Zanim na zawsze powalił go halny, ostatni wieczór spędził w przyjaznym otoczeniu bliskich osób, których jednak nie zniósłby jako domowników. Jerzy Panek (1918–2001) w pełnym tego słowa znaczeniu humanista, nade wszystko na świecie kochał sztukę. Ona była najbliżej – zazdrosna. W krakowskiej pracowni przy ul. Szerokiej mieszkał i tworzył przez połowę życia. Spośród zdobyczy cywilizacji tolerował u siebie elektryczność (goła żarówka u sufitu), wodociąg, kanalizację (ale bez ciepłej wody, bez pralki i bez wanny), centralne ogrzewanie. Warsztat stolarski, autentyczny, stabilny, służył mu zarówno jako miejsce do ‘haratania dech” (żłobienia w drewnie), jak i do odbijania z tych dech drzeworytów, ponadto do jedzenia (każdy posiłek dzielił sprawiedliwie: dla siebie i dla psa), jeszcze przed siedmiu laty do picia wódki. Po skomplikowanej operacji dochodził do siebie, lecz dopadł go wylew. Od 1991 roku tylko wyjątkowo opuszczał pracownię. Do siedemdziesiątki wagabunda, wystarczająco poznał oblicze świata; później siedząc na środku pracowni, poznawał do głębi siebie: swoją twarz obserwowaną bezlitośnie w starym lustrze, podarunku – co podkreślał – od Pugetów, świetnych rzeźbiarzy, baronów. Ten wielki artysta, o którego dzieła od końca lat pięćdziesiątych XX w. dobijali się europejscy marszandzi, nie miał samochodu, lodówki (uznawał tylko świeże), nie miał telewizora ani telefonu, odmówił dzwonka do siebie, gdy montowali domofon. Miał natomiast wrodzone poczucie przyzwoitości i intuicję mocną jak skalpel. Człowieka przyzwoitego potrafił odnaleźć nawet w kazimierskim menelu, a chama – w utytułowanym eleganciku. Bez względu na płeć wyrzucał z pracowni ludzi przychodzących z nie do końca sprecyzowanymi intencjami. Na odległość wyczuwał fałsz. Na stare lata przychodziła doń codziennie opiekuńcza kobieta, jedna z jego trzech wielkich, kiedyś wzgardzonych miłości. Kiedy w styczniu 1999 przyszedłem do niego z moją żoną, pisarką Jadwigą Nowak, Jan Fejkiel, marszand, biograf Panka i jego przyjaciel powiedział mu w zaufaniu, że ma niebawem otrzymać nagrodę wojewody, Jurek odparł natychmiast: – No, to znowu będą na mnie kląć. No, to w mordę!”. Nie miał złudzeń co do Krakowa, w którym mieszkał od siódmego roku życia. „Samo miasto – mówił mi – przygnębia siłą, dynamiką. Przedmieścia za to mają dużo żywotności. Dla malarza – tylko przedmieścia”.

Jerzy Panek (1918-2001) "Autoportret w białym kapeluszu II", 1960 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Autoportret w białym kapeluszu II”, 1960 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) "Autoportret w białym kapeluszu V", 1960 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Autoportret w białym kapeluszu V”, 1960 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Urodził się na przedmieściu Tarnowa w zabytkowym dworze drewnianym, zbudowanym bez jednego gwoździa. Przyszłego drzeworytnika otaczało drewno, z podziwem patrzył na dziadka, krawca u księcia Sanguszki, jak kredą rysuje na suknie przyszły kształt ubrań. Kiedy czeladnicy w przerwach w pracy śpiewali zamierzchłe pieśni (jeden z nich grał na cytrze), Jurek zostawiał zasłuchanego dziadka, brał wystudzony węgiel drzewny z żelazka, wychodził i rysował na bielonych ścianach dworu. Dostawał w skórę, sowicie opłacał samokształcenie. W 1925 z rodzicami i bratem osiadł na ówczesnym przedmieściu Krakowa, w Prokocimiu. Ojciec, drukarz u Anczyca i w Narodowej, przynosił do domu próbne odbitki, fascynujące chłopca. Dbał o jego wykształcenie. Jurek ukończył prestiżowe Gimnazjum im. Sobieskiego (wyniósł stamtąd m.in. świetną znajomość niemieckiego, do końca mówił po niemiecku z równą swobodą jak po polsku). We wrześniu 1939, zmobilizowany, zetknął się z tragizmem wojny. Poczuł strach na twarzach pięknych żołnierzy i w następstwie przeraźliwy smród. Z trudem można to było przełożyć na heroizm. Uciekł z niewoli niemieckiej, studiował w Kunstgewerbeschule, krakowskiej ASP – pod zarządem niemieckim, wyprofilowanej pod kątem nauki zawodu. Po klęsce pod Stalingradem Niemcy zamknęli i tę uczelnię. Aby uniknąć wywózki na roboty do Niemiec, Panek pracował m.in. jako rysownik w prosektorium Collegium Medicum UJ. Wykonał wtedy także 18 miniaturowych, pełnych ciepła, a zarazem ironicznego humoru, portretów zarządców majątku i fabryki wódek w Izdebniku. Dla Augustianów namalował Panoramę Jerozolimy. W 1943 został uwięziony w niemieckim hitlerowskim obozie pracy z Płaszowie…

