O Marianie Ruzamskim pisałem już czterdzieści trzy lata temu. Mniej jednak jako o malarzu, bardziej o człowieku, który inspirował innych twórców. Dziś, gdy Ruzamski został wydobyty na światło dzienne, głównie przez znawców i miłośników sztuki w Tarnobrzegu, mieście, z którym był związany, zrobiło się dlań miejsce w historii sztuki.
Marian Ruzamski (1889–1945) kompletnie nie dbał o rozgłos. Urodzony w Lipniku, pod Bielsko-Białą, wychowany w Tarnobrzegu i Frysztaku, został wysłany do Krakowa, gdzie uczył się w Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego, wyjątkowo utalentowany plastycznie w szesnastym roku życia namalował niemal profesjonalna kopię Hylasa i nimf J.W. Waterhouse’a, a po maturze rozpoczął studia w zreformowanej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i był słuchaczem historii sztuki oraz prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na nauki łożył sowicie ojciec, Antoni, wzięty tarnobrzeski notariusz (od 1891 zmienił nazwisko rodowe Mazur na jego anagram z dodatkiem „ski”), stały korespondencyjny kontakt z Marianem miała matka, Wanda Neuman z domu Plassiard. Jeszcze jako gimnazista korzystał z każdej wolnej chwili, żeby oglądać obrazy w Muzeum Narodowym, całymi godzinami stał przed witrażami Wyspiańskiego w kościele Franciszkanów. Żal po śmierci Wyspiańskiego przelewał na kartony, na których kopiował rysunki i pastele autora Wesela. Jak wynika z listu Ruzamskiego do Tadeusza Żeleńskiego-Boya, jeden z takich jego rysunków stał się zarzewiem nieporozumienia, którego następstwa trafiły do prasy. Chodziło o słynną karmiącą, o Macierzyństwo Wyspiańskiego. Oryginał zawsze wisiał w mieszkaniu Boya (do obrazu pozowała żona Boya z maleńkim Stasiem), tymczasem na oficjalnej wystawie znalazł się pastel identyczny, figurujący jako dzieło Wyspiańskiego. Co się okazało? „Kopie poginęły – pisał do Boya Ruzamski – ale jedna [właśnie Macierzyństwo] wypłynęła jako autentyk Wyspiańskiego, uznany przez znawców”.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Autoportret”, 1943-1944 rok, źródło: Zbiory Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Xawery Dunikowski”, 1943-1945 rok, źródło: Zbiory Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
W Akademii studiował już w pełni świadomie w pracowniach Stanisława Dębickiego, Józefa Mehoffera, a przede wszystkim Jacka Malczewskiego. Artyści-pedagodzy, wśród nich także Wojciech Weiss, rektor Julian Fałat, tworzyli, wraz z pamięcią o niedawno zmarłych Stanisławie Wyspiańskim i Janie Stanisławskim, niewiarygodnie wprost niepowtarzalną atmosferę twórczą, dając możliwość obcowania adeptów z autorytetami. Rozmaitość twórczych postaw mistrzów – od pleneryzmu poprzez realizm do symbolizmu – stwarzała niejako paletę nieograniczonych możliwości dla tych studentów, którzy wcześniej, na kursach wieczornych, opanowali doskonale rysunek pod okiem pedagogów artystycznych, kształconych jeszcze w modelu akademickim. Rysunek więc to podstawa. Tak to rozumiał Marian Ruzamski i znajdował potwierdzenie w słowach uwielbianego mistrza Jacka Malczewskiego: rysunek przede wszystkim, dobrze postawiana forma, „dopiero potem kolor, pyłek motyli”.
