Nie tak dawno, 12 sierpnia 2024, minęła setna rocznica śmierci świetnego malarza Stanisława Dębickiego (1866–1924). Artysta zmarł w krakowskim Szpitalu Wojskowym, wprawdzie pod Wawelem mieszkał i pracował przez trzecią część życia, pochowany został jednak we Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim. To fakt, że kilka miesięcy wcześniej spoczęła tam zmarła także w Krakowie jego matka, w Krakowie jednak mieszkała wdowa. Dlaczego Kraków nigdy nie był miastem przyjaznym Dębickiemu? O tym w ostatnim akapicie. Urodził się jako najmłodsze dziecko notariusza Jana Dębickiego i Wilhelminy ze Szczygielskich w Lubaczowie nad Lubaczówką, w jarosławskim powiecie, w tyglu kulturowym i narodowościowym. Po ukończeniu szkoły realnej w zgiełkliwej Kołomyi, której mieszkańcy mówili po polsku, w jidysz, po ukraińsku, rosyjsku i niemiecku, zwanej już wtedy na prowincji „światem przecywilizowanym”, w którym rządzi interes, w piętnastym roku życia rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Wykorzystał, ile tylko się dało, możliwości, jakie dały trzy semestry nauki, pozostawił po sobie pamięć człowieka „o bardzo wybitnym talencie” – o czym napisze malarz Tadeusz Rybkowski: „bardzo sympatyczną powierzchownością, jak i dziwnie miłym koleżeńskim wzięciem, pewną oryginalnością i inteligencją bez zarozumiałości (…) zyskał sobie – tak u kolegów, jak i u wszystkich wspólnych znajomych – niekłamaną serdeczną życzliwość, która do ostatnich chwil naszych późniejszych koleżeńskich stosunków pozostała”. W Wiedniu studiował pod kierunkiem Christiana Griepenkerla, cenionego malarza wielofiguralnych scen historycznych, (tego samego, który dwadzieścia siedem lat później definitywnie obleje Adolfa Hitlera na egzaminie wstępnym do wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych).
Jacek Malczewski (1866-1924) „Portret malarza Stanisława Dębickiego”, 1913 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Autoportret”, 1919 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Autoportret”, ok. 1914 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Stanisław Dębicki studiował pilnie, poznał wiele tajników rysunkowego i malarskiego warsztatu. Zbyt mało jednak, żeby myśleć o usamodzielnieniu. Miał zresztą dopiero siedemnaście lat, kiedy wrócił do ojczyzny i zapisał się do matejkowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Po roku studiów pod kierunkiem Władysława Łuszczkiewicza, doskonałego pedagoga, który przed laty był profesorem samego Matejki, Dębicki, chyba nie dość usatysfakcjonowany, ruszył znowu do Wiednia. Po roku studiów w Akademii u Griepenkerla został uwieńczony wielkim srebrnym medalem za kompozycję malarską na zadany temat biblijny Księga Estery. O sukcesie „Stanisława Dębickiego z Kołomyi” poinformowała w kraju prasa w zaborach austriackim i rosyjskim. Osiemnastoletni artysta zahaczył o Monachium, wówczas stolicę sztuki, w której zmieściła się i kolonia świetnych polskich malarzy. Od połowy października 1884 studiował w Akademii Monachijskiej malarstwo u Aleksandra (Sandora) Wagnera i rok później w prywatnej szkole Paula Nauena, (artysty, którego postać, uznana przez widzów za wizerunek dekadenta, jest znana miłośnikom polskiego malarstwa z portretu pędzla Olgi Boznańskiej). Edward Porębowicz, poeta i tłumacz, w marcu 1885 roku w warszawskich „Kłosach” w korespondencji z Monachium pisał, że młodziutki Stanisław Dębicki: „należy do rzędu tych artystów, co się ciałem i duszą sztuce zaprzedają, gotowi za każdy tryumf oddać cząstkę życia. (…) Kto zajrzy do teki p. Dębickiego, zdziwi się niewidzianą u innych ilością szkiców, studiów, a wszystko postacie typowe: kołomyjcy, Żydzi i Żydówki, chłopi, żołnierze, dziewczęta, lwy, gęsi i drzewa, całe grupy, szkice do przyszłych obrazów, odznaczające się siłą i poezją kompozycji. Nie uważam tych słów za wdzieranie się w prywatne tajemnice rozpoczynającego swój zawód artysty. bo skoro wszedł raz na arenę publiczną, społeczeństwo ma prawo wiedzieć o nim i o niego się troszczyć”. Usiłując robić malarzowi reklamę, krytyk jednocześnie publicznie ubolewa nad zbyt nikłym jego powszechnym uznaniem. Uwaga – tak już będzie przez resztę życia Dębickiego. Znany ze skromności i delikatności, artysta nie będzie oczekiwał aplauzu, nie da się wtłoczyć w jakąś grupę, więcej będzie malował (zazwyczaj na zamówienie) niż wystawiał, nie dla sławy, lecz – jak fachowiec, majster – dla pieniędzy będzie wykonywał zamówione ilustracje, winiety, projekty opakowań, plafony, malowidła dekoracyjne, polichromie, freski.
