Chyba nigdy i nigdzie przedtem się nie zdarzyło, żeby bracia bliźniacy wykonywali ten sam zawód artystyczny, a nawet wspólnie malowali jeden i ten sam obraz. „Do nosa przyjdzie brat” – oznajmił Efraim Seidenbeutel zdziwionej modelce, którą była córka wielkiego pisarza, panna Monika Żeromska. I rzeczywiście, podczas następnego seansu zjawił się – celem malowania nosa – artysta z pozoru ten sam, ale wyraźnie się przedstawiający jako Menasze. Menasze i Efraim Seidenbeutel (1902–1945; tak, ta sama data męczeńskiej śmierci obydwu), z wielodzietnej warszawskiej rodziny buchaltera, już od dzieciństwa wychowywali się w aurze sztuki, ich starszy o osiem brat Józef był bowiem świetnym rysownikiem i malarzem. Po ukończeniu gimnazjum przez kilka lat pracowali w biurze, ale, oddani sprawom artystycznym, w 1921 roku rozpoczęli naukę pod kierunkiem Miłosza Kotarbińskiego w Miejskiej Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa. Wtedy także debiutowali w Gmachu Gminy Żydowskiej; wspólnie płaskorzeźbioną podobizną pisarza Szymona An-skiego, tworzącego w języku jidysz, osobno rysunkami. Wiosną 1923 opłakali brata Józefa, zmarłego na gruźlicę w sanatorium w Otwocku, jesienią wstąpili do warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Mówię „wstąpili”, ale cała prawda jest taka, że na uczelnię zapisany był jeden, a w zajęciach uczestniczyli obaj, na zamianę. Decydowały względy niezbędnej oszczędności. Mimo że bracia wyglądali identycznie i tak samo się ubierali, mistyfikacja wyszła na jaw. Koniec końców, po wielu naradach, senat uczelni wyraził zgodę, żeby brali udział w zajęciach obaj bracia za opłatą jednego czesnego. Doszło jednak do tego, że utalentowanych studentów nie stać było w ogóle na czesne, ich podania o zwolnienie z opłat rozpatrzono wprawdzie pozytywnie, ale formalnościom musiało stać się zadość i w latach 1925–1927 Seidenbeutlowie przychodzili na wykłady i do pracowni w charakterze wolnych słuchaczy. Potem już płacili i mogli korzystać z pełnych praw.

Menasze Seidenbeutel (1903-1945) "Martwa natura - Róże", 1930 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Menasze Seidenbeutel (1903-1945) „Martwa natura – Róże”, 1930 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Efraim Seidenbeutel (1903-1945) "Martwa natura - Róże", ok. 1930 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Efraim Seidenbeutel (1903-1945) „Martwa natura – Róże”, ok. 1930 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Przez sześć lat studiowali w Szkole Sztuk Pięknych w pracowniach Tadeusza Pruszkowskiego, którego mistrzostwa i talentu pedagogicznego nie da się przecenić, Wojciecha Jastrzębowskiego, twórcy polskiego stylu w sztuce użytkowej, oraz najwybitniejszego wówczas drzeworytnika Władysława Skoczylasa (notabene, na którego kurs usiłował się dostać bezskutecznie Bruno Schulz). Z Nowolipek, gdzie mieszkali od urodzenia pod dwoma kolejno adresami, przenieśli się na Pragę, gdzie świat mogli obserwować (i malować!) z okien przydzielonej im pracowni na najwyższym piętrze Żydowskiego Domu Akademickiego. Latem, jak większość studentek i studentów Pruszkowskiego, przebywali na plenerze w Kazimierzu nad Wisłą, odgrywali ważną rolę w barwnym życiu towarzyskim cyganerii, stali się bohaterami wielu anegdot związanych z ich wyjątkowym podobieństwem. Choćby taka, przytoczone przez licznych kolegów pamiętnikarzy. Fryzjer, który nigdy ich nie widział razem, pięknie ostrzygł i ufryzował Menaszego, po kwadransie wpada wzburzony Efraim z grzywą zmierzwionych włosów i z pretensjami do fryzjera, że go ostrzygł na chybcika i na niby. Oszołomiony fryzjer bez szemrania uwzględnił reklamację dziwnego klienta. Trochę jak z filmów Braci Marx. Żarty żartami, ale już studenckie prace Seidenbeutlów – którzy początkowo tworzyli osobno – budziły coś więcej niż zainteresowanie, frapując widza zarówno wysublimowaną kolorystyką, jak i odwagą w operowaniu gęstą plamą barwną, wyjątkowo trafnie dobywającą kształty gdzieniegdzie podkreślane delikatnym konturem. Chłopka pędzla Menaszego, nagrodzona na wystawie studentów SSP (gdzie ponadto obaj bracia otrzymali nagrodę pieniężną), została zakupiona przez Departament Sztuki Ministerstwa Kultury. Bracia wstąpili do założonego przez Tadeusza Pruszkowskiego Stowarzyszenia Artystycznego Szkoła Warszawska, zawsze wystawiali z tą grupą. Menasze rok w rok zdobywał za swe martwe natury sowite nagrody ministerialne. Choć byli zwolennikami asymilacji, nie lekceważyli korzeni i powiększyli grono Żydowskiego Zrzeszenia Artystów Malarzy i Rzeźbiarzy w Krakowie.