Sześć lat studiów artystycznych uczyniło z Ruzamskiego niemal mistrza, o czym świadczy zarówno srebrny medal Akademii Sztuk Pięknych, jak i zdobyta w kwietniu 1914 roku I nagroda dla jego portretu olejnego w konkursie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Podróż do Paryża był tą nagrodą. Udało mu się uzyskać zwolnienie od służby wojskowej. Droga na zachód wolna. Nad Sekwaną wiosna dla Ruzamskiego przypadła na czas chronicznych przeziębień, latem natomiast, gdy wydobrzał, nie korzystał ze słonecznej pogody, lecz w chłodnych salach Luwru spędzał całe boże dnie, oglądając obrazy, podglądając dukt pędzla, tajemnice laserunków, sposoby nakładania impasta, wreszcie kopiując wielkie dzieła sztuki. Nad kopią Kąpiących się Fragonarda zastała go wiadomość o wybuchu Wielkiej Wojny.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Janina Pawlasowa”, 1932 rok, źródło: Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega
Marian Ruzamski (1889-1945) „Niebieska czapeczka (portret p. Czerwińskiej)”, 1929 rok, źródło: Kolekcja prywatna
„I byłaby skończona moja praca znojna, gdyby nie wybuchła europejska wojna” – napisał na odwrociu nie dokończonej kopii. Jako poddany austriacki nie mógł przebywać we Francji. Dokonał wyboru, jak się okaże, niefortunnego: jak tylko mógł najszybciej powrócił do Tarnobrzegu, do dostatniego domu rodziców. Drewniany dworek w ogrodzie wydawał się ostoją spokoju. Tymczasem wojska rosyjskie, wycofujące się po chwilowej okupacji miasta, zabrały Ruzamskiego w charakterze „jeńca cywilnego” do obozu w Charkowie.
Zakwaterowany w charkowskim Domu Polskim, a potem na nieodległej prowincji, korzystał ze względnej swobody, cierpiał jednakże głód. Miał ze sobą zapas olejnych farb, jeszcze z Francji, gdy rychło zbrakło niewielkich płócien, z którymi przyjechał, wyszukiwał zbędne kawałki tektur, gruntował je klejem stolarskim i malował na nich portrety mieszkańców, kwiaty i co tam jeszcze wedle życzeń. Pieniądze za to były małe, ale mógł się przynajmniej wyżywić i nie trzeba się było zapożyczać. Malarstwo, które uprawiał, i które wśród zwykłych ludzi budziło uznanie, tylko przez jakiś czas ratowało Ruzamskiego przed depresją. Cztery lata życia w niewoli odbiły się głównie na jego zdrowiu psychicznym. Uwolniony, jakimś trafem znalazł się w Piotrogrodzie. Nie wiadomo, co zamierzał tam robić, jest pewne, że tam zobaczył w oryginale obrazy od siedmiu lat nieżyjącego symbolisty Michaiła Wrubla, zachwycił się nimi i można zaryzykować przypuszczenie, że zetknięcie się z dziełami, jego zdaniem, genialnymi, pozwoliło mu stanąć na nogi. Skorzystał z bałaganu wynikającego z rewolucyjnego wrzenia, z obrazami na tekturach niewielkich rozmiarów i z paroma płótnami zdjętymi z krosien, a przede wszystkim z wolą przetrwania, z końcem 1918 roku wrócił do niepodległej Polski.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Dom rodzinny Mariana Ruzamskiego”, 1922 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Osiadł w Krakowie, uznając go za miasto bezpieczne, oprawione obrazy z niewoli wystawił w salonie dzieł sztuki Kazimierza Wojciechowskiego przy ul. św. Jana 3 (lokalu znanym potem artystom w latach 70. XX w. jako miejsce, gdzie można było oglądać najświetniejsze współczesne obrazy, już w państwowym salonie „Desa”). Portrety, pejzaże i martwe natury Ruzamskiego wzbudziły zainteresowanie publiczności i wywołały pozytywny głosy krytyki. Była bowiem w tych precyzyjnie wykończonych studiach pewna niespotykana czystość. Jasna forma, znakomity rysunek, siła sugestii bijąca z twarzy portretowanych, wszystkie te cechy zdawały się być wręcz oczekiwane przez widzów złaknionych harmonii po zakończonym koszmarze I wojny światowej.