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Żart a la Malczewski”, ok.1903 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Portret własny á la Grottger”, 1885-1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Z Wiednia i Monachium do Kołomyi. Dlaczego? Przecież nie dla klimatu i nie tylko dla szkicowania scenek rodzajowych, od których aż drgało powietrze w tamtej wielonarodowościowej społeczności na ziemiach polskich. Otóż młody artysta szukał zatrudnienia, a bardziej precyzyjnie: robił wrażenie, że szuka. Dwudziestoletni – być może obiecał utrzymującej go rodzinie, że znajdzie zarobek nie na obczyźnie, lecz tu, wśród swoich, gdzie będzie można obserwować jego starania. Można uznać, że od przyjazdu w roku 1886 w ciągu roku Dębicki żył w Kołomyi bez skrępowania, wciąż jako wolny artysta. W tamtym bowiem czasie powstało wiele jego rysunków z życia kołomyjskich chłopów i Żydów. Motyw Małego rabina, dziesięcioletniego może chłopca w jarmułce i z rytualnymi pejsami, rozmodlonego, czy ja wiem, może zaczytanego, będzie się powtarzał w twórczości artysty. Zarówno statyczne ujęcie formalne, jak i prostota motywu niesłychanym trafem składają się na doskonały psychologicznie wizerunek, budząc w widzu wzruszenie, szlachetniejsze niż zwykła ciekawość wywołana pewną egzotyką. W tym samym czasie stworzył dużą, wysoką na niemal metr kompozycję Pogrzeb żydowski w małym miasteczku. W tym płótnie uwidocznił się charakter dojrzałej już twórczości malarza. Z pozoru monochromatyczną gamę ugrów i szarości ożywiają dodatkowo rdzawocynobrowe giezłeczko dziecka, które porzuciło zabawkę, zaaferowane konduktem, a także białe akcenty strojów żałobników, korespondujące z bielą chałupy śmiało umieszczonej na pierwszym planie kompozycji. Nie wszystko w tym obrazie jest wykończone. Dzieje się to nie wskutek niecierpliwości artysty. On rysuje cieniutkim pędzlem, nie zawsze potem wypełnia kolorem formę; postacie, które mogły być, lub które przed chwilą były, lecz już zniknęły z pola widzenia widza, owszem, zaznaczone, wtapiają się już tylko w mur kamieniczki. Twórca uznał, że dzieło jest ukończone. Szacunek dla tej decyzji łagodzi uczucie pewnego niedosytu. Tu nie ma żartów, mamy do czynienia z artystą, by tak rzec, pańskim, nie z pół-rzemieślnikiem.
