[Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu -> przeczytaj część I]

 

Piotr hrabia Michałowski, syn senatora Wolnego Miasta Krakowa i matki ze szlacheckiej rodziny Morsztynów, starannie wykształcony na Uniwersytecie Jagiellońskim (nauki przyrodnicze i humanistyczne) i na uniwersytecie Jerzego Augusta w Getyndze (prawo), poliglota, za granicą chwytał każdą okazję, żeby rysować konie i jeźdźców, wykorzystując umiejętności nabyte jeszcze w Krakowie pod okiem Michała Stachowicza, Józefa Brodowskiego, Franciszka Lampiego. W Hanowerze, gdzie odbywały się parady wojskowe, szkicował szczegóły, mając już koncepcje tych obrazów, które namaluje po latach.

Po powrocie do kraju dał się poznać jako wyborny karykaturzysta; podczas rautów arystokratów nie rozstawał się ze szkicownikiem. Wcześniej Niemcy podziwiali szybkość jego ręki, gdy rysował konie pocztowe wyprzęgane na zmianę. Podobnie będzie we Włoszech. – „E viva il pittore!” – usłyszy rysujący w plenerze.

Piotr Michałowski "Kiełznanie perszeronów", źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Piotr Michałowski „Kiełznanie perszeronów”, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Tworzył sporadycznie. Od roku 1823 przez siedem lat w służbie publicznej, z przydziałem do Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, zreformował krajowe górnictwo i hutnictwo po zapoznaniu się z funkcjonowaniem zakładów we Włoszech oraz po fachowych konsultacjach we Francji i Anglii. W Anglii przecież, jako jeden z pierwszych, narysował walczących bokserów.

Powstanie listopadowe. Michałowskiego, naczelnika Oddziału Hut w Wydziale Górnictwa Krajowego, właśnie ożenionego z Julią hr. Ostrowska, widzimy w Białogonie, gdzie zawiaduje produkcją broni. Po klęsce powstania Ostrowscy zamieszkują we Francji, Michałowski w ślad za nimi opuszcza Kraków; jego ostatnim rysunkiem z Galicji jest datowany 11 stycznia 1832 Żyd.

Francuscy mistrzowie pędzla w ślad za rewelacyjnymi opiniami Charleta zapraszają Michałowskiego do pomocy w rysowaniu koni. – „Cały Paryż jest zachwycony końmi Micalouskiego [Michałowskiego]” – napisze wielki Delacroix.

Piotr Michałowski "Błękitny chłopiec", źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Piotr Michałowski „Błękitny chłopiec”, źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Piotr Michałowski "Konie", źródło: Muzeum Sztuki w Łodzi

Piotr Michałowski „Błękitny chłopiec”, źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach

Drogo sprzedawał swoje znakomite akwarele na rzecz polskiego uchodźstwa. W Paryżu założył pracownię, przez trzy i pół roku oddawał się wyłącznie sztuce. Malował potyczki, jeźdźców w bitewnych zmaganiach. Znawcy podziwiali siłę wizji i doskonałość warsztatu. Z Krakowa wezwał go – nie artystę, lecz dziedzica – dogorywający ojciec.

Krakowski autorytet, artysta i pedagog, Wojciech Korneli Stattler, wyraził się o Michałowskim, że „malarstwo nie zaspokajało go wcale”. Ale jak mogło być, skoro nazywany „malarzem europejskiego wzięcia” musiał opuścić Paryż – gdzie żył w glorii –  żeby gospodarować w podmiejskim majątku Krzysztoforzyce, prezesować w krakowskim Ratuszu… Ufundował zakład dla osieroconych chłopców… Urządził sobie pracownię ze specjalnymi urządzeniami do podnoszenia koni, by można je było rysować w ruchu.

Arcymistrzowskie portrety chłopów poprzebieranych to za rycerza (Seńko w misce balwierskiej na głowie), to za kardynała, twarze dzieci, wizerunki Żydów – wszystkie te płótna powstawały na marginesie zajęć, które artysta uważał za obowiązkowe. Tylko w sztuce, którą uprawiał, nie znał rygorów. Z perfekcyjnie opanowanym warsztatem mógł sobie pozwolić na taką wolność.

Piotr Michałowski "Żydzi", źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Piotr Michałowski „Żydzi”, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Piotr Michałowski "Studium chłopa w kapeluszu", źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Piotr Michałowski „Studium chłopa w kapeluszu”, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Gdy od 1841 czas dzielił między podprzemyskie Bolestraszyce, gdzie dzierżawił majątek rodziny żony i oczywiście malował, a podróże do Wiednia, gdzie miesiące spędzał na studiowaniu malarstwa hiszpańskiego i flamandzkiego, powstawały jego dynamiczne, niekończące się cykle Szarży na Somosierrę. Z Madery wracał do Krzysztoforzyc. Tam  nawrót choroby serca nie pozwolił mu dokończyć wizjonerskiego portretu Napoleona.

W osobie zmarłego w pięćdziesiątym piątym roku życia jednego z największych malarzy polskich żegnano na cmentarzu Rakowickim filologa, zwierzchnika, administratora, dyplomatę. O tym, że malował – napomykano po pogrzebie w prywatnych rozmowach.

Piotr Michałowski "Szarża w wąwozie Somosierry", źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Piotr Michałowski „Szarża w wąwozie Somosierry”, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Piotr Michałowski "Napoleon na koniu", źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Piotr Michałowski „Napoleon na koniu”, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Źródła:

  • Mieczysław Sterling, Piotr Michałowski. Warszawa 1932.
  • Jerzy Sienkiewicz, [Wstęp] w: Piotr Michałowski, Warszawa 1964.

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>