January Suchodolski z przodu i z boku
Nazywano go polskim Vernetem. I rzeczywiście, nieodrodny początkowo uczeń mistrza, Suchodolski niekiedy wręcz powtarzał motywy kompozycyjne francuskiego mistrza i pedagoga artystycznego Horacego Verneta.
Nazywano go polskim Vernetem. I rzeczywiście, nieodrodny początkowo uczeń mistrza, Suchodolski niekiedy wręcz powtarzał motywy kompozycyjne francuskiego mistrza i pedagoga artystycznego Horacego Verneta.
„Czy ja to życie, nawiązane w ogniu łez, szału i natchnień, zamieniłby na życie spokojne w zakreśleniu familijnym? O nie, nie, nigdy; dla mnie trzeba walk i goryczy jak ognia salamandrze.”
Niezbity to fakt, że Henryk Siemiradzki osiągnął szczyty maestrii malarskiej. Powierzchnia jego malowideł to szorstka faktura, budowana głównie z impastu.
Do pracy przy cyklu widoków miejskich przystąpili wspólnie dwaj wybitni artyści: Juliusz Kossak, niekwestionowany mistrz akwareli i malarz koni oraz Stanisław Tondos, krakowski „dokumentalista”.
Zachwyconemu a wstrząśniętemu Norwidowi obraz przywodził na myśl przeszłość, „co się rozdziera i kona”. Paryż bił brawa młodemu malarzowi, twórcy tyleż znakomitemu, ile inteligentnemu.
Przedstawicielom kolonii polskiej w Monachium służyło wówczas spokojne miasto nad Izarą. Nazywano je po domowemu Mnichowem.