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Mały rabin”, 1885-1890 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Studium głowy Araba”, 1885 ? rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Kąpiel w Prucie to bez wątpienia najwspanialsze dzieło malarskie Stanisława Dębickiego. Powierzchnię zamkniętą w formacie 74 ×147 cm wypełnia trzydzieści postaci, każda skupiona wokół intymnych czynności, nagie, półnagie i całkiem ubrane kobiety myją się, kąpią dzieci, piorą bieliznę. Robią to naturalnie, malarz uchwycił je w ruchu, nie jako podpatrywacz, raczej jak, powiedzmy, dobry duch. Obraz powstał w kołomyjskiej pracowni artysty w roku 1887. To był dla Dębickiego owocny czas. Ze swoim malarstwem wyszedł w plener, oczywiście nie malował dosłownie z natury. Znając nieco jego metodę pracy, widoczną w nieco wcześniejszej przygodzie artystycznej z omawianym wyżej Pogrzebem, można przypuszczać, że najpierw w plenerze szkicował dokładnie wedutę, a na nią dopiero w pracowni nanosił postacie, nie jako uzupełniający sztafaż, lecz jako część kompozycji równie ważną jak pejzaż. W przypadku Kąpieli w Prucie najpierw szkicował w naturze nadrzeczny pejzaż w zarysem cerkwi u horyzontu, z chałupami na drugim planie, potem studiował, rysując z precyzyjną wytwornością, akty kobiece, dziewczęce, półnagie dzieci. Gdzie i kiedy to robił – tego się nie wie. Najpewniej studia aktów wykonywał w Monachium, może w szkole Nauena, może w pracowni w Akademii, wszak pod sławną uczelnią czekały na malarzy pół-zawodowe modelki. Mniej możliwe, choć niewykluczone, że w Kołomyi pozowała mu dyskretnie poproszona lub wynajęta osoba, w innym wypadku trudno o wytłumaczenie, dlaczego postacie na tym obrazie są tak żywe, w ich żyłach pulsuje krew, skóra przyjmuje blask słońca, a w cieniu jest filtrowana przez błękit nieba. Nastrój skwarnego dnia dojrzałego lata, nasycone tony nieba, rzeka na pierwszym planie połyskuje refleksami ultramaryny i rozjaśnionego fioletowego kobaltu, akcenty cynobrowych bluzek, spódnicy, chustki, fiolety i błękity ciuszków, biel pranej bielizny, biel chłopskich chałup, wreszcie… białe, ale nie namalowane, intrygujące nietkniętym gruntem, wieże i kopuła cerkwi św. Michała Archanioła, zamykającej horyzont. Dlaczego artysta nie zdecydował się na namalowanie błyszczącej złotem blachy? Dlaczego także po tej samej, prawej stronie płótna, pozostawił tylko pysznie narysowane pędzlem sylwetki nagich kobiet? Wspomniałem, ze to metoda artysty (później maniera), dodatkowe wprowadzenie dynamiki, zaznaczenie ruchu. Ale żeby do tego stopnia?
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Kąpiel w Prucie”, 1887 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Być może kolekcjoner Jan Boży Bromilski, właściciel lwowskiego sklepu z papierami i materiałami dla artystów malarzy, porwał ze sztalug Dębickiego niedokończony obraz, zniewolony aurą, zachwycony zarówno prawdą artystyczną impresyjnego płótna, jak i efektem błogości, wywoływanym kontaktem z Kąpielą w Prucie. Obraz był przez ćwierć wieku w rodzinie Bromilskich, (w latach dwudziestych XX w. przejdzie do kolekcji doktora Kaźmirza Stanisława Jakubowskiego we Lwowie). Domysły zazębiają się z faktami, tajemnica, jak zawsze w takich wypadkach, pozostanie po stronie twórcy. Od 1888 do 1890 Dębicki mniej pracował twórczo, zajął się bowiem pracą pedagogiczną. Był nauczycielem rysunku w sławnej kołomyjskiej Szkole Przemysłu Ceramicznego. W czasie wakacji, spędzanych na Pokuciu, z objazdami ze szkicownikiem okolic Delatyna, Stryja, Tyszkowic, rysował studia Hucułów, ze szczególnym uwzględnieniem strojów kobiet, mężczyzn i dzieci. Malował wówczas niewiele. Cóż, inne obowiązki. Ale do malarstwa ciągnęło. Jesienią 1890 roku wypuścił się do Paryża. Studiował tam w Academie Colarossi. Bardziej jednak interesowało go wielkie europejskie miasto. Zafascynowany twórczością impresjonistów, zwłaszcza Degasa i Moneta, malował sceny odgrywające się we wnętrzach nocnych lokali. Wielofiguralna, acz nieduża formatem, Kawiarnia paryska powstała z początkiem pobytu Dębickiego nad Sekwaną, świadczyła o bystrości spostrzeżeń i więcej niż sprawności warsztatowej malarza. Odwaga w operowaniu kontrastami walorowymi – sztuczne światła, białe gorsy, czarne żakiety ucztujących, biały fartuch ruchliwego kelnera, bladoróżowa karnacja twarzy – to niejako sygnatura młodego, a już dojrzałego artysty.