Menasze Seidenbeutel (1903-1945) "Widok na farę w Kazimierzu", źródło: Rempex

Menasze Seidenbeutel (1903-1945) „Widok na farę w Kazimierzu”, źródło: Rempex

Efraim Seidenbeutel (1903-1945) "Martwa natura ", 1939 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Efraim Seidenbeutel (1903-1945) „Martwa natura „, 1939 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Przed półroczną trasą studyjną po Europie, ze szczególnym uwzględnieniem Paryża, bracia Seidenbeutel, dotychczas tworzący doskonale skomponowane, malowane gęstą farbą, czarujące kontrastowymi zestawieniami barw martwe natury, weduty widziane z okien mansardy, ze światłem pracowni, skontrastowanym ze światłem dnia uwięzionym za szybą, pełne krystalicznego powietrza pejzaże z Kazimierza nad Wisłą, obserwowane ze wzgórza, bliscy w klimacie i formie płótnom artystów z École de Paris, po powrocie z Francji, z etapami w Niemczech i Belgii, wyraźnie rozjaśnili paletę, w miejsce żywiołowego, zdecydowanego a celnego uderzenia pędzla poczęli stosować zupełnie inną technikę, bliską kapistom, z którymi się zetknęli w Paryżu. Odtąd przedstawiane formy konstruowali drobnymi plamkami, unikając różnic walorowych. Ich prace, powstałe po powrocie z wyprawy (z rekomendacji Pruszkowskiego i dzięki stypendium im. Maurycego Hirszenberga z fundacji Diany Eiger), powstałe po roku 1932, mnie, jako widza, nieco rozczarowują; mam wrażenie, że „wibrująca faktura”, tak zachwycająca krajowych krytyków związanych z Komitetem Paryskim, nie wynikała z przekonania niezwykłych braci o wyższości kapizmu nad autentycznym, ekspersyjno-nostalgicznym widzeniem świata, lecz z pobudek koniunkturalnych. Że niby lepiej, a na pewno korzystniej malować nowocześnie, tak jak dyktują modne trendy, dobrze widziane w sferach zbliżonych do Instytutu Propagandy Sztuki. Wystawiali w stolicy często w zbiorowych ekspozycjach zarówno w zachowawczej Zachęcie, jak i w nowoczesnym IPS-ie, ponadto w Krakowie, we Lwowie i w Łodzi. Za granicą – w Genewie, Moskwie, Edynburgu, w Nowym Jorku, Rydze, Brukseli, Rapperswilu, w Londynie, Morawskiej Ostrawie, w państwach skandynawskich. „Seidenbeutelowie, bracia bliźniacy malujący swe obrazy wspólnie są niewątpliwie fenomenem…” – pisał w roku 1936 znany krytyk Mieczysław Sterling.

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902-1945) "Motyw z Helu", ok. 1936 rok,  źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902-1945) „Motyw z Helu”, ok. 1936 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902-1945) "Widok z Sandomierza", przed 1939 rok,  źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902-1945) „Widok z Sandomierza”, przed 1939 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Zjeździli kawał świata, ale letni pobyt w u znajomych Krakowie w roku 1933 otworzył nowy rozdział w ich twórczości. Miasto inne niż wszystkie dotychczas widziane aż się prosiło, żeby utalentowani malarze odzwierciedlili jego klimat. Tak też się stało: zarówno kolorowe przedmieścia Krakowa, jak i Wawel i już dziś nieistniejąca neogotycka willa Rożnowskich na Cyplu Dębnickim (gdy woda w Wiśle wezbrała, wtedy niczym na wyspie), stanowiąca malowniczy akcent między Wawelem a Mostem Dębnickim, stały się polem artystycznych poszukiwań Seidenbeutlów. Potrafili w tych obrazach oddać siłę światła, powietrzność natury skontrastowaną z ciężarem budowli, które, choć nadziewane kolorem, są dosyć mroczne, ponieważ łapią cień. Ugry, szarości, beże i neapolitańskie żółcienie tworzą ogólny ton obrazów Seidenbeuttlów, wyszlachetniony akcentami żywych kolorów. Wybitny talent kolorystyczny, oryginalność obserwacji, świadomość roli światła – te zalety artystów, mniej widoczne w bezpośrednio „poparyskim” okresie, na szczęście dały o sobie znać w ich nieco późniejszych pracach. Mówię; nieco późniejszych, ponieważ nasza recepcja dzieł Seidenbeutlów kończy się na roku 1939. To, co działo się z nimi samymi i wokół nich, znamy z relacji ocalałych świadków.