Chętnie kupowano jego akwarele z motywami Wawelu, kościoła Mariackiego, panoramicznych wedut mglistego Krakowa. Raz po raz bywał w Warszawie, gdzie – zapewne z pośrednictwa brata Stanisława, publicysty – korzystał z porad lekarzy psychiatrów. Usiłował przełamać agorafobię, która nie ułatwiała mu tak kiedyś ulubionej pracy w plenerze. W lepszych chwilach namalował warszawskie Łazienki, chwalone przez recenzentów za maestrię warsztatu akwarelowego i oryginalność w ujęciu motywu. Krytycy zwracali uwagę na charakterystyczne rozmywanie form, nieco drażniące w sytuacji, gdy inne, zwłaszcza portretowe, studia artysty zalecały się doskonałym rysunkiem i precyzją w budowaniu nie tylko formy, lecz także jej szczegółów.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Wnętrze kościoła Mariackiego”, 1922 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Upłynie dziesięć lat, zanim, uspokojony, wróci do rodzinnego domu w Tarnobrzegu. Tymczasem w roku 1922 zainstalował się w Lwowie, gdzie pracował jako starszy asystent na wydziale architektury Politechniki, głównie w pracowni wybitnego architekta prof. Jana Sas-Zubrzyckiego. Oczywiście, malował, pisał, wystawiał jednak sporadycznie. Dopiero w roku 1927 urządził swoją retrospekcyjną wystawę w „Karaskovej Galerii” w Pradze (założonej przez Jiříeho Karáska ze Lvovic, pisarza, dekadenta głównego przedstawiciela czeskiego symbolizmu), zaproszony przez Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Czeskiej. Siedemdziesiąt obrazów, przychylne głosy krytyki, sukces.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Matka artysty w pokoju jadalnianym”, 1921 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Artysta nigdy się nie obnosił z rezultatami swoich osiągnięć, nie przywoływał więc głosów prasy, choć mógłby, zebrał przecież dużo recenzji. „Ekwilibrysta akwareli”, mistrz psychologicznego portretu, ponadto autor rozpraw o sztuce, w 1928 osiadł w Tarnobrzegu, już się zadeklarował jako prowincjusz. Nie znaczy to, że prowadził drobnomieszczański tryb życia. Przeciwnie, w tarnobrzeskich ramach umieścił dzieło, które przetrwało: skupiając wokół siebie środowisko artystyczne, złożone z bliskich mu ideowo i twórczo pisarzy i malarzy z różnych stron Polski, doprowadził do takiego połączenia indywidualizmów, które dało światu dzieło nie znajdujące odpowiednika we współczesnej kulturze. Oto dzięki setkom epistoł i dziesiątkom spotkań z pozoru towarzyskich świadomie zetknął ze sobą pisarza Emila Zegadłowicza i malarza Stefana Żechowskiego. Zegadłowicz u siebie w Gorzeniu Górnym pod Wadowicami pisał powieść, gotowe fragmenty przesyłał do Tarnobrzegu, gdzie w „Pawlasówce”, gościnnym domu doktorostwa Pawlasów, przyjaciół Ruzamskiego, siedział Żechowski, młodzieniec z Książa Wielkiego, i rysował wizyjne, finezyjne, doskonałe warsztatowo ilustracje do… do dzieła życia Zegadłowicza, dwutomowej powieści Motory, będącej poniekąd erotycznym testamentem pisarza. Książka z ilustracjami wyszła w roku 1938, skonfiskowała ją za niemoralność cenzura, Żechowski zdążył ocalić dla potomności kilkanaście egzemplarzy, ale to już inna historia.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Dziewczynka w kapturku (portret Alusi Pawlasówny)”, 1928 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Marian Ruzamski (1889-1945) „Janina Pawlasowa (portret żony dra med. Eugeniusza Pawlasa)”, 1929 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Wspólne dzieło pisarza i malarza, zainspirowane przez naszego bohatera, było zwieńczeniem dziesięcioletniej akcji. Pozostanie tajemnicą, skąd Ruzamski czerpał energię, żeby wpływać twórczo także na młodszych: poetę Stanisława Piętaka, prozaika Andrzeja Piwowarczyka. Udzielał się w Szczepie Rogate Serce Stanisława Szukalskiego, bardziej jednak jako teoretyk i przez pewien czas redaktor „Kraka”, pisma szczepu. Z Szukalskim zerwał z powodu tromtadrackich wypowiedzi mistrza – a choć do końca uważał go za wielkiego artystę, nie godził się na pewne akcenty szowinistyczne w jego pracy i myśli, zwłaszcza w sytuacji, gdy echa faszyzmu docierały zza zachodniej granicy. Prowadził ożywioną korespondencję z Tadeuszem Żeleńskim-Boyem, z Tuwimem. Żył skromnie z wynajmu domu, sam przeprowadził się do znajomych. Z konieczności porzucił zwyczaj nie sprzedawania swoich obrazów (mówił o nich „to moje dzieci”), sam i z pomocą przyjaciół szukał możliwości wykonywania płatnych portretów.
