Od dalszych krewnych polskiego malarza Stanisława Żukowskiego dowiedziałem się niedawno o czymś, co może utwierdzać wiarę w siłę malarstwa i co jest pochwałą wytrwałości twórcy na kamienistej drodze kariery. Oto jedna z uczennic artysty natrafiła w gruzach pracowni Żukowskich, w kamienicy spalonej przez Niemców w odwecie za Powstanie Warszawskie, nieduży obraz artysty, w nadpalonych ramach. Odrestaurowany pejzaż Żukowskiego przez kilka lat wisiał w jej mieszkaniu, a nad nią wisiało widmo niedostatku. Płótnem zainteresował się ktoś, kto mieszkał na Zachodzie i do Warszawy wpadł w odwiedziny: kupił dzieło – a pieniądze z transakcji umożliwiły dawnej uczennicy nabycie domku. Do niedawna Stanisław Żukowski (1875–1944), autor obrazów znanych na Zachodzie i Ameryce, wystawionych w muzeach Rosji, Białorusi i Ukrainy, w Polsce był zapomniany. A był Polakiem i ostatnie dwadzieścia jeden lat życia spędził w Warszawie. Urodzony w polskim domu w Jędrychowicach koło Wołkowyska na Białorusi, syn i wnuk powstańców styczniowych, szlachciców z odebranym przez Rosjan majątkiem, gdy dorastał, osierocony przez matkę, z Wierzbickich, będącą dlań uosobieniem polskiej damy wykształconej we Francji, po nauce w szkole realnej w Białymstoku, gdzie pozwalał mu rozwijać zdolności rysunkowe Siergiej Jużanin, mimo sprzeciwu ojca, który uważał, że szlachcicowi „nie wypada”, wyjechał do Moskwy na studia w Szkole Malarstwa, Rzeźby i Architektury. Jego profesorami malarstwa byli m.in. Leonid Osipowicz Pasternak (ojciec Borysa Pasternaka, sławnego potem autora Doktora Żywago) i Abram Jefimowicz Archipow, znakomici malarze, realiści, których płótna grawitowały wtedy w stronę impresjonizmu. Uczelnia z takimi profesorami gwarantowała adeptowi nie tylko opanowanie techniki, lecz także możliwość nabycia i utrwalenia umiejętności zastosowania malarskiego gestu. Kiedy znakomity pejzażysta Isaac Lewitan po zmiennych kolejach losu wrócił do moskiewskiej Szkoły Malarstwa, Rzeźby i Architektury, już jako wykładowca, na którejś z dorocznych wystaw uczniów zobaczył i wysoko ocenił pejzaże Żukowskiego. Choć nie był jego bezpośrednim profesorem i przeto trudno mówić o wpływach (zwłaszcza ze Żukowski już w roku w1895 – dwa lata przed kontaktem z Lewitanem – namalował Las. Paprocie. Zachód słońca, tematyką i nastrojem pokrewny obrazom mistrza), to przecież wiadomo: zetknęły się bratnie dusze.

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Pejzaż",  ok. 1895 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Pejzaż”, ok. 1895 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Cerkiew", 1905 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Cerkiew”, 1905 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Żukowski, pracowity, płodny i z obrazami dającymi się zauważyć, jeszcze przed ukończeniem studiów, znalazł się w szeregach Pieriedwiżników, świetnych malarzy realistów, przede wszystkim petersburskich, ale moskiewskich także, tworzących szeroko rozumianą sztukę narodową z dążeniami postępowymi zarówno w formie dzieł, uwzględniających zdobycze impresjonizmu, jak i w odważnych treściach, drążących kwestię nierówności społecznej. Znalazło się tam miejsce także dla pejzażystów, no, ale te pejzaże musiały być więcej niż mistrzowskie. Podczas gdy Lewitan w swych krajobrazach wydobywał powietrzność, przejrzystość poranków, dojrzałą ospałość południa, Żukowski, penetrując wnętrza puszczy, nabłyszczający tafle jezior, obserwujący słońce, które dopiero będzie wschodzić, przedstawiał ciemniejsze, bardziej poważne oblicze przyrody. Sarmacka tajemniczość, rzekłbym, cokolwiek egzotyczne podejście do tematu. A to się podobało. W 1900 roku Żukowski pokazał na wystawie Pieriedwiżników zimowy pejzaż Księżycowa noc. Stary dom w srebrnej poświacie. Apogeum nastroju. W rezultacie duży srebrny medal i nabycie obrazu do Galerii Tretiakowskiej. Sam Paweł Trietiakow, filantrop i kolekcjoner, kupował potem do swej galerii liczne płótna malarza Polaka. Pieriedwiżnicy – jako Towarzystwo Objazdowych wystaw Artystycznych – docierali do nieco zapomnianych przez kulturę zakątków wielkiej Rosji. Toteż – poza metropoliami – w Charkowie, Kijowie, Kazaniu, Rydze, Odessie można było oglądać bardzo dobre malarstwo. W latach 1871–1923 urządzono czterdzieści osiem wystaw. W większość z nich brał udział Stanisław Żukowski. Przed rewolucją był ważną postacią w życiu artystycznym Rosji, znany jako „polski pan”, pożądany na salonach, udzielał się w kabaretach, był dla młodszych inspiratorem i nienachalnym nauczycielem.