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902 - 1945) "Zakole Wisły z widokiem na Most Dębnicki", 1934 rok,  źródło: Connaisseur

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902 – 1945) „Zakole Wisły z widokiem na Most Dębnicki”, 1934 rok, źródło: Connaisseur

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902-1945) "Ulica Krakowska w Kazimierzu ", źródło: Desa Unicum

Efraim i Menasze Seidenbeutel (1902-1945) „Ulica Krakowska w Kazimierzu „, źródło: Desa Unicum

Wybuch II wojny światowej zastał bliźniaczych braci w Kazimierzu nad Wisłą. Pozostawiwszy obrazy pieczy kogoś, kto wkrótce także będzie musiał uciekać, tak jak stali, ruszyli na wschód. Dotarli do Lwowa, gdzie zamieszkali u malarki Marii Obrębskiej-Stieber i znaleźli pracę instruktorów malarstwa w Pałacu Pionierów. W rok później byli już w Białymstoku, gdzie w dużej grupie polskich artystów pochodzenia żydowskiego, uciekinierów z Polski okupowanej przez Niemców, pracowali jako wykładowcy w Domu Narodnego Tworczestwa, zasilając szeregi Związku Artystów Białorusi. Józef Sandel, wnikliwy badacz biografii artystów Żydów, reprezentujących sztukę polską, pisał, że Seidenbeutlowie, malujący we własnym, przydzielonym im atelier, otrzymywali „liczne zamówienia państwowe i powodziło im się znacznie lepiej niż w Warszawie”. Coś za coś. W barwach Białorusi brali udział w wystawach w Mińsku, Kijowie, Charkowie i Moskwie; w 1940 roku w Brześciu uczestniczyli czynnie w pokazie „Lenin – Stalin jako organizatorzy Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej”, na którym, przeniesionym niebawem do Białegostoku, Efraim prezentował obraz przedstawiający kolektywną pracę w sadzie. Wydawać by się mogło, że jeszcze nie wszystko było stracone po zajęciu miasta przez wojska hitlerowskie. Seidenbeutelowie wprawdzie zostali zagnani do getta, ale początkowo byli traktowani nieco lepiej niż ludzie pozbawieni praw. Wraz z kilkunastoma artystami uzyskali pracę w warsztacie produkcji kopii malarstwa Oskara Steffena pod kierunkiem Adolfa Behrmana. Malowali z reprodukcji hurtowe ilości kopii obrazów Rubensa, Tycjana, Murilla, które hitlerowcy transportowali do Niemiec… Sławny malarz Izaak Celniker, który przeżył tę gehennę, był towarzyszem niedoli i świadkiem ostatnich lat życia Seideneutlów. Dzięki jego relacjom wiemy, że po deportacji z Białegostoku z końcem lata 1943 bracia trafili do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. W styczniu 1945 prowadzono ich, pieszych, w tłumie innych więźniów, w „marszu śmierci” do Gliwic, skąd otwartymi wagonami zostali przewiezieni w okolice obozu w Mauthausen. Tam „nie przyjęto transportu” i już nielicznych pozostałych przy życiu, krańcowo wyczerpanych więźniów zapędzono do obozu we Flossenburgu. Tam Efraim i Menasze Seidenbeutel, znakomici malarze, wspaniali ludzie, ponieśli śmierć, zatłuczeni łomami przez Niemców.

 

Źródła:

  • Magdalena Tarnowska, uzup. U.M., hasło „Efraim i Menasze Seidenbeutel” w X tomie Słownika artystów polskich…, Warszawa 2016

  • Magdalena Tarnowska, uzup. U.M., hasło „Józef Seidenbeutel” w X tomie Słownika artystów polskich…, Warszawa 2016

  • Magdalena Tarnowska, Artyści żydowscy w Warszawie 1939-1945, Warszawa 2015

  • Monika Żeromska, Wspomnienia, część 1., Warszawa 1933

  • Halina Ostrowska-Grabska, Bric à brac 1848-1939, Warszawa 1978

  • Joanna Pollakówna, Byli bracia malarze…, Warszawa 2002

  • Tadeusz Wittlin, Ostatnia cyganeria, Łomianki 2010

  • Jan Zamoyski, Łukaszowcy, Warszawa 1989

  • Pia Górska, Paleta i pióro, Kraków 1956

  • Leopold Infeld, Szkice z przeszłości. Wspomnienia, wyd. 2, Warszawa 1996

  • Aleksander Rafałowski, … i spoza palety, Warszawa 1970

  • Janusz Taranienko, Yizkor, Białystok, 2025

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>