, szły w świat, już pewnie się nie odnajdą, rozsypane w niezliczonych zbiorach prywatnych, wskutek brzmienia nazwiska autora brane często za dziełka mało znanego Francuza.

Ludwik de Laveaux "Odpoczynek wieśniaczek", źródło: Desa Kraków

Ludwik de Laveaux “Odpoczynek wieśniaczek”, źródło: Desa Kraków

Ludwik de Laveaux "Przestrach (Strach / Trwoga / Judyta / Lady Makbet)", 1890 rok, źródło: własność prywatna

Ludwik de Laveaux “Przestrach (Strach / Trwoga / Judyta / Lady Makbet)”, 1890 rok,
źródło: własność prywatna

Był obraz, którego Ludwik de Laveaux nie zamierzał sprzedać. Jedną z wersji portretu przerażonej i przerażającej  kobiety artysta wystawił w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie na trzy lata przed śmiercią. Cała w czerwieniach Judyta (różne wersje tytułów płócien z tego cyklu: Przestrach; Trwoga; Lady Makbet) to nie ilustracja konkretnego przypadku sytuacji ekstremalnej. To próba utrwalenia chwili towarzyszącej szaleństwu. To alegoria zbrodni, której żaden cel nie jest w stanie uwznioślić. Ekspresja bez zahamowań. Trudno powiedzieć, czy te krwawe obrazy miały być w założeniu artysty popisem brawurowej techniki, czy były wynikiem halucynogennych pierwiastków wnoszonych przez laseczniki Kocha do wycieńczonego organizmu. Dość że wernisażowa publiczność miała o czym rozmawiać.

Zaprzyjaźniony z artystą pisarz i wydawca Ferdynand Hoesick porównywał w swych pamiętnikach rudowłosą modelkę pozującą de Laveaux do tych kompozycji, do fatalistycznej Manette Salomon, tytułowej bohaterki tyleż głośnej, ile mizoginicznej powieści braci Goncourt.

Wyjechał z Paryża i przez pół roku ratował siły w rześkim klimacie Bretanii, podtrzymywany w przekonaniu, że nie jest sam, przez opiekuńczego kolegę, także malarza, Stanisława Radziejowskiego, a także przez Aleksandra Gierymskiego, który, sam w kłopotach, zainteresował twórczością młodszego przyjaciela bogatego kolekcjonera Ignacego Korwin Milewskiego, ten zakupił wspomniany tu Autoportret de Laveaux do swego słynnego zbioru autoportretów najwybitniejszych polskich malarzy (niebawem podejmę ten temat osobny). W bretońskiej wiosce Crehen oczywiście malował, pisał w liście do wuja Borkowskiego Borkowskiego, brata matki: „żyję w przyjaźni z całą wioską. Pozują mi chętnie”.

Ludwik de Laveaux "Poranek po burzy", 1891 rok, źródło: Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Ludwik de Laveaux “Poranek po burzy”, 1891 rok,
źródło: Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Ludwik de Laveaux "Zachód słońca nad morzem", 1892 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Ludwik de Laveaux “Zachód słońca nad morzem”, 1892 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Nie będzie sielanki. De Laveaux ma na warsztacie serię obrazów o tragicznej wymowie. Morze, które wyrzuca na brzeg ciemny, brunatnosiny kształt. Zaczęło się od kompozycji realistycznej bez wątpienia studyjnej. Artysta był świadkiem, widział te zwłoki. Co się jednak dzieje w następnych etapach pracy? Otóż owo Morze o zachodzie słońca i Morze o wschodzie słońca (zawsze z topielcem) jest malowane techniką puentylistyczną! Trudno tu już pojąć intencje malarza, dla którego dotąd dukt pędzla i gry barwne były w warsztacie wartością pierwszorzędną – poza domysłem o modzie i, co za tym idzie, o rychłym nabywcy.

Ludwik de Laveaux "Opera paryska w nocy", 1892-1893 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Ludwik de Laveaux “Opera paryska w nocy”, 1892-1893 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Szukał nie tylko kunsthändlerów; poszukiwał własnej drogi; urodzony malarz, sensualista, w żadnej mierze nie manipulant, zatrzymywał się jednak dłużej przy puentylistach, impresjonistach, jakby zdziwiony, że tak również można, za każdym razem jednak odchodził do siebie, do warsztatu doskonalonego w Krakowie u Mehoffera i w Monachium u Ottona Seitza. Nie zdecydował się na roztrwonienie wartości, wręcz podstawy, jaką jest rysunek, na rzecz utrwalenia migawki, drgnienia świateł. Zemdlał przed sztalugą podczas malowania rzetelnie realistycznego stimmungu pt. Widok nocny Opery paryskiej i rue Aubert. Zmarł kilka tygodni potem, 5 kwietnia 1894 roku. Przeżył dwadzieścia pięć lat. Pochowany w Paryżu na cmentarzu Pantin. Jest nagrobek. Tam także pamiętają.

 

Źródła:

  • Ferdynand Hoesick, Powieść mojego życia […] Pamiętniki, Wrocław 1959.
  • Tadeusz Boy-Żeleński, Plotka o ‘Weselu’ Wyspiańskiego
  • Marian Trzebiński. Pamiętnik malarza, Wrocław 1958.
  • Aleksandra Melbechowska-Luty, [hasło „Laveaux Ludwik de”] w IV tomie Słownika Artystów Polskich…], Polska Akademia Nauk, Instytut Sztuki, 1986.

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>