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Dworek w Wiatce z koniem", ok. 1919/1920 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Dworek w Wiatce z koniem”, ok. 1919/1920 rok, źródło: Sopocki Dom Aukcyjny

Nasz artysta podróżował po Europie. Szkicował motywy pejzażowe podczas pobytów studyjnych w Szwajcarii, Niemczech, we Francji i we Włoszech. W centralnej Rosji odwiedzał majątki szlacheckie, malował dworki, jakby w przeczuciu rychłego ich rozpadu i potrzeby ocalenia od zapomnienia. Poezja starego gniazda szlacheckiego to jeden z tytułów jego licznych, powstałych tam prac. W niemal ostatnim momencie, w 1916, w Brasowie, w majątku wielkiego księcia Michała Romanowa, uwieczniał na płótnach wnętrza pałacu. Przez kilka lat jeździł na letniska do guberni twerskiej, w majątku Ostrowki. Jego obrazy bardzo się podobały członkom rodziny carskiej, miały ogromne wzięcie nie tylko w Rosji. Już wtedy trafiały na zachód Europy i do Ameryki. Pierwsza żona, Rosjanka, Aleksandra Ignatiewa, którą poznał jeszcze w moskiewskiej szkole artystycznej, pozowała mu do sztafażu w obrazach przedstawiających wnętrza dworków, przydworskie parki. W białych letnich strojach – jak zauważa Iryna Syzonenko, autorka pierwszej próby monografii artysty – przypominała mu utraconą matkę – nie tylko strojem i klasą, ale także swobodną konwersacją w języku francuskim. Fascynacja nie trwała długo. Żukowski, z żyłką pedagogiczna, już w Moskwie założył w roku 1906 kameralną szkołę rysunku i malarstwa (uczył się w niej m.in. poeta Włodzimierz Majakowski, zanim rozpoczął regularne studia artystyczne). Jedna z uczennic, Polka, Zofia, zanim została nową panią Żukowską, musiała ponosić trudy życia w wolnym związku, ponieważ pierwsza żona nie zgadzała się na rozwód. Paradoksalnie – wrzenie rewolucyjne, które obracało w proch dotychczasowy porządek, umożliwiło parze dopełnienie formalności. Po wojnie polsko-bolszewickiej i traktacie ryskim Żukowski mieli możliwość wyjazdu do niepodległej Polski. Nie skorzystali – złagodzili jednak trudy pobytu w niebezpiecznej porewolucyjnej Moskwie i przenieśli się do Wiatki, notabene do niedawna miejsca zesłania polskich patriotów. Na prowincji było spokojnie i do czasu wydawało się w miarę normalnie. Dlaczego w ogóle pozostali w Rosji? Otóż artysta opiekował się sparaliżowanym bratem Bolesławem i łożył na utrzymanie bratanicy. Dopiero po śmierci brata i po ustabilizowaniu się bratanicy dzięki małżeństwu z Rosjaninem, w 1924 roku ruszył z żoną do Polski. Zanim to nastąpiło, bywało bardzo niebezpiecznie.

