Obrazy pozostałe po Wandalinie Strzałeckim (1855–1917) świadczą o wyjątkowym talencie artysty i o jego maestrii pędzla. Wielka szkoda, że zachowane dzieła powstawały tylko do roku 1885, do trzydziestego roku życia Strzałeckiego. Pozostałe trzydzieści dwa lata spędził on w oderwaniu od otaczającej go rzeczywistości, oddzielany od ludzi przezroczystą taflą choroby umysłowej. Co ciekawe, po tym, jak został dożywotnim pacjentem zakładu pod wezwaniem Jana Bożego, obiektu zamkniętego, prowadzonego w Warszawie przez Bonifratrów, nie rozstał się z utensyliami malarskimi. Z zamożnej rodziny herbu Oksza, syn i brat wziętych malarzy, nie został zaniedbany, miał to, co mu było potrzebne i – jak przekazali świadkowie, a co zapisał w swojej książce Artur Schroeder: „Uśmiech tajemniczy, «nie z tego świata», który błąkał się na jego twarzy, świadczył, iż dobrze mu było z tym, że cisza śmiertelna już za życia padła na jego mózg i serce…”. Otóż ten półżywy, a niemal do końca mocny fizycznie Wanadalin Strzałecki malował!!! Dziś nie docieczemy, co wtedy tworzył; nie przyszedł jeszcze czas, kiedy psychiatrzy-humaniści, tacy jak u nas Jan Mitarski i Antoni Kępiński, będą się pochylać nad efektami twórczych zmagań swoich pacjentów. „Zamknięty w celi szpitalnej – pisze Schroeder – nie zdający sobie sprawy z otaczającego go świata, podświadomie juz tylko snuł przez długich lat trzydzieści dwa wątek dawnej swej, tyle zapowiadającej twórczości, malował jakieś mgliste, często nikomu niezrozumiałe wizje swej chorej duszy”.

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Autoportret", 1880 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Autoportret”, 1880 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Autoportret", 1880 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Autoportret”, 1880 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Jak to z nim było? Pochodził z rodziny artystycznej, można rzec, że był wychowywany przez sztukę. Ojciec i bracia, Antoni i Jan Michał, byli dobrymi malarzami, tworzącymi zarówno portrety, jak i duże zamówienia kościelne oraz świeckie, polichromie i prace konserwatorskie w pałacach. Sam od szesnastego do dwudziestego drugiego życia kształcił się u Wojciecha Gersona w Warszawskiej Klasie Rysunkowej. To była bardzo dobra szkoła nie tylko warsztatu, lecz i historii sztuki. Przez siedem lat rozwinął świadomość artystyczną, był sprawny plastycznie do tego stopnia, że po uzyskaniu stypendium rządowego bez wielkiego trudu dostał się do Akademii Petersburskiej, gdzie adeptom stawiano wysokie wymagania, po dwóch latach studiów w Rosji z pięcioma medalami dotarł – via Warszawa – do Monachium, ówczesnej stolicy sztuki, gdzie korzystał z uwag profesorów w pracowniach Akademii Monachijskiej. Jego talent w chwytaniu i przekazywaniu nastroju oraz łatwość komponowania obrazów, z czym mieli trudności miewali nawet malarze o doskonałym warsztacie, budziły wśród kolegów podziw z nutą zawiści, te same cechy przyciągały marszandów. Okres prosperity Wandalina Strzałeckiego trwał przez pięć lat. Artysta pracował, nie pozwalając sobie na nabranie oddechu. Bo też dużo w tamtym czasie miał do zrobienia. Osiadł w rodzinnej Warszawie, malował, wydawało się, błyskawicznie, wystawiał i sprzedawał z powodzeniem dzieła o tematyce historycznej, płótna rodzajowe, realistyczne portrety.

