Henryk Kuna zrobił wszystko, co było możliwe w życiu jednego człowieka, dla sztuki i dla miłości. Potem, już jako znany rzeźbiarz, w pełni sił twórczych, został poddany próbie odporności, gdy na wszelkie sposoby usiłowano go wyszydzić w imię małości i nienawiści. Wytrwał, był silny, bo wiele z własnej woli doświadczał i przeto się zahartował. Po kolei.

Pochodził z rodu rabinackiego. Przyszedł na świat w Warszawie. Jakiś nieporządek w papierach sprawił, że nie wiadomo, czy urodził się w roku 1879, czy w 1885. (Gdy umrze w roku 1945, na nagrobku wyryją datę urodzenia 1879). Zgodnie z tradycją rodzinną studiował z jeszybocie, uczelni talmudycznej, w Ciechanowie. Zaczął rzeźbić, gdy w nieczęstych chwilach wytchnienia od świętych ksiąg wychodził na powietrze. Zobaczył go przy robocie lekarz, doktor Franciszek Rajkowski, taki ciechanowski Judym, człowiek, który nie wahał się leczyć najuboższych; w tym celu odwiedzał również nędzne zakątki dzielnicy żydowskiej. Rajkowski miał już doświadczenie jako mecenas młodych twórców, wszak to on nie tak dawno wypuścił z Mazowsza w świat utalentowanego rzeźbiarza Bolesława Biegasa (Biegalskiego). Rajkowski, szlachetny łowca talentów, z akceptacją młodziutkiego Kuny, wyrwał go radykalnie z dotychczasowego środowiska i wyprowadził na drogę sztuki.

Henryk Kuna, fot.  Narodowe Archiwum Cyfrowe

Henryk Kuna, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Henryk Kuna (1879-1945) "Irydion", 1904 rok,  źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Henryk Kuna (1879-1945) „Irydion”, 1904 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Henryk Kuna (1879-1945) "Popiersie modlącego się chłopca", ok. 1909 rok, 1981 rok (odlew), źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Popiersie modlącego się chłopca”, ok. 1909 rok, 1981 rok (odlew), źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Już w 1900 niedoszły rabin studiował w Warszawie, w pracowni Piusa Welońskiego, klasycysty, mistrza techniki rzeźbiarskiej. Weloński, którego dzieła znajdują się obecnie w najważniejszych muzeach w Polsce, a monumentalna Droga Krzyżowa na Jasnej Górze w Częstochowie, miał pracownię na Zamku Królewskim w Warszawie. Zarówno tam, jak i w założonej rok później przez mistrza osobnej fabryce odlewów chłonął Henryk Kuna tajniki twórczego warsztatu. Rezultaty jego ćwiczeń okazały się więcej niż zadowalające. Pozostało kształcenie na wyższym poziomie. Z pomocą moralną i finansową Bolesława Biegasa (już sławnego paryżanina), pisarza, filozofa i społecznika Aleksandra Świętochowskiego i finansisty Adolfa Peretza doktor Rajkowski wysłał Kunę w świat, czyli do Krakowa. Tam, w Szkole Sztuk Pięknych, w latach 1902–1904 Kuna studiował pod okiem profesora Konstantego Laszczki, zainspirowanego twórczością Augusta Rodina. (Laszczka, już wtedy, po Paryżu, wpisany w Kraków, pochodził podobnie jak Kuna z Mazowsza i został odkryty, dotowany i kierowany twórczo przez hr. Ostrowskich. Zafascynowany nie tylko błyskawicznym rozwojem artystycznym Kuny, lecz także jego niepospolitą, poniekąd egzotyczną urodą, Laszczka umieścił na medalionie jego rzeźbiarski wizerunek wyobrażający głowę świętego Jana). W Krakowie po raz pierwszy zetknął się Kuna z taką ilością i wspaniałością zabytków kultury polskiej. On, przybysz z Priwislinskiego Kraju, jak zaborcy nazywali tereny Królestwa Polskiego, ponadto większość życia spędzający na prowincji, w Krakowie szlifował polszczyznę, zapoznawał się z klasyka polskiej literatury, żył bez strachu przed nahajką i oddychał swobodniej. Nagrodzony w 1903 na uczelni, mógł sobie pozwolić na wyprawę do Paryża. Wrócił pod Wawel otrzaskany, z nowymi wizjami, które realizował. Za wystawioną w roku 1904 w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych rzeźbę z cyklu Śmierć otrzymał nagrodę akademicką; widoczne w niej były wpływy Rodina i rzeźbiarskich ekspresjonistów, z tym, że wycyzelowana forma części twarzowej doskonale skonstruowanych głów (wystawiony rok później rzeźbiarski portret przyjaciela, aktora Henryka Barwińskiego, pt. Irydion) współgra, a nie kontrastuje, z resztą popiersia, ledwo tkniętą nożem i palcami artysty. Okres impresjonizmu trwał w twórczości Kuny przez blisko dziesięć lat. Studia – przeważnie portretowe –  rzeźbił z glinie i odlewał nie tylko w gipsie, lecz w materiale trwałym – w brązie. Finezyjne gry świateł zatrzymują oko widza w tak bliskich doskonałości rzeźbach jak Niewidoma, Modlitwa, Portret Henryka Nussbauma.