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Przed maskaradą", 1923 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Przed maskaradą”, 1923 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Północ", 1922 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Północ”, 1922 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

W Wiatce Żukowski włączył się w życie kulturalne. Dobrze był widziany, tam jeszcze po staremu, jako przybysz z lepszego świata. W Wiatce jeszcze nie było ani zgiełku, ani głodu. Wyreżyserował w miejskim Teatrze Dramatycznym Matkę Przybyszewskiego – z wielkim sukcesem i z własnoręcznie malowanymi dekoracjami. Brał udział w wystawach zbiorowych, ani na jotę nie zmienił stylu swojego malarstwa. Chłonął przyrodę i przekazywał jej tajemnicze, zdziczałe piękno. Malował dużo, nowe motywy same się cisnęły pod rękę. Gdy jednak przystąpił do przygotowań do indywidualnej wystawy malarstwa, natrafił na zdecydowany opór. Zasmucony i zrażony zawiścią kolegów zdecydował się na powrót do Moskwy. Tam jednak, gdy bez przeszkód urządził wystawę sześćdziesięciu obrazów, które podobały się publiczności, natrafił na groźnego przeciwnika. Mało powiedziane – na wroga. Oto jeden z bolszewickich krytyków A.E. (nazwisko już dziś nic nam nie mówi) w dorocznym almanachu zaatakował malarstwo Żukowskiego, autora nazywając „prostytutką”, a jego sztukę – „Zero”. Podobno artysta odszukał towarzysza A.E. i w redakcji, publicznie, wymierzył mu policzek, a almanach rzucił pod nogi. Niebawem inny proletariacki krytyk D.M. (dziś nikomu nie znany) podsumował: „głos Żukowskiego to już przebrzmiała pieśń”. Nie było się na co oglądać. NKWD deptało po piętach. Życie uratowała mu polska placówka w Moskwie. Zgłosił się do konsula, potwierdził polskie obywatelstwo. Wyjazd, już bez ociągania się!

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Przedwiośnie", ok. 1930 rok, źródło: Agra Art

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Przedwiośnie”, ok. 1930 rok, źródło: Agra Art

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Pejzaż z Puszczy Świsłockiej", ok. 1930 rok, źródło: Rempex

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Pejzaż z Puszczy Świsłockiej”, ok. 1930 rok, źródło: Rempex

Osiadł w Warszawie. Stać go było na mieszkanie przy reprezentacyjnej ulicy Koszykowej, z pracownią dla siebie oraz dla żony, która z upodobaniem malowała kwiaty. On, zaniechawszy podpisywania prac cyrylicą, kontynuował swoją twórczość: nastrojowe pejzaże z charakterystyką wszystkich pór roku, ze słońcem przedostającym się poprzez konary drzew, krajobrazy z architekturą z efektami świetlnymi lampek naftowych, pochodni, świec, wreszcie „interiory”: wnętrza salonów, bibliotek, buduarów. Jego malarstwo to nie jest łatwe przedstawienie otaczającej rzeczywistości, nie wywołuje natychmiastowego zachwytu w sensie okrzyków „O, jaka ta woda mokra!”, nie kusi iluzjonizmem ani cudeńkami spod ręki prestidigitatora; sztuka Żukowskiego zachowuje powagę, oferuje konkret, rzetelność, a dopiero w ostatecznym rezultacie nastrój. Ma swój ciężar i przetrwa nie zdmuchnięta. Takie obrazy wystawiał w warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych, coraz częściej w ekspozycjach firmowanych przez zachowawczą grupę realistów „Pro Arte”. Już w lutym 1924 przywitał go świetny kryty, poeta Jan Żyznowski, pisząc w „Tygodniku Illustrowanym: „Żukowski nie uległ, nie poddał się całkowicie rosyjskiej szkole malarstwa, natomiast zniewolili go tamtejsi ludzie, tamtejsze słońce, ziemia, drzewa, kwiaty. […] Jego wnętrza przypominają przez pewną szczególną nastrojowość romanse rosyjskie –naturalistyczne zresztą pojękiwania z koniecznymi łzami, śmiercią, rozpaczą itd.”. W grudniu tegoż roku Żukowski otrzymał nagrodę „Kuriera Warszawskiego” (w wysokości dwóch pensji nauczyciela) za obraz Zielony gabinet, motyw z Łazienek królewskich. W maju 1925 wystawiał na paryskim Salon de la Société Nationale des Beaux-arts w towarzystwie m.in. Vlastinila Hofmana, Bolesława Biegasa, Teodora Axentowicza, Tadeusza Styki. Podczas otwarcia Salonu 1931 ogłoszono, ze Żukowski otrzymał I nagrodę Miasta Stołecznego Warszawy w wysokości 1000 zł (równowartość ośmiu miesięcznych wynagrodzeń nauczyciela). W ścisłym środowisku zaliczano go do „najtęższych artystów”.