Jerzy Panek (1918-2001) "Spadochroniarz I", 1963 rok, źródło: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

Jerzy Panek (1918-2001) „Spadochroniarz I”, 1963 rok, źródło: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

Jerzy Panek (1918-2001) "Niewidomi erotomani IV", 1993 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Niewidomi erotomani IV”, 1993 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) "Chiński Mur", 1956 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Chiński Mur”, 1956 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Po wojnie kończył studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Uczył malarstwa w Białymstoku, dłużej w Liceum Sztuk Plastycznych w Sędziszowie. W 1948 na Kongresie Pokoju widział z bliska Picassa w zbyt obszernym, jak mówił, pożyczonym ubraniu, ale „oczy były niezwykłe, głęboko patrzące”. Prowadził kursy rysunku w klubie budowlanych w Nowej Hucie, ale kiedy zatrudnił nagie modelki, zrobiło się swobodnie i wybuchł skandal. Z dyplomem ASP zasiadał w jury słynnej, na fali odwilży, przełomowej wystawy malarstwa niezależnego w warszawskim Arsenale. Ale najważniejsze były Chiny. Zasadnicze dla jego twórczości. Wyjechał „ze szczoteczką do zębów i chusteczką do nosa, jak bokserzy” w ramach tzw. wymiany kulturalnej. „W Polsce przewrót październikowy, Gomułka, na Węgrzech krwawa jatka – mówił Elżbiecie Dzikowskiej – a Chiny: wielki spokój. Nikt mnie o nic nie pytał. Tam była wieczność. Co za przyjemność: Chiny to kraj fachowców. Zetknął się tam ze sztuką rzeźby, z pieczęci, z kaligrafią. Odtąd już ciął na deskach, bez wstępnych szkiców. Robotę poprzedzał głęboką kontemplacją. Wybierał coraz twardsze gatunki drewna. Musiał być wolny. Po kilku próbach oparł się nawet Kantorowi, który pragnął go zaangażować jako aktora do teatru Cricot 2. Nie ustawał w pracy, z kolegami spotykał się tylko z okazji wystaw. W uznaniu maestrii artystycznej i siły bijącej z dzieł, twórca drzeworytów z serii Don Kichot został członkiem elitarnego Międzynarodowego Stowarzyszenia Drzeworytników XYLON. Autoportrety „haratał w dechach” przez całe życie. A jeszcze w rodzinnym mieszkaniu na przedmieściu Krakowa, w Prokocimiu, robił wstrząsające drzeworytnicze portrety Marii Blumenfeld, pierwszej ważnej kobiety w jego życiu, natchnionej, nieodgadnionej. Tamże powstawały Podpalaczki, Obłąkani, Kobiety w kaftanach bezpieczeństwa, tam też narodziły się cykle Chorągwie, Latawce.

Jerzy Panek (1918-2001) "Chorągiew I", 1962 rok, źródło: Desa Unicum

Jerzy Panek (1918-2001) „Chorągiew I”, 1962 rok, źródło: Desa Unicum

Jerzy Panek (1918-2001) "Profil podpalaczki", 1961/1992 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Profil podpalaczki”, 1961/1992 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) "Obłąkani I", 1958 rok, źródło: Desa Unicum

Jerzy Panek (1918-2001) „Obłąkani I”, 1958 rok, źródło: Desa Unicum

Jerzy Panek (1918-2001) "Latawiec IV", 1962 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Latawiec IV”, 1962 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

W 1962, już niemal klasyk, z książkową monografią autorstwa Jerzego Olkiewicza, przeprowadził się do niewielkiej pracowni w pojemnej plombie wśród starych żydowskich kamienic na rogu ulic Szerokiej i Józefa. Plombę świeżo wybudowano dla P – plastyków, A – aktorów, L – literatów, M – muzyków, A – architektów. Więc PALMA. Tam mieszkał i tworzył do końca. Dopóki chodził, spacerował z psem (Pimpek dożył siedemnastki, potem musiał go zastąpić Dudek), brał psa wszędzie, czy to głęboka noc, czy świt, kiedy trzeba był skądś wracać. Tęgi brodacz w kaszkiecie, był Panek charakterystyczną postacią. Kazimierski półświatek darzył go szacunkiem. Kiedyś podniósł z trotuaru narysowany niezdarnie przez kogoś stamtąd portret prywatnie poszukiwanego łobuza, z rysopisem i ostrzeżeniem. Rozprostował papier, wrócił do siebie i, zainspirowany, rozpoczął słynny cykl drzeworytów Listy gończe.