Henryk Kuna (1879-1945) "Popiersie modlącej się kobiety", 1907 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Popiersie modlącej się kobiety”, 1907 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) "Popiersie Henryka Nusbauma", 1908 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Popiersie Henryka Nusbauma”, 1908 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

W 1908 Kuna odwiedził w Grodnie pisarkę Elizę Orzeszkową. Rzeźbiąc w glinie, wykonał wtedy – z natury – rzeźbiarskie popiersie sześćdziesięciosiedmioletniej autorki Nad Niemnem. Pełna wyrazu i sugestywnie przestrzenna głowa Orzeszkowej została odlana z gipsowej formy w brązie (w firmie Kranz i Łempicki), dziś, po zmiennych kolejach losu jest ustawiona na cokole w Parku Praskim w Warszawie. Mógłby juz prosperować jako artysta rzeźbiarz i spokojnie wyrabiać sobie markę, lecz jednak było mu czegoś mało; powtórnie wyjechał do Paryża i tym razem – od 1910 – przez dwa lata nie uzupełniał studiów akademickich, lecz zatrudnił się jako robotnik w pracowni włoskiego kamieniarza, pana Pellecot. Nauczył się obróbki i ciosania w najtwardszym materiału, ni mnie, ni więcej, poznawał tajemnicę marmuru. „Kamień ma duszę” – mawiał.  Odkrył dla siebie, wędrując po muzeach, formalną prostotę rzeźb antycznych i średniowiecznych, w których, podobnie jak w posągach Buddy, emanowała aura skłaniająca do kontemplacji. Pozostając w tym kręgu, nie zaniedbywał kontaktów z nowymi prądami w sztuce. Poszukiwanie wartości i niejako artystycznego braterstwa w wystawianych i reprodukowanych dziełach doprowadziły Kunę do pracowni francuskiego malarza i rzeźbiarza Aristide Maillola. Dla artysty, który raz na zawsze odrzucał „literackość” w dziele sztuki, najistotniejsze w rzeźbie były tektonika i maksymalna syntetyczność figur. Maillol potrafił szczęśliwie połączyć podstawę antycznej rzeźby z elementami nabizmu i secesji. Monumentalność, wytworność i niewdawanie się w szczegóły to były cechy dzieł Maullola podziwiane przez Henryka Kunę. Nie ukrywał tej fascynacji, udało mu się przecież stworzyć własny styl; wykorzystywał umiejętności nabyte zarówno w kontaktach z rzeźbą impresjonistyczną, jak i własne doświadczenia w kuciu w marmurze. Jest tego dobrym przykładem marmurowa Głowa dziewczynki w kapturku i hebanowa Głowa kobiety.