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Lipiec", ok. 1938 rok, źródło: Agra Art

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Lipiec”, ok. 1938 rok, źródło: Agra Art

Stanisław Żukowski (1873-1944) "Puszcza. Zachód słońca zimą", 1923 rok, źródło: Agra Art

Stanisław Żukowski (1873-1944) „Puszcza. Zachód słońca zimą”, 1923 rok, źródło: Agra Art

W 1932 w „Tygodniku Illustrowanym Wacław Husarski zauważał jednak, że orientacja artysty „nie jest nawet konserwatywna, ale po prostu – zapóźniona”. Określając go jako spadkobiercę Lewitana, może nawet epigona rosyjskiego mistrza, wywodził sprawiedliwie: „Archaiczność taka budzi oczywiście w pierwszym odruchu pewną nieufność. I dopiero bliższe wejrzenie w tę sztukę każe nam stwierdzić, nie bez zdziwienia, że pod jej przestarzałą koncepcją kryją się tym razem wartości wcale nie przeciętne. Realizm tedy krajobrazów Żukowskiego jest realizmem poważnym, wnikliwym, odtwarzającym istotę rzeczy, a nie zewnętrzne pozory”. Przygaszona gama barwna, ciemne zielenie, sinawe błękity i gdzieniegdzie niewielki a mocny akcent światła, wszystkie te cechy wprost lokowały obrazy Żukowskiego, dając mu miejsce (po zmarłym pejzażyście Józefie Rapackim) w wytwornych gabinetach. Miłośnikiem twórczości artysty repatrianta okazał się sam prezydent Ignacy Mościcki, który kupował jego pejzaże i zaszczycił swoją osoba wystawę około stu płócien Żukowskiego, wystawionych w gmachu Sejmu Śląskiego w Katowicach. Sztuka artysty znalazła niebawem licznych amatorów pośród przemysłowców europejskich. Wiele jego prac popłynęło do Ameryki. Żukowski wystawiał w kraju i za granicą, nie należał do czołówki artystów polskich, obce mu bowiem były awangardowe eksperymenty, tak chętnie propagowane i promowane przez elitarny prorządowy Instytut Propagandy Sztuki, znał jednak doskonale nie tylko swoje miejsce, ale i swoją wartość. W kraju także prowadził szkołę malarską. Wystawiał regularnie, głównie w „Zachęcie”, ale także w nowym warszawskim Salonie Sztuki przy Nowym Świecie 47. Jego obraz Okno reprezentował Polskę na Wystawie Światowej w Nowym Jorku w r. 1939. Życie toczyłoby się gładko, gdyby nie wojna. We wrześniu 1939 nie skorzystał z możliwości opuszczenia Polski. Po Powstaniu Warszawskim w 1944 siedemdziesięciojednoletni, wygnany do obozu w Pruszkowie, zachorował i umarł w koszmarnych warunkach. Pochowany w zbiorowym grobie, Stanisław Żukowski pozostał w historii sztuki. Jego obrazy, rozrzucone po świecie, wypływają i są bardzo wysoko notowane na aukcjach. Pojawiają się coraz liczniejsze falsyfikaty, a to już o czymś świadczy.

Źródła:

  • Iryna Syzonenko, Stanisław Żukowski, rozprawa doktorska, Wydział Nauk Humanistycznych, Instytut Nauk o Sztuce; promotor: prof. Lechosław Lameński. 2018 r. KUL [wyciąg z maszynopisu]

  • Relacje Iryny Syzonenko i Moniki Bryl w audycji: Reportaż Radia Lublin, Monika Malec, „Żukowski” https://podcasty.radiolublin.pl/reportaz-radia-lublin-monika-malec-zukowski/  [dostęp 23 kwietnia 2026]

  • Polskie życie artystyczne w latach 1915-1939, pod redakcją Aleksandra Wojciechowskiego, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, 1974

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>