 – Tu każdy ruch jest nieodwołalny – mówił o pracy drzeworytnika. Skupienie przerwane bzdurną myślą… i dechę, efekt wielomiesięcznej pracy, trzeba dawać do heblowania. I od nowa. Dla PIW do jubileuszowego wydania Boskiej komedii Dantego dał serię ekspresyjnych Kobiet z piekła, głów potępionych – dzieł sztuki czystej, przystającej przecież do aury dzieła literackiego. Przeżywał i rysował wszędzie. Ale drzeworyty robił w pracowni. Ze świętym spokojem odrzucał z desek niepotrzebne kawały drewna, zostawiając te fragmenty, na których lwy ożyją, odbite czernią osobiście przez artystę na bibule japońskiej. Niektórych desek postanowił nie odbijać nigdy. Postały czyste, jakimi je stworzył.

Jerzy Panek (1918-2001) "List gończy XIII", 1975 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „List gończy XIII”, 1975 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) "List gończy XIV", 1975 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „List gończy XIV”, 1975 rok, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Z pozoru sybaryta, lubił pić wódkę z fachowcami, często byli to artyści z obcych mu formacji twórczych – na przykład Jerzy Potrzebowski, ocalały z niemieckich hitlerowskich obozów koncentracyjnych, autor pogodnych, zgrabnie malowanych realistycznych scen polskich polowań, wesel, widoków Krakowa, chętnie nabywanych w kraju i w Szwecji. Potrzebowski, po wypadku w Szwecji, ledwo żyjący rekonwalescent, zawiózł Panka do Pilicy w Olkuskiem i tam pokazał mu cmentarz żydowski. Zaraz za macewami rozciągał się widok na pole kości z rzeźni, ze stadami gawronów wydobywających spod wysypiska resztki mięsa. Pankiem wstrząsnął ten widok. Po kilku godzinach wrócił, zachwycony urodą lwów, płasko rzeźbionych na wiekowych macewach, Powstał piękny, pełen harmonii i słońca cykl drzeworytów Lewki z Pilicy, pamięci Potrzebowskiego, zgasłego w pięćdziesiątym trzecim roku życia, zdaniem Panka, w następstwie zamachu na tle politycznym. Pracował do końca. Nie mógł już „dechy haratać”. Rysując, coraz częściej korzystał z koloru. Więc pastel. Co tu gadać: był z temperamentu malarzem. Tak jak nasz wielki, już nieżyjący, przyjaciel, Stanisław Wójtowicz. Nie nakładali kresek. Urzeczeni Bonnardem, myśleli kolorem, który tworzy formę. W 1993, siedemdziesięciopięcioletni, już niepełnosprawny, z balkonikiem, został honorowym profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Oddano mu wreszcie sprawiedliwość.

Jerzy Panek (1918-2001) "Lew z Pilicy I", źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Lew z Pilicy I”, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) "Lew z Pilicy III", źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jerzy Panek (1918-2001) „Lew z Pilicy III”, źródło: Jan Fejkiel Gallery

Jakoś żaden w kolegów nie był go w stanie wybronić w 1968. Wtedy od roku wykładał malarstwo w ASP. Władze uczelni zaprosiły go na bankiet, imprezę zamkniętą, w Jamie Michalika. Panek w ferworze zabawy wszedł na stół i dźwięcznie, tenorem bohaterskim, zaśpiewał po niemiecku pieśń z I wojny światowej. Konsternacja. Różnie potem gadali. Tak mi to Panek relacjonował w jednej z ostatnich rozmów: „Jakiś ważny sekretarz partii odezwał się na to nietaktownie. – Bucu! – mu powiedziałem. Tak skończyła się jego kariera akademicka. Może i dobrze, że pozostał w swoim azylu na krakowskim Kazimierzu. On, który życie traktował poważniej niż ci, dla których najważniejsze jest zrobienie kariery i jej utrwalanie na siłę. On, który godził się, żeby przyjaciele psychiatrzy, Antoni Kępiński i Jan Mitarski, przebrali go, godnie się prezentującego, w kitel lekarski i podczas obchodu zdawali się na jego takt, intuicję i dobroć. Potrafił od pacjentów wydobyć takie zwierzenia niezbędne do prowadzenia dalszej terapii, jakich nie zdecydowaliby się oni przekazać żadnemu innemu człowiekowi w białym kitlu.

 

Jerzy Panek (1918-2001) "Der Tourist II (Turysta II)", 1973/1991 rok, źródło: Connaisseur

Jerzy Panek (1918-2001) „Der Tourist II (Turysta II)”, 1973/1991 rok, źródło: Connaisseur

Jerzy Panek (1918-2001) "Biały koń", 1959 rok, źródło: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

Jerzy Panek (1918-2001) „Biały koń”, 1959 rok, źródło: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

 

Źródła:

  • Jan Fejkiel, Jerzy Panek „Ego sum”. W 100. lecie twórczości artysty, Kraków 2018 r.

  • Elżbieta Dzikowska, Jerzy Panek. To, co najważniejsze. Film dokumentalny, 2001 r.

  • Rajmund Kalicki, Dziennik podróży na Ocolorę, Warszawa 2017 r.

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>