           

Henryk Kuna (1879-1945) "Głowa dziewczynki w kapturku", ok. 1913 rok, 1979 rok (odlew), źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Głowa dziewczynki w kapturku”, ok. 1913 rok, 1979 rok (odlew), źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) "Głowa kobiety", ok. 1920/1921 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Głowa kobiety”, ok. 1920/1921 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Pełen wrażeń, siły witalnej i z nowymi doświadczeniami warsztatowymi osiadł w Warszawie, tam w 1912 przyjął chrzest, a trzy lata później ożenił się ze znaną aktorką Ewą z domu Krauze, odtąd występującą w teatrze, a później w filmie, jako Ewa Kunina. W 1918 przyszedł na świat ich jedyny syn Jacek. Kończyła się pierwsza wojna światowa (zwana wówczas Wielka Wojną), Polska odzyskała niepodległość. Życie wyglądałoby przepięknie, gdyby nie trudny do uładzenia bałagan pozostały w kraju po stu dwudziestu trzech latach zaborów. Aktywność Henryka Kuny zaowocowała w latach 1918–1924 kilkudziesięcioma rzeźbami o wyraźnie skrystalizowanym, indywidualnym stylu. Wystawiał regularnie, nawet w czasie wojny, w „Zachęcie”. Pisał w bieżącej recenzji w warszawskim „Świecie” (nr 21 / 1916) malarz i krytyk Władysław Wankie: „Kuny Henryka widywaliśmy i dawniej piękne prace. Obecnie wystawione dwie głowy, stylizowane bardzo umiejętnie, pokazują nam już plastyka zupełnie pewnego swych założeń. Umie on naturę zatrzymać w marmurze, umie ją ujarzmić i dać własną nutę; jego portret posiada i styl osobisty, i podobieństwo frapujące”. W poszukiwaniu idealnego piękna tworzył akty i portrety kobiece, kuł głównie w marmurze; w gotową rzeźbę wcierał gęstą, tłustą farbę; patynując, ożywiał to piękno. Za słynny akt, jedną z wersji monumentu Rytm, będący artystycznym logo pawilonu polskiego na Międzynarodowej Wystawie w Paryżu, otrzymał wiele nagród, został uhonorowany Legią Honorową. Członek założyciel Stowarzyszenia Polskich artystów „Rytm”, wykładowca w kursie rzeźby dla malarzy w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, Kuna wyjechał ponownie do Paryża, skąd powrócił do Polski dopiero po sześciu latach, pod koniec 1929.

Henryk Kuna (1879-1945) "Rytm", ok. 1921 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Rytm”, ok. 1921 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Międzynarodowa Wystawa Sztuk Dekoracyjnych i Nowoczesnego Przemysłu [Exposition Internationale des Arts Décoratifs et Industriels Modernes], Paryż 1925 rok. Pawilon Polski - rzeźba Henryka Kuny "Rytm" w atrium, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Międzynarodowa Wystawa Sztuk Dekoracyjnych i Nowoczesnego Przemysłu [Exposition Internationale des Arts Décoratifs et Industriels Modernes], Paryż 1925 rok. Pawilon Polski – rzeźba Henryka Kuny „Rytm” w atrium, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

