[Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu -> przeczytaj część I]

 

Był jednym z filarów Młodej Polski. Dotychczas związany głównie z Warszawą, z Wołyniem i Podolem, w roku 1895 przyjął propozycję Juliana Fałata, dyrektora odnawianej Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie, i podjął pracę pedagoga-artysty. Z Krakowem będzie związany przez trzydzieści pięć lat. Nikt – poza Wyspiańskim – nie pozostawił tak indywidualnie twórczego dorobku związanego z motywami krakowskimi, nasyconymi kulturą, sztuką i historią, ile Leon Wyczółkowski, przybysz zza kordonu. Nie przestał nim być dla kolegów z Galicji nawet po tym, jak zrzekł się niebawem poddaństwa rosyjskiego i uzyskał obywatelstwo austriackie.

Raziły go skłonności do intryg; sam, otwarty, potrafił w obronie honoru stanąć do pojedynku. To temat na oddzielny felieton. Opiekował się utalentowanymi kolegami, którym brakło szczęścia i zdrowia.

Leon Wyczółkowski w Zakopanem, źródło: wyczolkowski.pl

Leon Wyczółkowski w Zakopanem, źródło: wyczolkowski.pl

Wyjeżdżał do Zakopanego; w Tatrach, z utensyliami malarskimi, eksperymentował, jak impresjoniści, ze światłem pełnego dnia, świtu, zmierzchu, malując, głównie pastelami, ten sam motyw – i niezupełnie ten sam. Rzeźbił, prócz Sarkofagów kilka wersji głowy Natałki, podług rysunków wykonywanych na Kresach i z przypomnienia… Wyrzeźbi i odleje w brązie konnego Husarza, naturalnej wielkości, z myślą o pomniku na grobie Matejki. Rzeźba to jednak nieledwie ciekawostka wobec znaczenia Wyczółkowskiego-grafika w sztuce światowej przełomu XIX i XX wieku.

Leon Wyczółkowski "Natałka", projekt 1893 rok, odlew 1896 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leon Wyczółkowski „Natałka”, projekt 1893 rok, odlew 1896 rok,
źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leon Wyczółkowski "Husarz siedzący na koniu", 1907 rok (wg projektu Jana Matejki), źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leon Wyczółkowski „Husarz siedzący na koniu”, 1907 rok (wg projektu Jana Matejki),
źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Dziś studia na wydziałach grafiki w ASP trwają pięć lat, studentem opiekuje się grono artystów praktykujących wszystkie dziedziny grafiki artystycznej. W tym zestawieniu Genialny Leon Wyczółkowski jawi się jako samouk! I arcymistrz w jednej osobie. Autolitografie, oleolitografie, akwatinty, fluoroforty, druk płaski, druk wklęsły, sztuka wytrawiania, odbijania grafik, gromadzenie sprzętu, w tym świetnej prasy litograficznej (ofiarowanej mu przez Feliksa Jasieńskiego-Mangghę) i najważniejsze: rysowanie: precyzyjne, a przecież – fakt – żywiołowe. Coraz bardziej przypominała królestwo alchemika pracownia Wyczółkowskiego, w której funkcjonowała wymyślona przezeń sztaluga na szynach (umożliwiająca manewr „odejścia” od pracy, celem jej zobaczenia z dystansu, bez konieczności opuszczania krzesła).

Józef Pieniążek "Profesor Leon Wyczółkowski w swojej pracowni", 1925 rok, źródło: Nautilus

Józef Pieniążek „Profesor Leon Wyczółkowski w swojej pracowni”, 1925 rok,
źródło: Nautilus

Leon Wyczółkowski w pracowni przy sztaludze własnego pomysłu, źródło: Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy

Leon Wyczółkowski w pracowni przy sztaludze własnego pomysłu,
źródło: Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy