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Portret kobiety w białej sukni", 1882 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Portret kobiety w białej sukni”, 1882 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Portret K. Marczewskiego", 1880 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Portret K. Marczewskiego”, 1880 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Majstersztyk dziewiętnastoletniego Strzałeckiego to obraz olejny pt. Skrzypek. To niewielkie płótno (28,5 × 24, 5 cm) budziło zachwyt w Warszawie, gdzie powstało pod koniec studiów u Gersona. Scena rodzajowa, na pewno nieco sentymentalna, odznaczała się przecież maestrią, opanowaniem techniki impasta, a przede wszystkim realizmem. Kąt skromnego, żeby nie powiedzieć: ubogiego, mieszkania na poddaszu, światło dochodzi z okienka, za którym roztacza się widok na świat inny niż w szarym wnętrzu: zdecydowany błękit nieba, róż dachu, rozbielona żółcień muru kamieniczki przedmiejskiej. Odwaga w potraktowaniu tego niewielkiego fragmentu podnosi wartości kolorystyczne obrazu, w którego szaro-ugrową tonację wkrada się żółcień wianka wiszącego na ścianie pod świętym obrazkiem. Kolor wianka i czerwona obróżka na szyi wyżła, towarzyszącemu głównej postaci, to akcenty korespondujące z widokiem zza okna. Cóż takiego dzieje się w tym obrazie, że tak działa na zmysły obserwatora? Oczywiście postać główna: najwyżej dziewięcioletni chłopiec wpatrzony w coś, czego my się możemy najwyżej domyślać, gra na skrzypcach, za dużych, zda się, dla niego. Jest schludny, ma czarne wypastowane buciki, przybył z wizytą. Komu on gra? Choremu. Po prawej stronie na widocznym fragmencie ławy połyskują leki, płyny i mikstury.

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Skrzypek", 1874 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Skrzypek”, 1874 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

W tym obrazie jest subtelnie zaznaczona fabuła. Inspiracja dla wyobraźni. Najważniejsza jest jednak warstwa plastyczna. W późniejszym o trzy lata Autoportrecie, ujętym w półprofilu, twarz artysty wyłaniające się z mroku brązów i bardzo głębokich zielni, bliskich czerni, modelowana światłocieniem, gra wyrazem zadumy i, można by rzec, wejrzeniem w stronę wieczności. Tu już zupełnie jest zbędna fabuła. Obraz powstał zapewne pod koniec studiów petersburskich, może o tym świadczyć nie tylko data, lecz przede wszystkim pewność ręki malarza, precyzyjnie operującego kontrastami modelunku zarówno w obrębie twarzy, jak i w odważnym potraktowaniu kołnierzyka – białego, a przecież malowanego perfekcyjnie rozjaśnionymi błękitami. Jest rozmach w dużym portrecie kolegi, rzeźbiarza Hipolita Kasjana Marczewskiego. Jest precyzja i efektowna kolorystyka w licznych obrazach o tematyce historycznej, które komponował od dwudziestego roku życia. Ich lekkość i pewna, nazwijmy to, powietrzność polegała na wykorzystaniu bolusowego (czerwonobrunatnego) podkładu pod podmalówkę, bez zakładania farbą olejną całej powierzchni płótna. Z podobnych, może drobnych, ale odważnych eksperymentów Strzałecki budował malarskie emploi. Jak to się dzisiaj określa: stawał się rozpoznawalny.

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Pieśń o zburzeniu Jerozolimy", 1883 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Krakowie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Pieśń o zburzeniu Jerozolimy”, 1883 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Król Jan III Sobieski i Marysieńka", 1881 rok, źródło:  Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Król Jan III Sobieski i Marysieńka”, 1881 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Całkiem niedawno wypłynął w handlu antykwarycznym i został świetnie sprzedany na aukcji duży obraz Wandalina Strzałeckiego pt. Wesele polskie. Trafił do kraju przez Monachium, gdzie powstał, poprzez Paryż i Stany Zjednoczone. Na całej powierzchni odwrocia płótna szerokiego na 120 cm, z nalepką wystawową Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, widnieje wykaligrafowany pędzlem napis: „Malowany | przez Stryja | Wandalina | a Ofiarowany | wnuczce | Maryi ze Strzałeckich Krysińskiej | przez dziadków | Strzałeckich”. (Na marginesie: pisał to zapewne najstarszy z braci malarzy Strzałeckich, Antoni, który w swej reprezentacyjnej warszawskiej kamienicy, Domu pod Gigantami, zgromadził imponującą kolekcję dzieł sztuki i przedmiotów przemysłu artystycznego i militariów, a o biednym Wandalinie pamiętał). Wesele polskie, płótno ukończone w roku 1881, to bez wątpienia jedno z arcydzieł polskiego malarstwa romantycznego o tematyce rodzajowo-historycznej. Niczym na scenie teatralnej rozgrywa się akcja tego malarskiego poematu, inspirowanego Panem Tadeuszem Mickiewicza. Nie jest to jednak ilustracja – a takich artysta wykonał kilkanaście – lecz malarska improwizacja. Niemal więc jak na scenie, w tajemniczej pomroce, z mocnym, ciepłym oświetleniem partii centralnej. Bezgwiezdna noc, przelatują przebudzone ptaki, kilkadziesiąt postaci wyległo przed ganek polskiego dworku, kolumny świecą kremową bielą, białe i srebrzyste stroje państwa młodych, jasnoliliowe suknie drużek, barwne kontusze panów. Po prawej stronie, w cieniu, klezmerzy. Świetnie uchwycone typy tych, a także drugoplanowych postaci, wszystko to Polska, choć jej wtedy nie było na mapach.