O wrażeniach z jego wystawy w Galerie l’Etoile w Paryżu, otwartej 12 marca 1926 roku, pisał celnie i pięknie Jarosław Iwaszkiewicz:
„Marmur jego wygląda jakby obrabiany był od wewnątrz, jakby w środku białego kamienia jarzyła się lampa intensywnego życia duchowego”.
A w innym miejscu w tym samym artykule („Wiadomości Literackie”, nr 15 t.r.): „Umęczeni przechrystianizowani Grecy – to są bohaterowie Kuny. (…) W prostocie Kuny wiele jest boleści, w stylizacji jego wiele wyrafinowania. Jest to rzeźbiarz współczesny, który potrafi swą współczesność zamknąć w lada prostej na pozór i spokojnej linii, bryle czy powierzchni. Zamykają one zawsze pewną treść duchową. Razem z Zakiem (malarzem z kręgu Ecole de Paris, zmarłym 15 stycznia 1926) Kuna należy do tych artystów, którzy nie wyrzekając się treści, przepełniają nią swoją wyrafinowaną formą – nie przekraczając jednak nigdy granic plastyki”. Wystawiał wprawdzie głównie na Zachodzie, w pokazach nowych dzieł jednak nie omijał Polski. Grupa „Rytm” składała się z artystów, którzy szanowali warsztat, tradycje, rozmyślnie nie zauważając rozbuchanej awangardy. Tak się złożyło, że członkowie „Rytmu” sympatyzowali z Józefem Piłsudskim, a po przewrocie majowym uzyskali od instytucji rządowych specjalne względy. Wystawiali w prestiżowych światowych galeriach, a państwo wprawdzie nie rozpieszczało ich zakupami, ale wystarczyła renoma i prace znajdowały szczodrych nabywców. Gdy tylko Henryk Kuna wrócił do Warszawy, od razu 7 grudnia 1929 roku dał o sobie znać szerszym warstwom społeczeństwa, odsłaniając w paku Skaryszewskim (Warszawa, Praga-Południe) swój sztandarowym posąg Rytm, jeden z cyklu, który rozsławił artystę w Pawilonie Polskim na Międzynarodowej Wystawie w Paryżu. w 1930 wszedł do Rady Instytutu Propagandy Sztuki, nowej placówki rządowej, mającej doniosły wpływ na kształtowanie takiej, a nie innej linii repertuarowej wystaw, zakupów, stypendiów, miejsc na szpaltach ważniejszych gazet. Był przez pewien czas prezesem „Rytmu”, a w 1934 zasiadał w Radzie Związku Zawodowego Artystów Rzeźbiarzy. Był więc osobą władną, stawał się popularny. Od 1936 dojeżdżał na zajęcia z Warszawy do Wilna jako kierownik katedry rzeźby na wydziale sztuk pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego. Znajdował czas i na własną twórczość w warszawskiej pracowni przy ul. Czackiego.

Henryk Kuna (1879-1945) "Studium kobiety w płaszczu", 1920 rok,  źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Studium kobiety w płaszczu”, 1920 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) "Jutrzenka", 1919 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Jutrzenka”, 1919 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Znajdował czas – to mało powiedziane: całymi dniami nie przerywał pracy nad portretami najważniejszych ówczesnych mężów stanu i polityków, artystów plastyków i aktorów. Te rzeźby miały ogromne powodzenie: podobieństwo i psychologiczna charakterystyka modeli, wytworność formy przyciągały klientów i pomnażały dochody artysty. Od końca lat dwudziestych XX w. Henryk Kuna pracował nad projektem pomnika Adama Mickiewicza dla Wilna. Rzeźbił w natchnieniu, podczas gdy żona, już bardzo znana aktorka, czytała mu Dziady, fragment po fragmencie. Wygrał ten konkurs w roku 1931, a rok później projekt został zaakceptowany przez komitet budowy. Nagonka prasowa, rozpętana przez wileńskie konserwatywne, acz wpływowe „Słowo” zaczęła w 1933, od momentu, kiedy artysta przedstawił drewniany model sześciometrowego posągu wieszcza, stojący na wysokim cokole z czterema twarzami Światowida na cokole i z trzonem pokrytym dwunastoma płaskorzeźbami, wyobrażającymi sceny z Dziadów (Kuna wykonał i pokazał gipsowe ich odlewy). Krytykowano wszystko, łącznie z natrętnie tendencyjnym wytykaniem rzeźbiarzowi żydowskich korzeni. Do tego chóru – którego brzmienie doprowadziło do zahamowania zbiórki datków na budowę pomnika – przyłączył się, niestety, choć może nie ekstra-jadowicie, Konstanty Ildefons Gałczyński. Pisał w roku 1934 w swym wierszu pt. Kuna:

„Kuna sobie siedziała
i coś w glinie dłubała.
Świat dziwował się Kunie, (3 razy)
że wyrzeźbił babunię…

Różne ojce Wilna
i ważni panowie
uradzili pomnik
postawie wieszczowi.