Pełne rozmachu litografie, ze światłem wpuszczanym między kamień, na którym rysował, a tłustą kredkę i tusz – wśród nich serię wizerunków przewodnika tatrzańskiego Szymona Tatara – robił na przemian z mocnymi kolorystycznie pastelami i olejnymi obrazami – z nastrojem. Doktor Teodor Rydygier z asystentami przy pracy, oczywiście w dwóch wersjach, liczne wizerunki Mangghi w różnych sytuacjach, a także Erazma Barącza, przemysłowca o heroicznej twarzy. Jako jeden z pierwszych twórców młodopolskich, już profesor nadzwyczajny, namalował w roku 1899 w Bronowicach portret Jadwigi Mikołaczykówny, niebawem żony Lucjana Rydla, ata później Panny Młodej w Weselu Wyspiańskiego. Wielokrotny laureat Nagrody im. Probusa Barczewskiego, przyznawanej corocznie za najlepszy obraz przez Akademię Umiejętności, zbierał także srebrne i złote medale na międzynarodowych wystawach w Paryżu i Saint Louis. Pamiętał o kolegach artystach. Na Cmentarzu Rakowickim, na grobie Antoniego Kurzawy, tragicznego rzeźbiarza, tego, co w uniesieniu rozbił swe dzieło, własnym sumptem postawił odkutą w piaskowcu jego rzeźbę Anioł zrywający pęta.

Leon Wyczółkowski "Szymon Tatar", 1908 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Leon Wyczółkowski „Szymon Tatar”, 1908 rok,
źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Leon Wyczółkowski "Portret dr Ludwika Rydygiera z asystentami ", 1897 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Leon Wyczółkowski „Portret dr Ludwika Rydygiera z asystentami „, 1897 rok,
źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Hiszpania, Włochy… Szukał światła i słońca na całym świecie. Odbywał podróże artystyczne z Mangghą, z kolegą profesorem ASP Wojciechem Weissem, z Franzem Fiszerem, królem finezyjnego dowcipu, gościł z warsztatem malarskim u Tyszkiewiczów w Połądze nad Bałtykiem na Litwie. Potem Sopot. I znów bliżej południa: Huculszczyzna, Bukowina. Ale to już były podróże profesora Wyczółkowskiego – od 1909 rektora macierzystej uczelni, przemianowanej na Akademię Sztuk Pięknych. Z tamtego czasu pochodzi wirtuozerski Autoportret w japońskim kaftanie, powstały także teki graficzne Ukraińska, a nieco wcześniej Wawel. Na wzgórzu Wawelskim spędzał długie miesiące; Czarny Chrystus – Krucyfiks Królowej Jadwigi, średniowieczna rzeźba ołtarzowa z potężną siłą przyciągania, znalazła w Wyczółkowskim partnera mistycznego dialogu.

Leon Wyczółkowski "Chrystus wawelski", 1924 rok, źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Leon Wyczółkowski „Chrystus wawelski”, 1924 rok,
źródło: Salon Dzieł Sztuki Connaisseur

Leon Wyczółkowski "Feliks Jasieński przy organach", 1902 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Leon Wyczółkowski „Feliks Jasieński przy organach”, 1902 rok,
źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Odchorował strajki studenckie i scysje między profesorami, 30 listopada 1911 zrzekł się stanowiska rektora. Po rekonwalescencji i stworzeniu serii celnych portretów litograficznych wybrał się w towarzystwie adwokata Teodora Koscha w podróż: Anglia, Szkocja, Holandia, Norwegia, Dania – i tam bliski kontakt z dziełami poprzedników. To już jednak był koniec barwnego świata. Wielka Wojna poraziła okrucieństwem nie tylko nadwrażliwych. Wyczółkowskiego zaskoczyła na Malinowszczyźnie koło Mińska. Trafia po perypetiach do Warszawy, jako obywatel austriacki ukrywa się w domu Juliusza Hermana, bogacza, handlowca, malarza, prezesa Zachęty. Walcząc z początkami depresji malował dachy starej Warszawy. Po wszystkich tych okropnościach znajdą się one w nowej tece.

Leon Wyczółkowski "Dachy kamienic (Stara Warszawa)", 1916 rok, źródło: Desa Unicum

Leon Wyczółkowski „Dachy kamienic (Stara Warszawa)”, 1916 rok, źródło: Desa Unicum

Źródła:

  • Leon Wyczółkowski / Listy i wspomnienia, opracowała Maria Twarowska, Wrocław 1960.

  • Franciszek Klein, Notatnik krakowski, Kraków 1965.

 

[Część III artykułu „Co wyczuł Wyczół” już wkrótce!] 

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>