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Posłańcy", 1879 rok, źródło: Desa Unicum

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Posłańcy”, 1879 rok, źródło: Desa Unicum

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Dziewczynka z lalką - Rekonwalescentka", 1882 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Dziewczynka z lalką – Rekonwalescentka”, 1882 rok, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Lata 1881–1884 były złotym okresem twórczości i powodzenia artysty. Artur Schroeder pisze, że ten zryw rozpoczął się o roku później: „w r. 1882 wyjechał do Monachium. Tu zaczęła się gorączkowa praca, jakby w przeczuciu zbliżającej się katastrofy. Z niepomyślaną po prostu szybkością powstawały obrazy coraz lepsze, świetne w kompozycji, indywidualne w kolorycie: dzieła o tematach historycznych, rodzajowe, wizerunki etc. W tym samym tempie szła ta gorączkowa twórczość w Warszawie, dokąd powrócił w 1882 roku”. Wschodni malowniczy motyw Przed pałacem, swojska Procesja, historyczne Król Jan II Sobieski i Marysieńka, Obrona Trembowli, Łowy z sokołem, Kazimierz Wielki i Esterka, Odjazd Lisowczyków, wreszcie ukazany w ryzykownym skrócie perspektywicznym Ostatni klucznik Horeszkowa z wspaniale namalowanym światłem na murze to małe arcydzieła, rzec by się chciało, cymelia. Z roku na rok wypływają obrazy artysty. Niektóre z nich nie doczekały się omówień i prawdopodobnie nie ma nawet ich fotografii. Za życia autora szły z jego pracowni do kunsthandlerów. Były bowiem na poziomie dzieł Matejki i Brandta. Młody malarz wyrabiał sobie markę, ale nie zdążył. Oto słowa Artura Schroedera, który jako pierwszy wydobył z zapomnienia sylwetkę twórcy Skrzypka: „Podpisany, gromadząc materiały do pewnej pracy, natknął się na nie [na dzieła Strzałeckiego] i raz je poznawszy, szukał ich potem, zdziwiony ogromem pracy, dokonanej w tak krótkim okresie życia, inwencją twórczą i talentem, który już więcej niż «zapowiadał»”.

Wandalin Strzałecki (1855 - 1917) "Wesele polskie", 1881 rok, źródło:  Desa Unicum

Wandalin Strzałecki (1855 – 1917) „Wesele polskie”, 1881 rok, źródło: Desa Unicum

 

Źródła:

  • Artur Schroeder, Śladem błękitnym. O sztuce i jej twórcach z przedmową Leona Pinińskiego. Wydawnictwo i Księgarnia Altenberga, Lwów 1921 r.

  • Emmanuel Swieykowski, Pamiętnik Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie / 1854–1904, Kraków 1905 r. 

Autor: Marek Sołtysik

Prozaik, poeta, dramaturg, krytyk sztuki, edytor, redaktor, artysta malarz i grafik, ilustrator, był pracownikiem w macierzystej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w której ostatnio sporadycznie wykłada. Od roku 1972 publikuje w prasie kulturalnej. Autor kilkudziesięciu wydanych książek oraz emitowanych słuchowisk radiowych, w tym kilkunastu o polskich artystach, prowadzi także warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ulubiony artysta: Rafał Malczewski.

zobacz inne teksty tego autora >>