Poprosili Kunę
i cóż stąd wynika:
Zrobił Mickiewicza
Szymona Słupnika.

Stoi biedny Adam,
co dzień coraz bladszy,
rączką się zasłania
i na księżyc patrzy.

I tak wciąż spoziera
w księżyc i w niebiosa,
a my z dołu widzim
tylko dziurki nosa.

Prosimy więc pięknie,
zrób to, panie Kuna,
by Mickiewicz spojrzał
choć raz jeden ku nam”.

Henryk Kuna (1879-1945) "Trzy Marie", źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Henryk Kuna (1879-1945) „Trzy Marie”, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Projekt konkursowy na pomnik Adama Mickiewicza, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Projekt konkursowy na pomnik Adama Mickiewicza, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Na rok później było planowane odsłonięcie pomnika. Nie doszło do tego wskutek spowodowanego nagonką odcięcia kasy. Cios dla Henryka Kuny, strata dla polskiej kultury. Jakąś rekompensatą moralną stało się przyznanie rzeźbiarzowi w roku 1935 Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury za „wybitne zasługi dla polskiej sztuki w ogóle”. Artysta pracował nadal, kontynuował szkice i studia wokół koncepcji wielkiej rzeźby przedstawiającej Chrystusa, który zstąpiwszy z krzyża sam się stał krzyżem, ukończył ekspresyjną grupę rzeźbiarską Trzy Marie, w 1937 jego Dziewczynę z dzbanem (inny tytuł Alina [z Balladyny] ustawiono na fontannie w Parku Żeromskiego na Żoliborzu w Warszawie, wykonał także projekt monumentalnego pomnika Józefa Piłsudskiego. Wybuch II wojny światowej zniweczył dalsze plany. W latach 1940–1942 Henryk Kuna ukrywał się w pensjonacie „Słoneczna” w Świdrze pod Warszawą. Już tylko malował; nie było warsztatu rzeźbiarskiego, tracił siły. Postawił wszystko na jedną kartę: w 1943 wrócił do Warszawy, gdzie zaszył się w swoim mieszkaniu w potężnym kompleksie nowoczesnych budynków przy ul. Czerwonego Krzyża (obecnie ul. Jaracza 3, naprzeciw Teatru Ateneum). Tam dotarła doń wieść o śmierci w Powstaniu Warszawskim jego syna Jacka. Po upadku Powstania ukrywał się w Milanówku pracowni przyjaciela, wybitnego rzeźbiarza i Jana Szczepkowskiego, współtwórcy stylu narodowego w ostatnim piętnastoleciu odzyskanej Rzeczypospolitej.
Po wyzwoleniu Henryk Kuna nie stanął już przed kawaletem ani nie sprowadził nowej bryły marmuru. Był wycieńczony fizycznie. Mianowany profesorem rzeźby monumentalnej na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, instalował się tam od października 1945, lecz ciężka choroba serca przerwała jego życie 17 grudnia 1945 roku. Większość dzieł artysty oglądamy do dziś.

Henryk Kuna (1879-1945) "Posąg Józefa Piłsudskiego", 1938 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) „Posąg Józefa Piłsudskiego”, 1938 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) " Popiersie gen. Józefa Hallera", 1933rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Henryk Kuna (1879-1945) ” Popiersie gen. Józefa Hallera”, 1933rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Źródła:

  • Polskie życie artystyczne w latach 1915–1939, pod red. Aleksandra Wojciechowskiego, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, 1974

  • Hanna Kubaszewska, hasło „Henryk Kuna” w IV tomie Słownika artystów polskich, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź, 1986

  • Mieczysław Wallis, Henryk Kuna, Warszawa, 1959

  • Zofia Nałkowska, Dzienniki 1930–1939. Opracowanie, wstęp i komentarz: Hanna Kirchner Warszawa 1988

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>