Marian Ruzamski (1889-1945) „Anielcia- złote dziecko”, 1916 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Marian Ruzamski (1889-1945) „Wanda Ruzamska (matka artysty w ogrodzie przed własnym domem”, 1920 rok, źródło: Kolekcja prywatna
Czwarty rok II wojny światowej w Tarnobrzegu pod okupacją niemiecką. Trudy przetrwania łagodziła materialna i moralna pomoc z „Pawlasówki”, od pani Janiny, już wdowy po doktorze Eugeniuszu Pawlasie. Wystarczył przecie jeden donos folksdojcza i 4 kwietnia 1943 roku Marian Ruzamski, oskarżony o „nie całkiem aryjskie pochodzenie” i o homoseksualizm, został aresztowany i wysłany do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Bronił się przed rozpaczą w obliczu ostateczności, rysował, talent mógł go ocalić, tak jak ocalił rzeźbiarza Dunikowskiego, malarzy Mieczysława Kościelniaka, Mariana Siwka. Z początkiem roku 1945, gdy do wyzwolenie było już tak blisko, znalazł się jednak w grupie więźniów, których Niemcy ewakuowali z KL Auschwitz. Skrajnie wycieńczony marszem głodowym na mrozie, dotarł do obozu w Bergen Belsen, gdzie zmarł 8 marca 1943 roku. Przez cały czas miał przy sobie teczkę ze swymi czterdziestoma dziewięcioma rysunkami i akwarelami z obozu śmierci. Przez Francję prace trafiły do Janiny Pawlasowej, dla której były przeznaczone, obecnie są one własnością Państwowego Muzeum KL Auschwitz w Oświęcimiu. Wszystkie razem wzięte przedwojenne recenzje twórczości Ruzamskiego, wykwintne w tonie i pełne wyszukanych figur stylistycznych, zdaje się równoważyć zdanie Jürgena Josepha Kaumköttera, pomysłodawcy berlińskiej wystawy „Kunst in Auschwitz”: „Prostota wyrażona w rezygnacji artysty ze wszystkiego, co mogłoby rozpraszać uwagę widza, odbija się w serii portretów autorstwa Mariana Ruzamskiego, w których już na pierwszy rzut oka nasuwa się podobieństwo do dzieł Hansa Holbeina młodszego”.
Źródła:
-
Andrzej Piwowarczyk, Trąbienie dwu słoni, „Twórczość” nr 11 /1956
-
Marek Sołtysik, Testament Zegadłowicza, „Życie Literackie” nr 14 / 1982
-
Janina Wiercińska, hasło: Ruzamski Marian Antoni w Polskim Słowniku Biograficznym, tom 33 / 1991
-
Alicja i Zbigniew Oniskowie, Tadeusz Zych, Marian Ruzamski 1889-1945, Tarnobrzeg 2000
-
Jürgen Kaumkötter, Kunst in Auschwitz 1940-1945 [katalog wystawy], Berlin 2005
-
Tadeusz Zych, Tarnobrzescy artyści, „Tarnobrzeskie zeszyty historyczne”, nr 25, styczeń/luty 2005
Autor: Marek Sołtysik
Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.
zobacz inne teksty tego autora >>