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Modlitwa”, 1887 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Prządki”, ok. 1889 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Po roku autor Kawiarni… wrócił do kraju. Osiadł we Lwowie. Stanisław Wyspiański, oglądając jesienią 1892 roku obrazy na salonie lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, zwrócił uwagę na pejzaże Stanisława Dębickiego i pozytywne wrażenia zanotował w dzienniku. Możliwe, że zobaczył powstały właśnie w tym roku chyba najpiękniejszy pejzaż artysty, zatytułowany W deszczu. Wspaniałe, wnikliwe, a przecież pełne lekkości, studium krajobrazu z przedzierającym się spoza chmur światłem, czyli z nadzieją, należy do najznakomitszych wedut w malarstwie polskim. Nastrój i prawda przedstawionej sytuacji – z maleńkim sztafażem męskiej postaci pod parasolem – niesie siłę wyrazu podobną jak powstały rok później Fragment panoramy Paryża w widokiem na wieżę Eiffla Ludwika de Laveaux, artysty polskiego, który pozostał nad Sekwaną. Ta sama klasa. Różne, wiadomo, losy. We Lwowie Dębicki nauczał w prywatnej szkole malarstwa i rzeźby Marcelego Harasimowicza, działał społecznie w towarzystwach artystycznych, m.in. w TPSP, społecznych, m.in. w Sokole, dał się poznać jako znawca drzeworytów japońskich (był jak gdyby przedstawicielem krakowskiego „Mangghi” na Lwów), był kostiumologiem i scenografem Lwowskiego Teatru, a przede wszystkim grafikiem książkowym i prasowym, pozostawił na zawsze, oprócz malarstwa, opracowania graficzne książek wybitnych pisarzy, winiety i ilustracje w „Chimerze”, „Tygodniku Ilustrowanym”, według jego pomysłów drukowano karty pocztowe dla księgarni Altenberga. „Stanisław Dębicki czyni na mniejszą skalę to, co w Krakowie Wyspiański. Kładzie fundamenty pod zdobnictwo książki” – pisał świadek epoki Stanisław Wasylewski. Najwspanialsze dzieła stworzył we wczesnej młodości. Później nie malarstwo było dlań najważniejsze. Szkoda, jasne. Borykał się z kłopotami, jakie niesie codzienność. Po śmierci Wyspiańskiego, w związku z wakatem w katedrze malarstwa monumentalnego i dekoracyjnego, rektor i reformator Julian Fałat zaprosił Dębickiego do współpracy pedagogicznej w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dębicki zjechał do Krakowa z żoną i dwiema jej siostrami, wynajął obszerne mieszkanie z pracownią – i wtedy, w listopadzie 1909, okazało się, że otrzymał nominację… na asystenta.
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Doktor Dwernicki z żoną przy fortepianie”, 1902 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Portret Henryka Kühna”, ok. 1900 rok, źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Dopiero po roku wspiął się nieco wyższy szczebel akademickiej kariery. Jak wspomniałem, artysta „nie przyjął się” w podwawelskim grodzie, choć przemieszkał tam przez piętnaście lat, do końca. Pisał emocjonalnie w roku 1911 sekretarz i wykładowca Akademii Adam Łada Cybulski: „Nie ma podłości, której by w Krakowie nie wyrządzano od dwu lat Stanisławowi Dębickiemu! Wymarzony pod każdym względem nauczyciel (…), w pracę wkładający cały żar swego entuzjazmu – na każdym kroku kopany był i jest przez swych kolegów (…)!”. W czasie strajków zanarchizowanych studentów władze Akademii zrzucały odpowiedzialność za nieporządki na Bogu ducha winnego Dębickiego, człowieka wielkiej łagodności. Dopiero po przepracowaniu czternastu lat został mianowany profesorem zwyczajnym, w tym samym 1923 roku przeszedł na emeryturę, a rok później potem umarł. O szczegółach może innym razem, tymczasem gwoli zachowania równowagi dodajmy, że gdy Jacek Malczewski wskutek nawału zajęć urlopował się z Akademii, zastępcą w kierowanej pracowni mianował właśnie Stanisława Dębickiego.
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Kawiarnia paryska”, 1890/1891 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Stanisław Dębicki (1866-1924) „Kąpiące się kobiety”, 1887 ? rok , źródło: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Źródła:
-
Tadeusz Dobrowolski, Nowoczesne malarstwo polskie, tom II, Wrocław 1960
-
Piotr Łukaszewicz, Stanisław Dębicki… Katalog wystawy w Muzeum Śląskim we Wrocławiu, Wrocław 1966
-
Zofia Bednarska, Tadeusz Z. Bednarski, Krakowskim szlakiem Stanisława Dębickiego, Kraków 2009
-
Nekrolog Stanisława Dębickiego, Biblioteka Jagiellońska w Krakowie
-
Tadeusz Rybkowski, Śp. Stanisław Dębicki, „Słowo Polskie”, 3 września1924
-
Stanisław Wasylewski, Lwów, Wydawnictwo Polskie Rudolfa Wegnera. Poznań [1931]
-
Adam Łada Cybulski, Psyche polska w kabarecie, Kraków 1911
Autor: Marek Sołtysik
Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.
zobacz inne teksty tego autora >>

















